PORZĄDEK W ETERZE BĘDZIE KOSZTOWNY

PORZĄDEK W ETERZE BĘDZIE KOSZTOWNY

PORZĄDEK W ETERZE BĘDZIE KOSZTOWNY

Karol Wieczorek
opublikowano: 07-12-1998, 00:00

PORZĄDEK W ETERZE BĘDZIE KOSZTOWNY

NATO wywoła rewolucję w komunikacji radiowej

TERAZ SAMI: Nie sądzę, aby do 2001 roku, kiedy kończą się pozwolenia na użytkowanie częstotliwości 300 MHz, ktokolwiek podjął temat sieci trankingowych w dyskusjach między firmami. W przyszłym roku uruchamiamy cyfrowy system łączności. Gdybyśmy znaleźli wspólników do tego przedsięwzięcia, udałoby się wydatnie obniżyć jego koszty — mówi Marek Laris, dyrektor Sawa Taxi w Warszawie. fot. Małgorzata Pstrągowska

Za głównych winnych tłoku w polskim eterze uważa się korporacje taksówkowe. Według Państwowej Agencji Radiokomunikacji i samych zainteresowanych, zmianę podejścia do problemów dostępnych częstotliwości wymusi oddanie najpopularniejszych z nich na potrzeby NATO.

Fala brutalnych napadów na taksówkarzy sprowokowała dyskusje nad poprawą ich bezpieczeństwa. Ponieważ taksówkarze nie chcą stosować zagród oddzielających kierowcę od pasażerów, myśli się nad alternatywnymi sposobami ochrony.

— Kierowcy z niechęcią reagują na pomysły oddzielenia ich klatką od pasażerów. Dlatego chcemy rozwijać system radiowego powiadamiania o zagrożeniu. — twierdzi Marek Laris, dyrektor Sawa Taxi w Warszawie.

Razem w Europie

Przyjęty w krajach europejskich jednolity system powiadamiania o zagrożeniach, nazwany Tetra Emergency, wydatnie pomógł w poprawie bezpieczeństwa. Uczestnikami projektu są taksówkarze i służby ratownicze. System wzorowany na standardzie europejskim powinien powstać również w Polsce. Niestety możemy się go spodziewać dopiero za kilka lat.

— System jest w fazie projektowania. Nadzór nad nim ma sprawować policja, której do zrealizowania tego projektu brakuje środków. Na domiar złego kilka lat temu wydano ogromne kwoty na budowę systemu policyjnego niezgodnego z Tetrą Emergency — mówi Grzegorz Pachniewski, dyrektor Departamentu Polityki Rozwoju Służb Radiokomunikacyjnych w Państwowej Agencji Radiokomunikacyjnej(PAR).

Wojna korporacyjna

Kolejną barierę na drodze powstania wspólnego systemu stawiają sami taksówkarze. Nadmiar korporacji taksówkowych i ciągłe roszady w ich zarządach nie służą budowaniu stabilnej polityki, a jedynie potęgują wojnę między poszczególnymi firmami.

— Sytuacja w Warszawie, gdzie działają 34 korporacje radio-taxi, a każda z nich pragnie mieć dla siebie kilka częstotliwości, jest absurdalna. To właśnie firmy taksówkowe zapychają eter, a następnie narzekają na brak wolnych kanałów — uważa Grzegorz Pachniewski.

W całym kraju funkcjonuje ponad 50 tys. sieci dyspozytorskich, z których znaczną część stanowią sieci używane przez korporacje taksówkowe.

Zbyt drogo

Na niczym spełzają inicjatywy PAR, zachęcającej taksówkarzy do stworzenia wspólnej sieci, dzięki której udałoby się ograniczyć liczbę zajmowanych przez nie częstotliwości, a prawdopodobnie także bezpieczeństwo taksówkarzy. Pomysł sieci trankingowych obsługiwanych przez niezależnego operatora, świadczącego usługi kilku firmom, stosowany jest na szeroką skalę w Europie.

Na drodze rozwoju wspólnych sieci stoi nie tylko niechęć występująca pomiędzy taksówkarzami. Chodzi także o duże pieniądze, które są niezbędne, aby zunifikować sieci dyspozytorskie działające dotychczas w 8 zakresach częstotliwości. Większość ekspertów twierdzi, iż w ciągu najbliższych kilku lat nic się nie zmieni. Zmiany wymusi dopiero przystąpienie naszego kraju do NATO i związane z nim oddanie na potrzeby armii częstotliwości 300 MHz, najczęściej wykorzystywanej przez korporacje taksówkowe.

— Ta częstotliwość jest uniwersalna. Można z niej bowiem równie skutecznie korzystać na terenie gęsto zabudowanym, jak i otwartych przestrzeniach. W NATO jest ona najpowszechniej stosowana. W Polsce — odwrotnie. Wojsko korzysta z częstotliwości cywilnych— tłumaczy Grzegorz Pachniewski.

Koszt wymiany systemów szacuje się na 1 mld USD. Przezornie zezwolenia na używanie tych częstotliwości wydawano jedynie do 2001 roku, czyli do momentu oddania ich na potrzeby NATO.

Bez gadania

Podobnie wygląda sytuacja systemów radiowych, działających na zasadzie przekazywania krótkich informacji tekstowych bezpośrednio do cyfrowych urządzeń zainstalowanych w pojazdach. Krótkie komunikaty nie powodują nadmiernego blokowania kanałów, dzięki czemu ogranicza się „korkowanie” sieci. Niestety ich cena odstrasza większość potencjalnych nabywców.

— Urządzenia cyfrowe krajowej produkcji są ponad dwukrotnie droższe od konwencjonalnych systemów głosowych. Systemy zagraniczne mogą być nawet pięć razy droższe, natomiast oparte na nawigacji satelitarnej GPS, jeszcze bardziej kosztowne — dodaje Grzegorz Pachniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Wieczorek