Postawili na wegetarianizm

Monika Witkowska
17-11-2004, 00:00

Green Way zdecydowała się otworzyć sieć barów z jedzeniem wegetariańskim. Pomysł wypalił.

W barze Green Way w Warszawie trudno znaleźć w porze lunchu wolne miejsce przy stoliku. Nie łatwo się też zdecydować, co wybrać. W zmieniającej się sezonowo ofercie są potrawy z kuchni całego świata. Można zjeść: enchiladę — meksykańską tortillę nadziewaną farszem, hinduskie samosy, czyli pierogi nadziewane ziemniakami wymieszanymi z groszkiem, litewski chłodnik i polskie gołąbki warzywne. Są też ciasta i ciasteczka pieczone z mąk pełnego przemiału słodzone miodem i, co najważniejsze, bez konserwantów,

Warszawski bar należy do sieci Green Way, zbudowanej przez Jerzego Szkolnickiego, z zawodu architekta, i Marka Chudzika, absolwenta Wyższej Szkoły Zarządzania w Warszawie. Obaj są wegetarianami. Jak twierdzą, od dawna sami poszukiwali miejsca, gdzie można byłoby zjeść coś zamiast kotleta schabowego czy golonki.

Ruszyli w Sopocie

Pierwszy bar z logo Green Way powstał w 1997 r. w Sopocie. Wtedy też Jerzy Szkolnicki z Markiem Chudzikiem założyli spółkę cywilną. W 2002 r. firma przekształciła się w spółkę z o.o., by móc rozszerzyć działalność o prowadzenie franczyzy. Pomysł na tego typu działalność przyszedł Jerzemu Szkolnickiemu do głowy podczas pobytu w Kanadzie, gdzie spędził kilka lat.

— Mieszkając w Toronto, jadałem w małych etnicznych barach oraz restauracyjkach i miałem okazję posmakować wielu kuchni świata. Zachwyciłem się tą różnorodnością i postanowiłam stworzyć coś podobnego u nas. To, że miało być to wyłącznie jedzenie wegetariańskie było dla mnie oczywiste — wspomina Jerzy Szkolnicki, prezes Green Way.

Razem ze wspólnikiem wymyślili logo firmy i nazwę Green Way.

Po sukcesie sopockiego baru przyszła kolej na następne lokale: w Trójmieście, później w innych miastach Polski, aż wreszcie w tym roku w Warszawie. Jeden z barów, prowadzony przez polskich emigrantów, powstał nawet w Wiedniu.

— Widząc, ile ludzi przychodzi do naszych barów i jakim powodzeniem cieszy się to jedzenie, zaczęli zgłaszać się chętni, żeby otwierać podobne lokale. To był sygnał dla nas, żeby prowadzić je na zasadzie franczyzy — mówi Jerzy Szkolnicki.

Ostre warunki

Aby otworzyć bar pod szyldem Green Way nie wystarczy być wegetarianinem. Trzeba mieć również odpowiedni lokal, najlepiej w ruchliwym miejscu, w pobliżu biurowców czy wyższej uczelni, no i oczywiście pieniądze na wyposażenie. Koszty wykończenia lokalu, w zależności od wielkości i stopnia adaptacji, wynoszą 60-240 tys. zł.

Spółka Green Way sama robi projekty lokali i zajmuje się remontem. Zapewnia stałych dostawców towaru, układa menu. Przeprowadza też szkolenia pracowników. W zamian trzeba zapłacić co miesiąc 1-4 proc. od obrotu.

Ambitne plany

Pod szyldem Green Way działa już 20 barów. Prezes Szkolnicki uważa, że w ciągu 3-4 lat ich liczba wzrośnie do 50. Jak twierdzi, wpólnicy otrzymują coraz to nowe propozycje współpracy od osób mieszkających w Europie Zachodniej. Myślą też o Skandynawii.

Właściciele spółki szacują, że w tym roku bary powinny osiągnąć przychód na poziomie 9 mln zł, a spółka około 500 tys. zł.

Pod marką Green Way powstaje również sieć sklepów ze zdrową żywnością (na razie tyko w Gdyni i w Gdańsku), w których można kupić produkty bez konserwantów, pochodzące wyłącznie z upraw ekologicznych i słynne ciasteczka owsiane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Witkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Postawili na wegetarianizm