Prezes i prokurator w jednym gabinecie

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2002-02-25 00:00

Wieczerzak już siedzi, kto będzie następny? — pytaliśmy 19 lipca ubiegłego roku (patrz wydzierka). Dzisiaj, po upływie kilku miesięcy, siedzi już wielu jego współpracowników, naśladowców, inni uciekli i policja ściga ich listami gończymi, a kolejka (nie)chętnych do odwiedzenia budynku prokuratury przy ulicy Koziej w Warszawie wydłuża się z każdym dniem. I to nie tylko z firm, w których udziały posiada Skarb Państwa. Od zawsze narzekamy na niebezpieczne, niekorzystne i korupcjogenne związki polityki z gospodarką; od pewnego czasu obserwujemy coraz bliższe związki polityki, a przede wszystkim gospodarki, z prokuraturą. Tyle że w tym przypadku łatwiej przewidzieć, czym może to zaowocować. Czy zaowocuje? To już zupełnie inna sprawa.

Najgłośniejsza, co wcale nie znaczy największa, przez najbardziej tragiczne zakończenie: orzeczony i wykonany wyrok kary śmierci, afera gospodarcza w powojennej Polsce miała miejsce w 1964 roku. Jeden jedyny raz, ze względów politycznych, skończyło się to śmiercią oskarżonego. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że wszystkie indywidualne afery gospodarcze (w odróżnieniu od tych o podłożu politycznym, w które — w taki czy inny sposób — zaangażowane było państwo) z czasów „ustroju powszechnej szczęśliwości“ to bułka z masłem w porównaniu z tym, co dzieje się w ostatnich latach.

Niektóre wydarzenia mają bardziej spektakularne epizody, np. z udziałem Urzędu Ochrony Państwa, inne mniej. UOP wykazuje w tych sprawach ograniczoną, ale widoczną aktywność. Pierwsza akcja z udziałem jego funkcjonariuszy miała miejsce w 1991 roku, jeszcze w odniesieniu do afery ze starych czasów, i dotknęła Grzegorza Wójtowicza, ówczesnego prezesa NBP, a dotyczyła państwowo-prywatnej afery FOZZ. Później już poszło (by wymienić tylko te najważniejsze): Bagsik i Gąsiorowski, Bogatin, Gawronik, Dobrzyński, Bykowski, Formus, a w ubiegłym roku Wieczerzak właśnie, który został zatrzymany za naruszenie zasad ruchu pieszego w hotelu Marriott. Zarzuty i paragrafy znalazły się później, a im więcej zadawano pytań, tym robiło się mniej śmiesznie, a bardziej strasznie. Ze skutecznością działania UOP różnie bywało, raz zdążyli oni, innym razem zdążył zainteresowany.

Jednak nigdy nie mieliśmy do czynienia z takim nagromadzeniem najróżniejszych afer gospodarczych, a przynajmniej zjawisk, co do których zachodzi podejrzenie, że nie wszystko jest zgodne z prawem, i których zbadanie powierzono prokuraturom. Prokuratorzy w PKN Orlen, KGHM, Elektrimie, by pozostać tylko przy tuzach polskiego rynku kapitałowego, bo na opisanie wszystkich wizyt prokuratorów w spółkach publicznych nie starczyłoby miejsca. Colloseum i kolosalne wyłudzenie; PZU SA, PZU Życie i PZU Development oraz piramidalny „trójkąt bermudzki” w którym zaginęły bez wieści trudne jeszcze do określenia, ale z pewnością gigantyczne kwoty pieniędzy. Doniesienia do prokuratury ze strony udziałowców, Skarbu Państwa, Komisji Papierów Wartościowych i Giełd...

Nowym zjawiskiem jest to, że coraz częściej prokurator wkracza do spółek w pełni sprywatyzowanych czy prywatnych od samego początku. Trudno już więc obarczyć winą korupcjogenny styk polityki i gospodarki, tym bardziej że prokuratorskie dochodzenia zdają się wskazywać, że nie chodzi w tych sprawach o nielegalne finansowanie działalności partii politycznych, ale o zwyczajne działania przestępcze, tyle że bardziej wyrafinowane niż kradzież z użyciem siły. Amerykański Enron zrobił wyłom, a teraz — również na naszym rynku — robi się coraz ciekawiej. Stosunkowo niedawno ściągawką dla prokuratorów było „Wprost“, ze swoim rankingiem najbogatszych Polaków, dzisiaj już mają bardziej precyzyjne źródła informacji i doniesień. I tylko niezapomniana piosenka Brella „Następny, następny...”, w wykonaniu Michała Bajora, wciąż pozostaje aktualna. Tyle że tam chodziło o burdel, a tu o całkiem (a może nie) coś innego.