PKP mogą zarobić na sprzedaży majątku 800 mln zł, ale muszą móc go sprzedać. Złe przepisy blokują porządki.
Najwyższa Izba Kontroli (NIK) zarzuca spółce matce grupy PKP zbyt wolne tempo restrukturyzacji majątku. PKP odpowiadają za cały majątek i wszystkie nieruchomości, które dawniej należały do przedsiębiorstwa państwowego.
Zdaniem NIK, nie uregulowano jeszcze stanu prawnego ponad połowy gruntów kolejowych, zbyt wolno odbywa się też przenoszenie aportem majątku do spółek zależnych. Za wolno likwiduje się niepotrzebne obiekty, za wolno prywatyzuje spółki i za mało intensywnie poszukuje prywatnego nabywcy tam, gdzie jest szansa zarobić na współpracy.
Zarząd PKP zapewnia, że nadrabia zaległości tak szybko, jak to możliwe, ale nie wszystko zależy tylko od urzędników na kolei.
— Do 2008 r. chcielibyśmy zakończyć uwłaszczanie majątku. To kosztuje nas 12-15 mln zł rocznie. Na 96 tys. działek pełnoprawnym właścicielem jesteśmy w zaledwie 39 proc. przypadków. Tymczasem w urzędach wojewódzkich czekają 24 tys. nie rozpatrzonych wniosków uwłaszczeniowych. Tylko w 2004 r. złożyliśmy ich 12 tys. Z tego zaledwie 4 tys. doczekało się rozpatrzenia — wylicza Zbigniew Szafrański, dyrektor strategii i rozwoju PKP.
W wielu tych działkach drzemie źródło dużego dochodu. Zarząd szacuje, że ze sprzedaży majątku na wolnym rynku można uzyskać około 800 mln zł. Na razie jednak wiele atrakcyjnych gruntów jest nie do ruszenia.
— Z posiadanych 108 tys. ha moglibyśmy sprzedać tylko 15 tys. ha. Około 30 działek to atrakcyjne lokalizacje w centrach dużych miast. Ale w niektórych przypadkach, z powodu różnych roszczeń, proces uwłaszczenia trwa już kilkanaście lat — mówi Maria Wasiak, dyrektor promocji PKP.
NIK przyznaje, że prawo utrudnia niektóre przedsięwzięcia. Jedna ustawa pozwala na przekazywanie lokalnych linii kolejowych samorządom, a inna to blokuje. Podobnie jest z oddawaniem gminom lokali mieszkalnych.