Konflikt między rządem premiera Donalda Tuska a prezydentem Andrzejem Dudą trwa nieustająco i przybiera najróżniejsze formy. Najbardziej głośne jest starcie w sprawie ambasadorów, wygląda na to, że przez najbliższy rok wieloma polskimi placówkami będzie kierował jedynie chargé d'affaires ad interim, który nie złoży głowie danego państwa listów uwierzytelniających, ponieważ nigdy ich nie otrzyma od naszej. Dotyczy to między innymi tak strategicznych ambasad jak w Waszyngtonie czy przy kwaterze głównej NATO w Brukseli.
Na rynku krajowym cały czas toczy się między dwoma ośrodkami władzy wojenka legislacyjna. Andrzej Duda przyjął taktykę elastyczną – po odejściu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika do Parlamentu Europejskiego przestał już się czepiać tzw. niekompletności Sejmu i zwyczajnie podpisuje drobne ustawy, dotyczące różnych kwestii. Rządzące tzw. konsorcjum 15 października statystycznie nie może zatem narzekać, ogólnie spodziewany bat wetowania nie spada tak często. Andrzej Duda na przykład bez problemu podpisał ustawę o szczególnych rozwiązaniach w związku z przygotowywaniem i sprawowaniem przez Rzeczpospolitą Polską przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej w pierwszym półroczu 2025, obejmującą wiele kwestii technicznych oraz działania dotyczące bezpieczeństwa. W tym wątku nadal jednak wisi w powietrzu ogromny konflikt, kto będzie grał podczas prezydencji polityczne pierwsze skrzypce – premier Donald Tusk, co jest oczywistością dla Brukseli oraz państw członkowskich UE, czy też prezydent Andrzej Duda, co jest oczywistością wyłącznie dla niego samego i jego dworu.
Istnieje kategoria ustaw politycznie grubych, które absolutnie nie mają szans na prezydencki podpis. Do takich należy czekająca na egzekucję ważna nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS). W piątek, 12 lipca Sejm na nieszczęście rządzącego konsorcjum odrzucił strategiczną poprawkę Senatu i niestety podtrzymał zakaz kandydowania do odnowionej KRS sędziów powołanych lub awansowanych w ostatnich latach z rekomendacji upolitycznionej KRS powołanej przez PiS. Była to decyzja wyjątkowo bezmyślna, skazująca tak oczekiwaną ustawę na stuprocentowe weto. Akurat tegoż 12 lipca wieczorem Andrzej Duda pofrunął do Gdańska i dalej do ulubionego ośrodka prezydenckiego Mewa w pobliżu Juraty, chociaż już w granicach miasta Hel. Stamtąd zawiaduje sprawami państwa, w środę zaś odlatuje już do Paryża na otwarcie Igrzysk XXXIII Olimpiady. Trudno typować, kiedy i skąd obwieści równie oczywistą co hiobową dla rządu wieść o wyrzuceniu do kosza ustawy o KRS. Czasu jeszcze trochę ma, może to zrobić nawet po obchodach 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Swoją drogą ciekawa będzie reakcja Donalda Tuska, czy poza wyrazami oburzenia na hamulcowego przemian przebiją się jakieś elementy samokrytyki, że odrzucenie poprawki Senatu było strzałem w stopę, a nawet w kolano.
Mimo konfliktu w relacjach na szczytach władzy istnieją jednak poletka zgody. Otóż w Święto Wojska Polskiego, czyli 15 sierpnia, odbędzie się w standardowym miejscu, czyli na warszawskiej Wisłostradzie u podnóża Starego i Nowego Miasta, defilada wojskowa. Standardowo numerem jeden będzie prezydent Andrzej Duda, ale swoje wizerunkowe punkty zdobędzie także minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Notabene rok temu zapowiadał, że na Wisłostradzie odbywa się ostatnia defilada ministra Mariusza Błaszczaka. Przepowiednia się sprawdziła, ale tylko w części personalnej – okazuje się, że przyjmowanie defilady zawsze polityków jednoczy na wspólnej trybunie ponad podziałami.
