Prawny dualizm jeszcze się utrwalił

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2016-08-11 22:00

Czwartkowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego (TK) w sprawie kolejnej już ustawy regulującej pracę tegoż organu był powszechnie spodziewany.

I to zarówno przez Prawo i Sprawiedliwość, które przed przerwą wakacyjną parlamentu błyskawicznie przeforsowało własny projekt (z innych uwzględniono tylko kosmetyczne poprawki), jak i zaskarżających ustawę posłów opozycji oraz rzecznika praw obywatelskich.

Marek Wiśniewski

W Dzienniku Ustaw liczący 92 artykuły akt z 22 lipca zajmuje 15 stron, a zdyskwalifikowane przez TK przepisy, zebrane w 9 punktach wyroku, to rozrzucone po długiej treści pojedyncze wiersze, notabene najwięcej ich w końcowych przepisach przejściowych i dostosowujących. Ale taka statystyka myli — chodzi o przepisy naprawdę decydujące o utrzymaniu/utracie niezależności najwyższego w III Rzeczypospolitej sądu konstytucyjnego wobec władzy wykonawczej, sprawowanej przez jedną partię, która 25 października 2015 r. zebrała zaledwie niecałe 18,7 proc. głosów Polaków uprawnionych wtedy do głosowania.

Co bardzo ważne — TK nie uznał niekonstytucyjności całej ustawy ze względu na tryb jej uchwalenia, czego oczekiwała opozycja i rzecznik. Co dowodzi, że większości sędziów chodzi o odblokowanie ich prac, ale jednocześnie o zrzucenie więzów nakładanych przez obecnych władców państwa w trybie tzw. dobrej zmiany. TK wydał wyrok w składzie 12-osobowym, przy 3 zdaniach odrębnych najmłodszych stażem nominatów PiS. Teoretycznie jest on ostateczny i podlega niezwłocznemu opublikowaniu, praktycznie jednak — nie ma o tym mowy.

Rząd po dawnemu uważa wyrok z 11 sierpnia za dorobek prywatnego zebrania się 9 sędziów, na dodatek w trybie niejawnym, dopuszczalnym przez wersję ustawy z 2015 r. Wszechwładny prezes Jarosław Kaczyński oznajmił, że gdyby TK odczekał do 16 sierpnia i wydał wyrok na otwartej rozprawie już po wejściu w życie ocenianej wersji najnowszej — to… zostałby on opublikowany. Ale odbyłoby się to już w trybie zdyskwalifikowanego wczoraj art. 80 ust. 4, ustalającego, że prezes TK kieruje do premiera… wniosek o ogłoszenie wyroku czy postanowienia!

Od wejścia w życie w 1997 r. obecnej Konstytucji RP było oczywistością potwierdzaną ustawowo, że publikację zarządza prezes TK, a służby legislacyjne premiera są tylko technicznym wykonawcą.

Ta uświęcona zasada została obalona po wyroku TK z 9 marca 2016 r., co stało się największym zarzutem wobec rządu PiS ze strony zarówno Komisji Weneckiej, jak i Komisji Europejskiej. Paradoksalnie owo zganione przez europejskie instytucje bezprawie awansowało obecnie do rangi przepisu ustawowego! To łamiące cywilizowany trójpodział władz ustawienie się rządzących polityków wobec sądu patrzącego im na ręce w pozycji feudała wobec wasala.

Per saldo zdyskwalifikowana cząstkowo ustawa z 22 lipca ani nie jest żadnym kompromisem, ani nie konsumuje zaleceń Komisji Weneckiej. W pakiecie z wyrokiem TK ugruntowuje stan prawnego dualizmu.

Całkowicie zdezorientowani są np. Polacy życiowo zainteresowani orzeczeniami TK, wydawanymi od 10 marca w sprawach rozmaitych ustaw, które nie zostały ogłoszone. Premier wniosków publikacyjnych z TK na pewno się nie doczeka, a z własnej inicjatywy też niczego nie ogłosi. W takim klinczu tzw. dobra zmiana w państwie prawa nosi cechy prawnej paranoi.