Prezes liczy na niższą dywidendę

Paweł Janas
17-01-2005, 00:00

Zakup czterech spółek powiększy wydatki Lotosu, który i tak ma wielkie potrzeby. Jego szef chyba znalazł na to remedium.

Podpisana w czwartek umowa o sprzedaży Petrobalticu i rafinerii południowych Grupie Lotos (w tym bliskiego upadłości Glimaru) wywołała mieszane reakcje wśród analityków. Szczególnie dużo emocji wywołał pomysł, by pieniądze na ich zakup pochodziły z tegorocznej emisji publicznej Lotosu.

— Może to obniżyć jej wartość i giełdową wycenę akcji — uważa Andrzej Szczęśniak, analityk z Centrum im. Adama Smitha.

Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie.

— Między planowanym wcześniej wniesieniem aportem rafinerii południowych i Petrobalticu do Grupy Lotos a zapłatą za te aktywa gotówką nie ma prawie żadnej różnicy — poza sposobem płatności. Dla przyszłych inwestorów nie będzie to miało znaczenia — podkreśla Sebastian Słomka, analityk PKO BP.

Powstaje jednak pytanie, czy konieczność sfinansowania zakupu nie zmniejszy puli środków z emisji, które miały pójść na inwestycje. A potrzeby Lotosu są duże. Sam program budowy stacji paliw ma pochłonąć 0,5 mld zł, a budowa IGCC — kilkaset milionów dolarów.

— Pieniędzy starczy i na jedno, i na drugie. Liczę, że właściciel, znając nasze potrzeby, nie skorzysta w pełni z dywidendy — twierdzi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos.

A byłoby co dzielić, bo zysk Lotosu ma w tym roku wynieść około 500 mln zł.

Różnie oceniane jest też włączenie do Lotosu znajdującego się na progu upadłości Glimaru.

— Decyzja w tej sprawie ma wymiar polityczny, a nie biznesowy. Dołączenie do Lotosu bankrutującego Glimaru znacznie pogorszy kondycję Lotosu. Zadowolona natomiast będzie Nafta Polska, która pozbędzie się sporego kłopotu — mówi Andrzej Szczęśniak.

— Zakup Glimaru przez Lotos nie odstraszy przyszłych inwestorów giełdowych, bo od dawna o tym było wiadomo. Pamiętajmy, że negatywny wpływ Glimaru miał zbilansować Petrobaltic. I tutaj nic się nie zmieniło — twierdzi Sebastian Słomka.

Piątkowe walne Lotosu przegłosowało zmiany w radzie nadzorczej. Akcjonariusze odwołali Stanisława Łańcuckiego z Nafty Polskiej, jej przewodniczącego, a także Zygmunta Parczewskiego i Jacka Namieśnika. Na ich miejsce powołano Janusza Rachonia, rektora Politechniki Gdańskiej, Katarzynę Dawidczyk z MSP oraz Cezarego Nowosada, doradcę Nafty Polskiej. Potem obrady zostały przerwane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prezes liczy na niższą dywidendę