Nasza oferta w porównaniu z niemiecką wypada blado — twierdzą specjaliści, którzy na co dzień obsługują inwestorów.
Eksperci twierdzą, że oferowane w Niemczech tereny są przygotowane pod potrzeby konkretnych inwestorów, podczas gdy w Polsce inwestor często musi sam zapewnić sobie infrastrukturę.
— Na ogół to inwestor załatwia przyłącza energii i gazu czy „wydeptuje” wyjazd na drogę wojewódzką. Wyliczyłem kiedyś, że inwestor musi zdobyć 17 różnych pieczątek, zanim zacznie budowę, i to przy niewielkim projekcie — mówi Janusz Gawroński z firmy Jacek Piechota Solution Partners.
Pomocne są oczywiście specjalne strefy. Część oferuje w pełni przygotowane działki. Strefy mogą też przejmować rolę samorządu w wydawaniu pozwoleń na budowę. Ale i w strefach jest coś, co odstrasza inwestorów — przetargi.
— Inwestorzy nie rozumieją, dlaczego muszą przystępować do przetargów. Najczęściej firma kupuje grunt w przetargu nieograniczonym. Dostaje zezwolenie na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej, ale też w przetargu. To frustruje. Spotkałem się ostatnio z dwiema ofertami inwestycyjnymi z Niemiec. Ceny były niewiele wyższe od cen wywoławczych na grunty w Polsce. Tyle że w Niemczech inwestor może wjeżdżać z maszynami i budować halę po miesiącu od zakupu — mówi Janusz Gawroński.