Giełda w polskich rękach? A może z inwestorem wyruszymy na podbój Europy. Właśnie rozpoczęła się dyskusja na temat przyszłości GPW.
Posłowie sejmowej komisji skarbu dyskutowali wczoraj na temat wniosku o wotum nieufności wobec Jacka Sochy, ministra skarbu.
„Nie wyrażamy zgody na prywatyzację Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Uważamy, że może ona odegrać istotną rolę w tworzeniu trwałych podstaw dla wzrostu gospodarczego, o ile pozostanie w polskich rękach” — czytamy w uzasadnieniu do wniosku.
Zdecydowany minister
Grupa posłów, która podpisała się pod wnioskiem o wotum nieufności, uzasadnia swoje żądanie także innymi „występkami” ministra Sochy. Chodzi m.in. o umożliwienie grupom przestępczym prania brudnych pieniędzy przy zakupie akcji PKO BP według zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, działanie na szkodę państwa w sprawie PZU- -Eureko oraz dopuszczenie do „szabrowniczej prywatyzacji” elektrociepłowni z Łodzi. Najbardziej rozwinięty wątek dotyczy jednak GPW, wobec której Ministerstwo Skarbu Państwa ma całkiem konkretne plany.
— Odwołanie Jacka Sochy z funkcji ministra skarbu państwa jest koniecznym warunkiem natychmiastowego zaprzestania działań pozbawiających Polskę tak ważnego mechanizmu pozyskiwania kapitału dla szybkiego rozwoju gospodarczego, jakim jest Giełda Papierów Wartościowych — twierdzą posłowie.
Argumentacja nie przekonała jednak komisji, która negatywnie zaopiniowała wniosek. Teraz trafi on pod obrady Sejmu. A co na to Jacek Socha?
— Niebawem podpiszemy umowę z doradcą prywatyzacyjnym. Ja swoją wizję już mam — odpowiada minister skarbu.
Jeśli wszystko ułoży się po myśli szefa resortu, to za dwa-trzy lata GPW może się zmienić nie do poznania.
— Teza jest zrozumiała. Najdalej do 2006 r. potrwa porządkowanie rynków w Europie. Jeżeli chcemy być podmiotem, a nie przedmiotem tych konsolidacji, to decyzje muszą zapadać szybko — zapowiada Jacek Socha.
Szef resortu skarbu twierdzi jednak, że zanim wyruszymy na podbój tej części Europy, GPW musi pozyskać inwestora.
Parkietowa układanka
— Giełda potrzebuje znaczącego dokapitalizowania. Chodzi o środki, które pozwolą zrealizować misję, a więc doprowadzić do konsolidacji giełd z regionu wokół naszego parkietu. Inwestor musi też zapewnić autonomię naszej giełdy jako centrum finansowego w Europie Środkowej. Jeśli tego nie zrobimy, to nasza pozycja będzie dużo gorsza — tłumaczy Jacek Socha.
Gdzie, i czy w ogóle, można znaleźć takiego partnera?
— Potrafię wskazać takiego inwestora. Nie tylko w Europie, ale także na świecie. Na przykład Amerykanie wyrazili zainteresowanie naszym parkietem — odpowiada szef MSP.
Zdaniem Jacka Sochy, w Europie są dwa rodzaje giełd — duże, czyli te, które nadają kierunek rozwoju, a obecnie walczą o palmę pierwszeństwa (np. giełda niemiecka, Euronext czy parkiet londyński) oraz średnie, które przyglądają się temu, co robią te większe, choć już zaczynają wykazywać aktywność.
— Parkiety nadbałtyckie przypisuje się np. giełdzie skandynawskiej, która chce zamknąć basen Morza Bałtyckiego. Dlatego chętnie widziałaby u siebie także giełdę warszawską. Na południu Europy Austriacy kupili już giełdę w Budapeszcie. Pewnie się na tym nie skończy, bo już teraz wykazują zainteresowania naszym parkietem. Na kraje bałkańskie spogląda Grecja i Turcja. W ciągu roku, dwóch jeśli ktoś zacznie współpracować ze Słowacją i Pragą, to zostaniemy sami. Trzeba też pamiętać, że coraz ściślej z Europą współpracować będzie Ukraina, która jeśli chce zbudować rynek kapitałowy, musi przyjąć pewne wzorce. To nasza szansa — tłumaczy minister.



