Pierwsza edycja rządowego programu dopłat do aut elektrycznych „Mój Elektryk” obejmowała tylko właścicieli prywatnych. Niska wysokość dopłat i niewielki limit maksymalnej ceny samochodu sprawiły, że program zakończył się niepowodzeniem. Kolejna edycja dotacji, która ruszyła w listopadzie, uwzględnia przedsiębiorców i zwiększa górną granicę ceny auta oraz kwotę dotacji. Pierwsze sygnały wskazują, że program jest bardziej dopasowany do rynkowych realiów i będzie cieszył się większym zainteresowaniem. Oznacza to, że obecnie to rozwój sieci ładowarek wychodzi na czoło listy wyzwań w upowszechnianiu elektromobilności.
Aż trzy na pięć najczęstszych powodów rezygnacji z zakupu elektrycznego samochodu związanych jest dziś z ładowaniem. Obawy może zminimalizować gęsta sieć ładowarek. Tymczasem aby zainstalować stację ładowania trzeba pokonać długą i wyboistą drogę. Samo wydanie zgody na nowe przyłącze trwa nawet dwa lata. Ustawa o elektromobilności wprowadziła też obowiązek badania stacji ładowania o mocy ponad 3,7 kW przez Urząd Dozoru Technicznego (UDT). Jego koszt to 20 proc. przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego roku. Badanie muszą przejść wszystkie punkty, których właściciel udostępnia ładowarkę innym podmiotom (zarówno odpłatnie, jak i nieodpłatnie). Gdy inwestor chce zbudować punkt z kilkunastoma stacjami, musi też opłacić badanie dla każdej z osobna, mimo że wszystkie wchodzą w skład jednego projektu. Zapis ten znacznie podnosi koszt budowy stacji.
Pojawia się jednak szansa na pozytywne zmiany. UDT i Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) podpisały list intencyjny, w którym postulują o uproszczenie procedur związanych z rozbudową sieci ładowarek.
- Naszym wspólnym celem jest kreowanie rozwoju elektromobilności w Polsce w sposób harmonijny i zrównoważony. Wiele wyzwań przed nami. Rośnie popyt na samochody elektryczne, tym samym wprost proporcjonalnie rozwija się infrastruktura ładowania EV. Polski dozór techniczny powinien wspierać rozwój elektromobilności w naszym kraju, tak aby nie wpływać na ten proces w sposób spowalniający, ale zapewnić jego bezpieczny i odpowiedzialny przebieg - mówi Andrzej Ziółkowski, prezes UDT.
Strony wzajemnie zobowiązały się do realizacji zadań związanych z bezpiecznym funkcjonowaniem stacji ładowania. Współpraca UDT i PSPA obejmie również działania w zakresie wzajemnego przekazywania informacji o zagrożeniach związanych z eksploatacją ładowarek i o przebiegu procedur odbiorowych, a także analizowania przyczyn i skutków uszkodzeń infrastruktury ładowania, czy też rozpowszechniania nowych rozwiązań technicznych w segmencie elektromobilności. Podpisany list zakłada również pogłębianie dialogu między UDT a przedstawicielami branży reprezentowanymi przez PSPA.
- W najbliższych latach przewidywany jest znaczący wzrost sprzedaży samochodów w pełni elektrycznych. Ogólnodostępna infrastruktura ładowania musi być współmierna do tempa wzrostu rejestracji elektryków.Będzie się to wiązało z koniecznością szybkiej rozbudowy stacji ładowania, których w efekcie musi powstać od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy. Dodatkowo, stacje będą coraz częściej zastępowane ładowarkami o wyższych mocach, aby odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynkowe i rozwijaną w samochodach elektrycznych technologię. Akumulatory trakcyjne są coraz bardziej pojemne i przystosowywane do coraz większych mocy ładowania i korzystania ze stacji ultraszybkich. Powyższe oznaczać będzie skokowy wzrost inwestycji, dla których kwestie związane z badaniami i odbiorami technicznymi, są kluczowe - mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.
Obecnie funkcjonuje w Polsce 1813 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 544 punktów). 31 proc. z nich to szybkie stacje ładowania prądem stałym a 69 proc. - wolne ładowarki prądu przemiennego o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W listopadzie 2021 r. uruchomiono 101 nowych, ogólnodostępnych stacji (207 punktów). Zgodnie z prognozami PSPA do 2025 r. w Polsce może funkcjonować nawet 43 tys. ogólnodostępnych punktów ładowania.