Poniatowska szkoła dla inwestora

Jeśli talar to 6 zł, to ile dukat ma groszy? Przed aukcją monet stanisławowskich wychodzi, kto odsypiał noce na wykładach o rynku walutowym

Sam fakt, że ciężki od złota dukat kojarzy się bezsprzecznie ze skarbcem króla, nie wystarczy nawet dla pobieżnego rozeznania na rynku numizmatów. Siła nabywcza monety w czasie, w którym była w obiegu, warunkuje przecież, jak intensywnie rzucano nią o najróżniejsze lady i z jakim zapałem zbierano później w gładkich kieszeniach klaserów. Nadchodząca aukcja Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka będzie miała aż cztery sesje — pierwszą 9 czerwca w porze śniadania, ostatnią 12 czerwca o 18-stej — ale wspomniana zależność w pełnej krasie pokaże się raczej w sobotę. Pokaźna porcja monet stanisławowskich udowodni ironię nominałów: jak się okazuje, drobne miedziaki cyrklujące na targach bywają czasem rzadsze niż dukaty, które zarozumiale pobrzękiwały w sakiewkach dworskich notabli.

ZŁOTY PODZIAŁ:
Wyświetl galerię [1/4]

ZŁOTY PODZIAŁ:

Na rynku numizmatów przydałaby się macierz — monety Stanisława Augusta drożeją zależnie od rzadkości w obiegu, a o niej decydują i nominał, i stan zachowania, i metal. Wbrew pozorom, drobne w miedzi czasem rzadziej spotyka się świetnie zachowane niż najcenniejsze dukaty. FOT. GABINET NUMIZMATYCZNY D. MARCINIAK

Wybuch w kantorze

Dla porządku, warto zacząć od melodii, którą już raz się słyszało — królewskiego złotego

dukata, a nawet trzech dukatów, czyli najwyższego możliwego nominału mennictwa Poniatowskiego. Ze względu na wdzięki kruszcu i urodę stanu zachowania, moneta będzie licytowana od 30 tys. zł, otwierając natychmiast pytanie, jak do niej odnieść pozostałe kandydatki. W katalogu są przecież i grosz, i dukat, a nawet trojak z rewersem dwuzłotówki, dlatego warto zrobić porządek z monetarnym bałaganem i zobaczyć, jak mocny czuł się w tym towarzystwie jeden złoty.

Jak można się domyślać, dukat królował w zestawieniu nawet po monetarnej reformie i kosztował 16,75 zł, podczas gdy sam złoty odpowiadał tylko 4 groszom w srebrze, ale już 30 groszom miedzianym. Talar natomiast równy był 6 złotym, a trojak miał wartość 3 groszy, co dobitnie pokazuje, że oprócz kolorystycznej gamy surowców w portfelu kolekcjonera swobodnie mieszają się też nominały. Co jednak zrobić, kiedy oko rozbłyśnie na katalogowym nagłówku „dukat” i zaraz ostygnie, bo na zdjęciu zobaczy pospolitszy zbrązowiały róż miedzi?

Wtedy rozbudzi się nos kolekcjonera i zwietrzy rzadkość w obiegu, bo od 16 tys. zł licytowana będzie próbna miedzianaodbitka pierwszego typu dukatów Poniatowskiego, które nigdy nie trafiły do obiegu. Jak opowiada nota tej pozycji, kiedy król roił sobie w którejś z komnat, jak mają wyglądać jego złote pieniądze, dworski artysta przenosił te wizje na papier, a elegancki zwój rozwijano później w mennicach i warsztatach medalierów w całej Europie, które przygotowywały próbne stemple wedle życzenia. Nie decydując się na wprowadzenie wzoru pyszniącego się w sobotnim katalogu, król tylko przysłużył się dzisiejszym inwestorom, którzy wiadomość o całkowitej rzadkości i niedostępności monety zarówno w miedzi, jak i w złocie, potraktują jak przywilej nadany uroczyście.

Uciekinierzy z miedzi

Jeśli próbny dukat miałby zbyt wysoki próg, a kolekcjoner upierałby się przy umownej nieskazitelności monety niewprowadzonej do obiegu, rozwiązaniem może być próba dwuzłotówka z ceną wywoławczą 2 tys. zł, którą dla wybrednego Stanisława Augusta przygotował nadworny medalier królewski. Co ciekawe, kiedy na jednej stronie połyskują łagodne rysy monarszego profilu, na drugiej prezentuje się tylko delikatna dłoń, która przesuwa kółeczko po jakiejś kostce, nad którą zawieszona jest łacińska sentencja. „Expertus credit” — czyli „doświadczony wierzy” — odnosi się do ręki toczącej pieniądz na kamieniu probierczym, który potwierdzić ma w przybliżeniu zawartość oczekiwanego metalu. Wdzięczna obrazkowa historia odnosi się do emisji przygotowanej dla wyparcia fałszywek poprzez wprowadzenie monet bitych w czystym srebrze. Skoro jednak metal koloru księżyca zajmuje drugie miejsce po złocie i okazuje wyższość miedzi, podobnie jak dwuzłotówka czuje się cenniejsza od grosza, trzeba zadać pytanie, dlaczego miedziak z 1786 r. licytowany będzie od 4 tys. zł.

Kolekcjonerom o ciągotach merkantylnych serce zabije pewnie szybciej, bo właśnie w 1786 r. polskie mennictwo wzbogaciło się o trzy nowe typy monet — grosz, półgrosz i trojak — z napisem „z miedzi kraiowey”, oznaczającym, że kruszec nie pochodził już z zagranicy, tylko z podkieleckiej Miedzianej Góry. Jak twierdzi Damian Marciniak, miedzianych monet o niskich nominałach początkowo w ogóle nie zbierano, dlatego egzemplarz w pięknym stanie zachowania przy tak podatnym metalu to obecnie prawdziwa kolekcjonerska gratka. Pokrzepiony wiedzą o brzydkich kaczątkach inwestor może jednak pokazać stronę kobiecą i na sam koniec zwyczajnie zachcieć niemożliwego — skoro rynek i tak potrafi zażartować, to czemu nie poszukać złotego, ale miedzianego?

Jak się okazuje, katalog numizmatów jest w stanie sprostać zachciance, chociaż zawdzięcza to czyjejś pomyłce, dlatego że wystawiona z progiem 1,5 tys. zł dwuzłotówka z miedzi to tak naprawdę trojak ze źle dobranym stemplem. Przeoczona przez pracowników mennicy moneta wypłynęła do obiegu, prezentując złe złożenie — na krążku warszawskiego trojaka wybito właściwy awers drobniejszej trzygroszówki i rewers dwuzłotówki, który ewidentnie miał być większy od podkładanej porcji surowca, bo część napisów odbiła się w połowie. Jak dwa inne egzemplarze notowane w handlu, i ten nosi wyraźne ślady obiegu, co tylko podbija smak historii młodych uciekinierów, bo gdyby Bonnie i Clyde urodzili się na rynku numizmatów, też chcieliby udawać dwa złote i umknąć, czarując, że metal jest poważny i nie połyskuje na różowo. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Poniatowska szkoła dla inwestora