19 spółek ma zatwierdzone prospekty i chęć sięgnięcia po 1,1 miliarda złotych. Bessa skutecznie studzi ich zapędy inwestycyjne.
Od początku roku na warszawskim parkiecie pojawiły się ledwie 23 nowe spółki. Zeszłoroczne 67 debiutów to wynik nieosiągalny. Choć lista firm, które od początku roku zadeklarowały kierunek giełda liczy grubo ponad setkę. BRW celował ponoć w miliard, Glinik w osiem razy mniej. Pudła. Niektóre spółki wzięły byka za rogi bardziej na serio, a i tak poległy. Przewodnik po spisie tych, którzy prospekt złożyli, dostali jego akceptację a wciąż nie ma ich w indeksie GPW, wcale nie jest krótki.
Giełda? Nie śledzę, nie myślę. Teraz tematem są wakacje — to najpowszechniejsza odpowiedź szefów niedoszłych debiutantów. We wrześniu wrócą wypoczęci, ale wciąż z tą samą bolączką: jak i gdzie zdobyć kapitał.
Kalkulatory puszczone w ruch: 19 firm szuka ponad 1,1 mld złotych. Wiele z nich miało i ma świetne perspektywy rynkowe, mało kto chciał się na GPW jedynie bezczelnie „skeszować”. Jednak w tym samym czasie, gdy dziewiętnastka szturmowała bramy budynku przy ul. Książęcej, Polacy wycofali z funduszy inwestycyjnych prawie 18,5 mld zł. Między innymi dlatego pracownicy Komisji Nadzoru Finansowego nadwyrężali wzrok na darmo, wnikliwie czytając prospekty. Wszystko ku uciesze konkurencji: nieraz bardzo ciekawe szczegóły z działalności tych firm zostały publicznie ujawnione. Deklaracje padły: jaka strategia, jakie wyniki, gdzie inwestycje. Kurtyna podniesiona, przyłbica otwarta. To miała być cena za miliony z parkietu.
— Już witaliśmy się z gąską, już żyliśmy dostatnio, inwestowaliśmy okrągłe sumy. A teraz najbardziej zyskali rynkowi rywale, wiedzą, kto, gdzie i za ile — uważa jeden z prezesów firm, które przeszły przez sito KNF, ale oblały weryfikację u inwestorów.
Żywiec dmucha balonik
Prezes chce pozostać anonimowy, bo, jak twierdzi, nie ma się czym chwalić. W przypadku firmy, którą kieruje, koszt przygotowań do niedoszłego debiutu przekroczył trzy miliony złotych. Wydane po to, by w ostatnim kontakcie z KNF dostać zatwierdzony załącznik oznajmiający: „uwzględniając aktualną sytuację na rynku kapitałowym oraz rezultaty przeprowadzonej budowy księgi popytu, Emitent podjął decyzję o odstąpieniu od przeprowadzenia oferty”.
A miało być tak pięknie. Gdy zapadała decyzja o wejściu na giełdę, „ulica” kupowała wszystko, PR-owcy dmuchali balonik, strony internetowe przyszłych potentatów dumnie pyszniły się zakładkami „dla inwestorów”. Było, minęło?
Famed Żywiec, którego sprzęt medyczny zamawiają najbardziej prestiżowe szpitale i organizacje świata, decyzję o zatwierdzeniu prospektu dostał w marcu. Spółka pod wodzą Czesława Wandzla już ruszała na podbój globu. Potrzebowała tylko sto kilkadziesiąt milionów.
— Automatyzacja produkcji pochłonie 20 mln zł — zapowiadał Czesław Wandzel.
Dalsze dzielenie skóry na niedźwiedziu wyglądało równie zachęcająco: budowa kolejnego, piątego zakładu produkcyjnego za 75 mln zł, 12 mln zł miało zasilić majątek obrotowy spółki, kolejne 15 mln zł wystarczyć miało na rozbudowę sieci dystrybucyjnej. Miało. Zostały smaczki z dokumentów rejestrowych: zarobki prezesa w zeszłym roku (232 tys. zł) czy to, że główny akcjonariusz Famedu Krzysztof Jasek jest szwagrem Czesława Wandzla. A do tego Jasek, jako miejsce pracy zgłasza Grupę Żywiec, gdzie od lat jest wybierany do rady nadzorczej jako przedstawiciel pracowników i zakładowej Solidarności.
Nieruchomo, z dymem
Solidarnie, w jednej drużynie, grają Lech Drągowski z synem Łukaszem. Pierwszy jest głównym udziałowcem pośrednika nieruchomości AD. Drągowski. Drugi przejął fotel prezesa firmy po ojcu.
— Spokojnie, dlaczego ma się nie udać — przekonywał młody szef, który przerwał studia, by rzucić się w wir rodzinnego biznesu.
AD. Drągowski ma być ewenementem, pierwszym pośrednikiem nieruchomości notowanym na rynku głównym GPW. Spotkaliśmy się w głównej siedzibie firmy, przy ul. Jasnej w Warszawie. Adres prestiżowy, jednak kamienica i biura mocno nadgryzione zębem czasu. Do klatkowej windy strach wejść, za oknem hałas ulicy. Czy nie lepszy strzeżony bloczek na Bemowie?
— Chcemy uzyskać 18,8 mln zł netto. Z tego 8,8 mln zł przeznaczymy na otwarcie biur w całej Polsce — przekonywał Łukasz Drągowski, prezes AD. Drągowski.
Były sesje zdjęciowe, reklamy, zachęty i deklaracje w tonie: „nie damy się rynkowym trudnościom”. W czerwcu ofertę odwołano, by w ostatni poniedziałek zdecydować się na debiut bez emisji. A więc i bez zastrzyku gotówki. Pozostały wspomnienia o pożółkłych ścianach na Jasnej.
Żółte światło dostała też od rynku Lima, właściciel hurtowni z papierosami. „Palą się na giełdę” — nęciły tytuły w prasie. Po kilku miesiącach okazało się, że to raczej niewypał. Koszty emisji: 4,2 mln zł, jakieś pół miliona paczek marlboro. Szkoda by tak wszystko puścić z dymem, więc spółka zapowiada, że przesunięcie oferty nie oznacza końca świata. Jeszcze powalczy, choć może już nie o 25 mln zł.
Agora, Sowa, osiedle
Bojową, ale nazwę, ma kolejny niedoszły debiutant. MSU — pod takim skrótem nie ukrył się producent samolotów bojowych czy kosmicznych technologii. Jego odbiorcami są giełdowi potentaci rynku obuwniczego: Gino Rossi, Wojas. Bata też nie pogardzi podeszwami z Grudziądza. Wytwory z kauczuków termoplastycznych oraz poliuretanów odbierają zagraniczni producenci, bo w końcu gdzieś 7 mln podeszew musi się rozejść. Zamarzyło się wejście na parkiet po 35 mln zł. Strategia: przejęcia, w tym za granicą, rozwój technologii, nowe produkty. 230 zatrudnionych wypracowało w zeszłym roku 7 mln zł zysku. W kolekcji podeszwy Agora oraz Sowa, ale marzenia o potędze wzorem medialnego potentata trzeba było odłożyć na półkę. MSU ma 10 proc. krajowego rynku, celowało nawet w potrojenie tej liczby. A co jest? Przełożenie oferty na „termin późniejszy”, jak głosi komunikat.
Dwoi się i troi w oczach, gdy uważniej przyjrzy się liczbom, opisującym ambicje Danteksu, warszawskiego dewelopera. Plan inwestycyjny zakłada wydatki rzędu 555 mln zł w najbliższych czterech latach. Piąta część tej sumy miałaby pochodzić z giełdy. Spółka realizuje trzecią fazę budowy kompleksu budynków biurowych na Służewcu Przemysłowym w Warszawie. 23 czerwca Dantex dostał pozwolenie na budowę dużego osiedla w stolicy. Jednak szybko do grona blue chipów nie wskoczy. Trzy dni wcześniej deweloper oficjalnie poinformował, że „będzie sprzedawał akcje po wakacjach”. Nie wiadomo tylko, po których. n
Szukają milionów, a tu z rynku wieje chłodem. Brak kapitału z giełdy to zamrażarka dla ich mocarstwowych planów. Mantra dla niecierpliwych: let the trend be your friend.
Besso, wierna przyjaciółko
Dariusz Stokowski, prezes Nova Group, jest spokojny, mimo że wciąż nie wiadomo, co z debiutem i planami 4Fun Media. Mierzył w 20-25 mln zł potrzebne m.in. na akwizycje zagranicznych mediów młodzieżowych. — Powtarzam sobie „let the trend be your friend” i obserwuję rynek. Plus jest taki, że teraz możliwe cele przejęć są tańsze — uważa.
Co to za życie
Famed Żywiec, pod wodzą Czesława Wandzla, rozwija się. Chciałby szybciej, dlatego sięgał początkowo po ponad 115 mln zł. Po kilku tygodniach widełki cenowe powędrowały w dół, z 22 zł do 12 zł za akcję. Okazało się, że wystarczą 63 mln, aby zakasować konkurencję w produkcji skomplikowanych stołów operacyjnych. Nawet tak okrojona „operacja giełda”
nie udała się, choć pacjent żyje. Ale potrzebuje gotówki.
Wiosna, lato, debiut?
— Dajemy sobie dwa miesiące, ciągle prowadzimy rozmowy i szukamy inwestora — zastrzega Marcin Marzec, prezes Trimtab. 18 mln zł, suma padająca wiosną, jest nierealna. Koszty emisji przełknął. Choć przyznaje: bez większego kapitału trudno myśleć o przejęciach i podtrzymaniu 100 proc. tempa wzrostu w dłuższej perspektywie.
wciąż w blokach
Komórka prezesa AD. Drągowski wyłączona. Łukasz Drągowski jest na wakacjach. Jego ojciec Lech Drągowski, założyciel biura pośrednictwa nieruchomościami, miał dobry plan. Nowe biura. Ważne ale: uruchomienie jednego kosztuje ok. 0,5 mln zł. Wygląda na to, że AD. Drągowski jednak na GPW wejdzie. Tyle, że bez emisji nowych akcji, a tym samym z małymi szansami na szybkie pozyskanie kapitału. Biura muszą poczekać.
43
Tyle nowych spółek pojawiło się w notowaniach na GPW od stycznia do końca sierpnia 2007 r. W tym roku, do połowy sierpnia, nowych
podmiotów pojawiło się na warszawskim parkiecie prawie o połowę mniej, bo 23. Przy tym kapitalizacja krajowych firm na giełdzie od stycznia spadła o 110 mld zł.
Przyczajone smoki
Kto jeszcze jest na liście tych, co chcą lub chcieli na parkiet, ale na razie mają jedynie prospekt w ręku? Izostal — spółka zależna Stalprofilu, specjalizuje się w nakładaniu izolacji polietylenowych na rury stalowe. Poważnie myśli o budowie nowego zakładu. Vimex, którego prezesem jest Andrzej Kwiecień, to dystrybutor stali z Radomia. Aby sprzedawać więcej, chce postawić nowe centrum logistyczno-dystrybucyjne. Z kolei Elmo, działająca w branży budownictwa infrastrukturalnego, planuje z oferty publicznej pozyskać od 36 do 45 mln zł na akwizycje. Ponad 400 mln zamierza zainwestować w najbliższych dwóch latach Stelmet, lider w produkcji drewnianej architektury ogrodowej. Plany altanowego podboju świata wstrzymał do jesieni.
Nie ma cię w internecie…
…nie ma cię na parkiecie. GPW rozpisała więc konkurs na opracowanie zawartości oraz funkcjonalności zakładki „relacje inwestorskie” na stronie internetowej spółki giełdowej. Jury, w tym prezes GPW Ludwik Sobolewski, przyznało trzy pierwsze nagrody, które otrzymały agencje PR: Genesis PR, Martis Consulting i NBS Public Relations.
Obiecani, nieobecni i na minusie
3
mld zł Nawet taką wielkość może mieć oferta koncernu Enea. Po czerwcu, lipcu i sierpniu jest kolejny termin debiutu: wrzesień.
1
mld zł O takiej liczbie spekulował rynek, wieszcząc niedoszłą wycieczkę Black Red White po kapitał z GPW.
-23,8
proc. Tyle wyniosła stopa zwrotu indeksu WIG od stycznia do lipca 2008 r.
Księga braku popytu
Waży czasem ponad kilo, liczy nawet 800 stron. Ekologiczny nie jest, dowodzi tezy, że papier zniesie wszystko. Prospekt emisyjny, bo o nim mowa, jest przy tym jak woda mineralna: ma ważność 12 miesięcy. Datę liczy się od momentu podania go do publicznej wiadomości. Powinien zawierać informacje na temat rodzaju oferty i jej adresata, sposobu przeprowadzenia emisji oraz szczegółowe dane o sytuacji finansowej emitenta. Prospekt może mieć formę jednolitego dokumentu albo ich zestawu, w skład którego wchodzą: dokument rejestracyjny, dokument ofertowy oraz dokument podsumowujący. Wychodzi w coraz mniejszych nakładach, bo po co dźwigać kilo, skoro można wziąć pięć megabajtów na pamięć przenośną?
Karol Jedliński
