STARE, DOBRE CZASY: Debiut Grupy Nokaut na GPW był świętem zwyżek. Okazało się jednak, że dziesiątki milionów złotych w kasie spółki zarządzanej wówczas przez Wojciecha Czerneckiego nie gwarantują jej rynkowego sukcesu. [FOT. ARC]



Grupa Nokaut — zanim zgarnęła od inwestorów z GPW 31 mln zł w marcu 2012 r. — przeszła niezły czyściec.
Przed pierwotną datą debiutu na giełdzie Google wyciął z wyszukiwarki hasła Nokautu i z dnia na dzień gdyńska porównywarka cen straciła 40 proc. obrotów. Po debiucie miało być już pięknie i ofensywnie, zgodnie z firmowym hasłem: zmieniamy oblicze e-commerce. Były prognozy na 2012 r. zakładające 7 mln zysku. Jednak z szumnie zapowiadanego przejęcia konkurencyjnego Skąpca nic nie wyszło. Podobnie jak z kilku innych projektów, w tym notowanego dziś na NewConnect i przynoszącego straty Morizona.
Efekt? Prognozy odwołano i zysk stopniał do nieco ponad miliona złotych. A po odpisach aktualizujących oraz zawiązaniu rezerw, Nokaut zamknął ubiegły rok z ponad 7,7 mln zł pod kreską przy 10,5 mln zł przychodów. I tylko jedna rzecz powoduje, że Nokaut, w który zainwestował m.in. Quercus TFI i Rafał Brzoska, prezes Integer.pl, rozpala inwestorów. To ponad 17 mln zł kapitałów własnych, miliony żywej gotówki na koncie. I brak pomysłu, co z nią zrobić, by nie przejeść wszystkiego do cna.
Doktor podbija
— Spółka potrzebuje nowych kompetencji, nowego zarządzającego. Czekam na komunikaty o nowych pomysłach na biznes. Branża ma wciąż dobre perspektywy — uważa Wojciech Czernecki, założyciel spółki, który niespodziewanie w lipcu zrezygnował ze stanowiska prezesa grupy.
Jeszcze pod jego wodzą, w drugim kwartale 2013 r., już bez księgowych manewrów, internetowy gracz znów notował straty przy spadających przychodach. Kurs wystrzelił jedynie na chwilę w lipcu, po optymistycznych opiniach analityków z Dr Kalliwoda. Po rekomendacji na 7 zł został pył — dziś spółka oscyluje wokół 2,4 zł za papier.
Jej akcje wyprzedają zarówno inwestorzy, którzyobejmowali je po 12 zł (cena przy debiucie), jak i ci, którzy związani są z nią od lat, jak np. Dariusz Piszczatowski, szef rady nadzorczej spółki, oraz Michał Jaskólski, wiceprezes grupy.
— Takie informacje o sprzedaży akcji na pewno nie są dobrym sygnałem. Czy ja też będę sprzedawał? Nie wiem. Nie wykluczam działania ani w jedną, ani w drugą stronę — deklaruje Wojciech Czernecki, kontrolujący około 18 proc. akcji spółki.
Co tu kupić
Tymczasowy prezes spółki zaczął jej restrukturyzację, zwolnił część załogi, odciął część nierentownych projektów. I czeka na następcę.
— To tylko łatanie dziury. Pytanie, na jakie musi sobie odpowiedzieć Nokaut, brzmi: gdzie znaleźć rentowny biznes, jak to uratować. Nie jest sztuką nabić sobie ruchu poprzez sprawne pozycjonowanie w wyszukiwarce. Sztuka zarobić, gdy z drugiej strony jest potężne Allegro z Ceneo — uważa Rafał Agnieszczak, inwestor internetowy, właściciel Grupy Fotka.
— Nokaut sprawnie dopiął finansowanie, roztoczył piękne wizje i pokazywał plan. Jednak po fiasku przejęcia Skąpca wydaje się, że zarządzający nie mieli pomysłu, na co wydać miliony z giełdy. I świat im uciekł — ocenia Krzysztof Kowalczyk, partner w funduszu Hard Gamma Ventures. Wojciech Czernecki deklaruje, że z myślą o gotówce Nokautu intensywnie rozgląda się za atrakcyjnymi podmiotami do przejęcia.