Z końcem sierpnia zaczną obowiązywać nowe zasady rządowego programu Rodzina na swoim
Obniżenie limitów cen 1 mkw., włączenie singli do programu i ograniczenie wieku kredytobiorców do 35 lat — to najistotniejsze zmiany.
Co czwarty kredyt hipoteczny jest udzielany w ramach programu Rodzina na swoim. Z pewnością to się zmieni po wejściu w życie nowelizacji ustawy. Przede wszystkim ze względu na znaczne obniżenie limitów cen metra kwadratowego mieszkania, przy zakupie którego można skorzystać z państwowego wsparcia.
Cena zaporowa
Limity cen są ustalane na podstawie kosztu odtworzenia metra kwadratowego budynku mieszkalnego przy zastosowaniu odpowiedniego przelicznika, który dotychczas wynosił 1,4. Teraz obniżono go do 1,0, dla rynku pierwotnego i do 0,8 dla rynku wtórnego. Limit obowiązujący jeszcze przez kilka dni w Warszawie wynosi 9816,1 zł/mkw., po zmianie będzie to około 7 tys. zł. dla rynku pierwotnego i 5,6 tys. zł/mkw. dla rynku wtórnego.
Choć rząd nie przyjął wcześniej planowanych zmian, tzn. całkowitego wyłączenia mieszkań z rynku wtórnego z programu, to takie obniżenie limitów w praktyce doprowadzi do tego, że tylko nieliczne lokale z drugiej ręki będą się kwalifikowały do dopłat. Zdaniem ekspertów, będą to nieruchomości w najgorszych dzielnicach lub w złym stanie technicznym. Znalezienie mieszkań na rynku wtórnym w Warszawie, Krakowie czy Szczecinie może się okazać niemożliwe. W większości dużych miast do programu będzie się kwalifikowało od 1 do 8 proc. lokali dostępnych na rynku.
— Brak możliwość skorzystania z dopłat skłoni część osób do poszukiwania innego kredytu. Ludzie z wyższymi dochodami będą mogli się zdecydować na ponoszenie ryzyka kursowego i zaciągniecie kredytu w euro. Inni wybiorą kredyt w złotych, ale bez dopłat. Na jednoznaczną ocenę skutków zmiany programu jest jeszcze za wcześnie — uważa Michał Krajkowski, analityk domu kredytowego Notus.
Najwięcej lokali z rynku wtórnego w nowych limitach cenowych będzie można znaleźć w Bydgoszczy (29 proc.) i Toruniu (11 proc.), problemu nie powinno być także w Łodzi. W nieco lepszej sytuacji będą deweloperzy i osoby chcące od nich kupić mieszkania.
— Obniżenie ceny do 7 011,5 zł/mkw. w Warszawie oznacza, że spora część inwestycji nie będzie już objęta programem. Ponieważ praktycznie niemożliwy będzie zakup mieszkania z dopłatami na rynku wtórnym, osoby chcące skorzystać z dopłat będą zainteresowane głównie rynkiem pierwotnym, ale raczej małymi mieszkaniami w dalszych dzielnicach stolicy — uważa Radosław Bieliński, ekspert ds. komunikacji i marketingu w Dom Development.
Eksperci są zgodni, że wprowadzenie takich zmian doprowadzi do powolnego samoistnego wygaszenia programu.
Więcej zmian
Dotychczas z preferencyjnego kredytu mogły korzystać tylko małżeństwa lub osoby samotnie wychowujące co najmniej jedno dziecko. Kredyt mógł być przeznaczony na zakup mieszkania do 75 mkw. (wówczas rząd dopłacał do 50 mkw.) lub domu o powierzchni nie większej niż 140 mkw. (dopłaty do 70 mkw.). Te zapisy zostają bez zmian. Natomiast beneficjentami programu stali się także single. Będą mogli sobie pozwolić jedynie na kupno mieszkania (nie wprowadzono możliwości zakupu przez nich domu) o powierzchni do 50 mkw., a dopłaty będą naliczane do metrażu 30 mkw. To mniej niż w przypadku rodzin i osób samotnie wychowujących dzieci. Nowym warunkiem dla małżeństw i singli, chcących się ubiegać o kredyt z dopłatami, jest limit wieku — kredytobiorca nie może mieć więcej niż 35 lat. W przypadku małżeństw wystarczy, że jeden z kredytobiorców spełni ten warunek.
W większości banków zdolność kredytowa dla kredytów bez dopłat oraz dla kredytów w ramach Rodziny na swoim jest liczona tak samo. Zatem w ocenie banków zdolność kredytowa klientów praktycznie się nie zmieni.
— Warto jednak zwrócić uwagę na klientów, którzy mimo zdolności kredytowej nie zdecydują się na pożyczkę bez dopłat ze względu na zbyt wysokie raty. Początkowo spadek liczby kredytobiorców będzie mało zauważalny, ponieważ wiele osób, które planowały zaciągnięcie preferencyjnego kredytu przyspieszało tę decyzję z uwagi na nadchodzące zmiany. Ewentualny spadek może być zauważalny dopiero za kilka miesięcy — prognozuje Michał Krajkowski.