Ministerstwo Finansów (MF) ma nowy pomysł na powstrzymanie nadmiernego wzrostu wydatków państwa. Chce wprowadzić w polskich finansach publicznych nową regułę wydatkową, czyli prawny mechanizm ograniczania wzrostu wydatków. Najważniejsza zmiana to objęcie regułą większości, a nie — jak obecnie — tylko niewielkiej części wydatków publicznych. Dzięki temu fiskalny kaganiec może wreszcie przestanie być fikcją. Tym samym resort finansów odkręca błąd, o którym „Puls Biznesu" pisał wielokrotnie w ciągu trzech lat obowiązywania obecnej reguły.

Solidarne oszczędzanie
W myśl założeń MF, opublikowanych przez Rządowe Centrum Legislacji, nowa reguła zacznie obowiązywać od 2014 r. Resort proponuje, by od przyszłego roku wzrost wydatków państwa w danym roku był sztywno powiązany z dynamiką PKB z ostatnich ośmiu lat. MF uważa, że dzięki temu reguła będzie miała charakter antycykliczny, czyli w okresie kryzysu limit wydatków będzie rósł w szybszym tempie, niż wynosi aktualna dynamika PKB, zaś w czasach silnej koniunktury — w niższym.
Dzięki temu polska polityka fiskalna ma szansę stać się bardziej zrównoważona. Oszczędności będą dokonywane w czasach dobrych dla gospodarki, a nie wtedy, kiedy i tak ma ona problemy.
Jednak najważniejszą zmianą wobec obecnej, obowiązującej od trzech lat reguły, jest jej zasięg. Dzisiejsza, jest tylko na około 10 proc. wydatków sektora finansów publicznych. Tylko w tej części wzrost wydatków jest prawnie ograniczony, pozostałe 90 proc. może rosnąć znacznie szybciej, niż wynika to z aktualnego stanu polskiej gospodarki. Choć „Puls Biznesu" zwracał uwagę na ten problem wielokrotnie, dopiero teraz MF przyznaje, że popełniło błąd. "Analiza dotychczasowego funkcjonowania obowiązujących reguł fiskalnych wskazuje na potrzebę zmiany i uzupełnienia systemu o dodatkowy mechanizm. Dotychczasowe rozwiązania mają ograniczony zakres podmiotowy — obejmują jedynie część sektora finansów publicznych (...). Okazały się niewystarczające do zapewniania dyscypliny fiskalnej" — przyznaje MF.
Dlatego nowa reguła ma mieć znacznie szerszy charakter. Nadal nie będzie obejmować wszystkich wydatków państwa, ale zostanie znacząco rozszerzona — na wyraźnie ponad połowę z nich. Zostanie nałożona na cały budżet państwa, a także np. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, Fundusz Emerytur Pomostowych i fundusze lokowane w BGK (np. Krajowy Fundusz Drogowy). Z reguły zostaną wyjęte wydatki związane w wykorzystaniem funduszy unijnych, samorządy (one mają mieć odrębną regułę fiskalną), Narodowy Fundusz Zdrowia, szpitale oraz instytucje, które i tak nie mają możliwości tworzenia znaczących deficytów budżetowych (np. uczelnie publiczne, Polska Akademia Nauk czy instytucje kultury).
A jednak się da
Ekonomiści chwalą propozycję resortu finansów.
— Diabeł kwit w szczegółach, ale z pewnością każde działanie, które rozszerza zakres reguły wydatkowej jest dobrym rozwiązaniem. Obecny mechanizm jest wadliwy, ponieważ nakłada ciężar oszczędności na niewielką części rządowych instytucji, a cała reszta może dalej nadmiernie zwiększać wydatki — tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Podobnego zdania jest Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.
— My w finansach publicznych potrzebujemy kotwicy, a obecna reguła to tylko kolejna dryfkotwa (urządzenie pozwalające jachtowi nieco wolniej dryfować, ale nie zakotwiczające go całkowicie — red.). Może i lekko spowalnia wzrost publicznych wydatków, ale i tak dryfują one bezwładnie w górę — mówi Rafał Antczak.
Kiedy MF trzy lata temu wprowadzał obecną regułę, twierdził, że nie może ona objąć większej części wydatków publicznych, ponieważ około 90 proc. z nich to wydatki regulowane ustawami, a więc „sztywne".
— To było bzdurne uzasadnienie. Jeśli jakiś wydatek jest regulowany ustawą, rząd może tę ustawę po prostu zmienić, ma przecież większość w parlamencie. To wcale nie są wydatki sztywne. Kiedy politycy tak je nazywają, to po prostu unikają przeprowadzenia potrzebnych reform — uważa Rafał Antczak.