Prawo nie sprzyja tworzeniu holdingów

Łukasz Ruciński
opublikowano: 2002-08-23 00:00

Ze względu na wyśrubowane warunki tworzenia, podatkowe grupy kapitałowe nigdy nie cieszyły się popularnością wśród przedsiębiorców. Recesja sprawiła, że dotyczący ich przepis stał się zupełnie bezużyteczny. Mimo to, rząd nie przewiduje żadnych zmian.

Koncepcja podatkowych grup kapitałowych jest prosta — powiązane ze sobą spółki traktowane są dla celów podatkowych jak jeden podmiot. Pozwala to na wspólne rozliczanie zysków i strat i płacenie jednego podatku, tzw. podatku korporacyjnego. Dzięki temu są możliwe nawet znaczne oszczędności podatkowe.

Przepis, który miał sprzyjać rozwojowi przedsiębiorstw i tworzeniu silnych struktur gospodarczych, był od samego początku niemal zupełnie martwy. Przewidziane w nim warunki tworzenia grup były bardzo surowe. Jak zwykle podejrzliwy fiskus, chciał w ten sposób zniechęcić firmy, które wykorzystywałyby grupę do generowania strat i niepłacenia podatku. Zapobiegać temu miał m.in. warunek inwestycji — holding zobowiązany był do inwestowania co najmniej 20 proc. całkowitego dochodu przed odliczeniem strat.

Bariera okazała się tak skuteczna, że Ministerstwo Finansów zdecydowało się nieco złagodzić przepis. Inwestycje zastąpiono poziomem rentowności, który dla grupy wynosi obecnie 6 proc. udziału dochodu w przychodach. Niewiele to jednak zmieniło. Według danych resortu finansów, obecnie istnieją zaledwie 2 grupy podatkowe. Jedną z nich jest Krakowski Holding Komunalny (KHK).

— Nasza grupa powstała jeszcze przed zmianą przepisów, zastępującą inwestycje rentownością. Tuż przed wejściem w życie tej nowelizacji zdecydowaliśmy się na przedłużenie o 10 lat umowy tworzącej grupę. Dzięki temu podlegamy starym zasadom, które dla nas okazały się korzystniejsze. Przepisy te bowiem faworyzują przedsiębiorców z dużym majątkiem, przeznaczających na inwestycje znaczne środki. Spółki komunalne do takich właśnie należą — wyjaśnia Jacek Gryzło, główny księgowy Krakowskiego Holdingu Komunalnego.

Jego zdaniem, inne spółki komunalne przegapiły okazję. W ich skład często wchodzą przedsiębiorstwa z natury nierentowne, np. przewozów komunikacyjnych, a przy tym z konieczności dokonujące dużych nakładów inwestycyjnych. Rozliczanie na zasadzie grupy jest dla nich idealnym rozwiązaniem.

— Ze względu na straty, które często tworzą przedsiębiorstwa świadczące usługi dla ludności, warunek przekroczenia ustalonego progu rentowności jest dla spółek komunalnych trudny do spełnienia. Do tego dochodzi jeszcze inny czynnik, odnoszący się do wszystkich firm — zastój gospodarczy. W tej sytuacji wydaje się, że powrót do warunku określonych nakładów inwestycyjnych, mógłby być lepszym rozwiązaniem — uważa Jacek Gryzło.

Nie zgadza się z nim Grzegorz Wlazło, adwokat, właściciel kancelarii prawnej.

— Ani rentowność, ani inwestycje. Pierwotny wymóg nakładów inwestycyjnych był przecież krytykowany przez środowiska biznesowe, więc zastąpiono go poziomem rentowności. Kiedy ta nowelizacja weszła w życie, gospodarka jeszcze się rozwijała, a mimo to nikt nie spieszył się z tworzeniem grup podatkowych. W innych państwach, w których podatkowe grupy kapitałowe są rzeczywistością a nie papierową koncepcją, prawo nie przewiduje ograniczeń tego typu — wyjaśnia Grzegorz Wlazło.

Wskazuje on inne ustawowe warunki, które także hamują tworzenie grup, m.in. wymóg posiadania przez spółkę dominującą 95 proc. udziału w kapitale zakładowym spółek zależnych, wchodzących w skład grupy. Wprawdzie kolejne nowelizacje ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych łagodziły ograniczenia, jednak nie na tyle, by grupy zyskały popularność.

— Ideą grup jest chyba ułatwianie działalności przedsiębiorcom. Tymczasem regulujące je przepisy są niedostosowane do realiów życia gospodarczego. Jednak Ministerstwo Finansów nie chce uwzględnić propozycji środowisk biznesowych — twierdzi Grzegorz Wlazło.

Jego zdaniem, przyczyna tkwi w nadmiernym fiskalizmie resortu finansów. Ministerstwo miałoby obawiać się, że ułatwienia w tworzeniu grup doprowadzą do zmniejszenia kwot podatku wpływających do budżetu.

— To błędne rozumowanie. Spółki łączą się dla celów podatkowych nie po to, aby uniknąć płacenia fiskusowi, ale po to, by zracjonalizować finansowe zarządzanie holdingiem. Zaoszczędzone środki mogą być wykorzystane na rozbudowę przedsiębiorstwa, tworzenie nowych miejsc pracy i inne inwestycje. W dłuższym czasie wpływy podatkowe budżetu mogą się zatem zwiększyć — tłumaczy Grzegorz Wlazło.

Jego argumenty potwierdza przypadek KHK.

— Wszystkie środki z niezapłaconego podatku przeznaczamy na inwestycje — mówi Jacek Gryzło.

Ministerstwo Finansów najwyraźniej nie dostrzega zalet wynikających z funkcjonowania grup. W tej chwili resort nie planuje żadnych zmian warunków ich tworzenia i funkcjonowania. Przepis pozostanie praktycznie martwy.