Mimo pozytywnej decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Lublinie, urzędnicy twierdzą, że jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa.
Sal-Pol wygrał kolejną i chyba ostatnią batalię z władzami Lublina.
— To już koniec mojej walki z lubelskimi urzędnikami. Wracam na rynek — oznajmił uradowany Zbigniew Łukasik, właściciel firmy recyklingowej Sal-Pol z Lublina.
Ostatnia batalia odbyła się przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym (SKO) w Lublinie, które jednoznacznie oznajmiło, że prawa nabyte przedsiębiorcy nie mogą zostać odebrane przez władze miasta.
O sprawie lubelskiego przedsiębiorcy pisaliśmy już kilka razy. A było o czym. Mało który urząd miejski wykazał tyle determinacji w walce z prywatnym przedsiębiorcą.
Urzędnicze Termopile
Sal-Pol od marca ubiegłego roku walczył o prawo prowadzenia sortowni odpadów w hali wydzierżawionej od syndyka Deawoo Motor Polska w Lublinie. Początkowo urzędnicy twierdzili, że była ona przeznaczona do produkcji samochodów, więc nie można w niej sortować odpadów. Nie godzili się także na zmianę przeznaczenia obiektu, twierdząc, że najpierw trzeba tam prowadzić działalność zgodną z planem zagospodarowania. Po pół roku przepychanek i interwencji wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, Wydział Architektury i Administracji Budowlanej UM w Lublinie (WAiAB) wyraził zgodę na uruchomienie sortowni. Jednak urzędnicy Miejskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (MIOŚ) wynaleźli nowe przeszkody. Zażądali m.in. odbioru hali, chociaż robi się to tylko w przypadku obiektów nowo wybudowanych. Nawet Ryszard Perdeus, zastępca prezydenta Lublina, wyraził opinię, że należy zbadać decyzję WAiAB. Mijały kolejne miesiące, a władze miasta nie chciały wydać zgody na działalność spółki.
Według Zbigniewa Łukasika, za decyzjami magistratu kryło się jawne popieranie dwóch spółek potentatów na lubelskim rynku oczyszczania: Kom-Eko i Sita. Ten punkt widzenia podziela także Jerzy Ziaja, prezes ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu. Takie podejrzenia budziła decyzja prezydenta miasta z 20 października 2003 r., zezwalająca zbierać odpady tylko firmom Kom-Eko i Sita, mającym podpisaną umowę z miastem na sortowanie odpadów.
Urzędnik zmiennym jest
— Nieoczekiwanie urzędnicy wydali jednak pozytywną decyzję, opierając się na dokumentach, na podstawie których odmawiali zgody na działalność — opowiada prezes Sal-Polu.
Jednak Zbigniew Łukasik nie cieszył się zbyt długo. Okazało się, że jest jeszcze jeden drobiazg. Urząd miasta musiał wydać decyzję o zmianie adresu siedziby firmy, ponieważ przed wejściem do hali Daewoo Motor Polska, działała ona na terenie byłej odlewni Ursus w Lublinie.
— Zmienili mi adres, ale w uzasadnieniu jeszcze raz napisali, że nie mam prawa prowadzenia selektywnej zbiórki śmieci. Jedyne co mi wolno to przyjmowanie posegregowanych odpadów na terenie mojej firmy — opowiada Zbigniew Łukasik.
Sprawa trafiła wreszcie do SKO, które ostatecznie stwierdził, że zarząd miasta nie mógł odebrać praw nabytych przez Sal-Pol. Spółka uzyskała bowiem zgodę na selektywną zbiórkę śmieci do roku 2007 r.
Jak nie hala, to samochód
— Decyzje SKO już od dawna wzbudzają nasze kontrowersje — komentuje decyzję kolegium Marian Stani, dyrektor MIOŚ.
Dodaje, że hala to nie wszystko i teraz trzeba będzie się przyjrzeć taborowi Sal-Polu.
— Ta spółka nie może prowadzić selektywnej zbiórki śmieci, bo nie ma odpowiednich samochodów, miejsc ich garażowania i mycia — przytacza nowe argumenty Marian Stani.
Dywagacje urzędników magistratu nie martwią jednak Zbigniewa Łukasika.
— Mam wyrok SKO, który jest ostateczny i moje samochody już zbierają śmieci na osiedlach — ripostuje przedsiębiorca.
Szef Sal-Polu nie chce także przejść do porządku dziennego nad straconymi miesiącami.
— Półtora roku blokowania mojej działalności przyniosło straty wysokości 600 tys. zł. Daję sprawę do sądu i będę się domagał odszkodowania — deklaruje Zbigniew Łukasik.
Sytuacji wokół Sal-Polu nie chcą komentować konkurenci spółki. Tak mała firma nie jest dla nich zagrożeniem.
— Nie śledziłem sprawy Sal-Polu. Rynek pokaże, czy spółka ta uchowa się na rynku — mówi Jacek Goździk, dyrektor Kom-Eko.