Premier Tusk nie da zarobić menedżerom

Jarosław Królak
opublikowano: 18-05-2009, 00:00

Szef rządu rakiem wycofał się z likwidacji ustawy kominowej. Jest kryzys, więc menedżerowie spółek skarbu nie mogą zarabiać więcej.

Szef rządu rakiem wycofał się z likwidacji ustawy kominowej. Jest kryzys, więc menedżerowie spółek skarbu nie mogą zarabiać więcej.

Już był w ogródku, już witał się z gąską… To powiedzonko jak ulał pasuje do zmagań organizacji biznesowych o urynkowienie pensji menedżerów w państwowych i samorządowych spółkach. W piątek rząd bez skrupułów wycofał się z obietnic, zasłaniając się gospodarczym kryzysem.

— Nie ma pewności, że w obecnej trudnej sytuacji gospodarczej należy zwiększać zarobki prezesom i menedżerom spółek z większościowym udziałem skarbu państwa — mówił premier Donald Tusk podczas piątkowego posiedzenia Komisji Trójstronnej.

Dodał, że niewykluczone, iż do sprawy wróci pod koniec roku. Jeśli poprawi się stan gospodarki. Biznes zatkało.

— Została zmarnowana doskonała okazja do rozwiązania problemu kominówki. Postulat znalazł się w pakiecie antykryzysowym, a w dodatku z deklaracji partii politycznych wynikało, że urynkowienie pensji znalazłoby poparcie w Sejmie — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP).

Na święte nigdy

Topowi menedżerowie państwowych spółek mogą maksymalnie zarobić cztero- lub sześciokrotność średniej pensji (odpowiednio 12,8 tys. zł lub 19 tys. zł). Ustawa ogranicza ich pensje, by uniknąć kominów płacowych, które w przeszłości bulwersowały opinię publiczną. W rezultacie najlepsi menedżerowie omijają państwowe spółki szerokim łukiem, skoro w prywatnych mogą zarobić znacznie więcej.

Tajemnicą poliszynela jest łatwe obchodzenie kominówki, jednak mimo to dochodzi do takich absurdów, że np. Andrzej Klesyk, prezes PZU, plasuje się w okolicach 100. miejsca na liście płac w kierowanej przez niego firmie. W podobnej sytuacji jest Jerzy Pruski, szef PKO BP. W paliwowym Lotosie około 50 osób zarabia więcej niż prezes Paweł Olechnowicz.

PO wielokrotnie zapowiadała urynkowienie wynagrodzeń. Doskonała okazja do realizacji tej obietnicy pojawiła się wraz z pakietem antykryzysowym. Wśród jego 13 postanowień znalazła się likwidacja kominówki. Dwa tygodnie temu rząd przedstawił nawet projekt uzależniający płace menedżerów od decyzji rad nadzorczych podejmowanych na podstawie wyników spółek i ich sytuacji rynkowej. Niestety, został uziemiony przez szefa rządu.

— Nie zamierzamy ustąpić. Będziemy negocjować i namawiać pana premiera do spełnienia swojej obietnicy — mówi Andrzej Malinowski (do KPP należy wiele firm z dużym udziałem państwa).

Nie ma żadnych szans, by do końca roku kryzys zniknął, a przynajmniej istotnie zelżał. Likwidacja kominówki może więc jeszcze długo czekać na lepsze czasy.

Sanacja w rynku

Przedstawiciele biznesu oraz menedżerowie ograniczani przez kominówkę twierdzą, że tylko rynkowe zasady wynagradzania zmotywują zarządy państwowych firm do lepszej pracy.

— O pensjach zarządów powinna decydować rada nadzorcza, biorąc pod uwagę wyniki ekonomiczne — twierdzi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Podobnego zdania jest Paweł Olechnowicz.

— Zarobki powinny odzwierciedlać zakres obowiązków i efektywność w zarządzaniu — mówi szef Lotosu.

Radykalne rozwiązanie proponuje Andrzej Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha. Uważa, że reforma kominówki nic nie da.

— Jedynym lekarstwem dla państwowych spółek jest ich prywatyzacja — mówi Andrzej Sadowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu