Minister zdrowia Ewa Kopacz zdementowała doniesienia prasowe, jakoby planowała podwyżkę tzw. podatku Religi. Kamień spadł nam z serca, chociaż, biorąc pod uwagę zmasowaną krytykę tego rozwiązania, jaką Platforma Obywatelska podjęła, będąc jeszcze w opozycji, można było oczekiwać, że w dziewiątym miesiącu rządów tej formacji po niesławnym podatku pozostanie tylko wspomnienie.
W myśl proponowanych przez resort zdrowia rozwiązań koszty leczenia byłyby pokrywane z polis komunikacyjnego OC sprawców wypadków na podstawie roszczeń pokrzywdzonych lub z Narodowego Funduszu Zdrowia. Miło słyszeć, tyle że taki stan prawny był już przed wprowadzeniem podatku Religi. Ba, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że pokrywanie przez ubezpieczyciela wyrządzonych przez sprawcę wypadku szkód to istota ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej.
Odejście od podatku Religi nie będzie dla ofiar wypadków ciosem. I tak ani złotówka z tego podatku nie trafiła na ich leczenie, bo zabrakło rozporządzeń, przepisów wykonawczych itd. I tak rezultatem miesięcy wytężonej pracy resortu będzie to, że nikt — w tym ofiary wypadków — nie zyskał. Trochę pieniędzy stracili za to kierowcy. Ale przynajmniej odwalony został kawał ciężkiej urzędniczej pracy.