Duży przetarg w PKP Cargo został przesunięty na koniec marca. Ale i bez tego Łapy mają sporo roboty.
Przetarg na remont 26 tys. wagonów należących do PKP Cargo zostanie rozstrzygnięty dopiero 31 marca. Przesunięcie terminu o miesiąc zostało uzgodnione z firmami, które złożyły oferty.
— Wszyscy się zgodzili — mówi Ryszard Ekiert, prezes Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego Łapy.
To właśnie wspomniany przetarg był kluczowym czynnikiem, który jesienią w ciągu kilku tygodni po przeprowadzce Łap z CeTO na giełdę spowodował ponadczterokrotny wzrost kursu akcji firmy. W połowie grudnia zbliżył się on nawet do 150 zł. Prawdopodobnie brak dalszych informacji spowodował, że w tym roku notowania Łap systematycznie spadają razem z całym rynkiem i oscylują już w pobliżu 70 zł. Pojawiły się nawet plotki, że przetarg PKP Cargo w ogóle zostanie odwołany.
— Spółka jakoś musi wyremontować swoje wagony. Od niedawna ma nowe władze, które najwyraźniej chcą się najpierw przyjrzeć firmie, dlatego potrzebują więcej czasu — uważa Ryszard Ekiert.
Jego zdaniem, do końca marca będzie wiadomo, kto, co i ile wyremontuje. Prezes Łap liczy, że na jego firmę przypadnie 4-4,5 tys. wagonów do odnowienia. To więcej niż moce produkcyjne spółki (2,5 tys. szt. rocznie), dlatego już wcześniej pojawiały się sugestie, że po uzyskaniu dużego zlecenia Łapy rozważą emisję akcji na przejęcia innych firm, aby podołać zamówieniom. Prezes nie chce tego na razie komentować.
Rozkręcające się inwestycje w kolejnictwie, popularnie nazywane kolejową hossą, pozwoliły ZNTK wypracować w 2007 r. na czysto 6,1 mln zł. To nieco mniej, niż zapowiadał prezes — 7 mln zł, ale wygląda nieźle w porównaniu z 16 mln zł strat, zanotowanymi łącznie w latach 2005-06.
Ryszard Ekiert jest optymistą.
— Zamówień na remonty jest tyle, że nawet jeśli z przetargu PKP Cargo nic nie wyjdzie, będziemy mieli sporo roboty — zapewnia prezes.
Spółka nie poda prognoz finansowych, ale, zdaniem prezesa, ten rok nie będzie gorszy od poprzedniego.