Prezesi poparzeni kawą

Jacek Konikowski
opublikowano: 15-01-2007, 00:00

Sześciu. Sami prezesi. Taszczą gitary, saksofon i klawisze. Perkusja już stoi. Jeszcze chwila na dostrojenie instrumentów. Czas na bluesa.

Klaustrofobiczna pakamera na Dolnym Mokotowie. Prawie jak garaż. Nisko, ciasno i zgrzebnie, niczym w czołgu. Że to profesjonalna sala prób, wiedzą chyba tylko ci, którzy regularnie tu grywają lub już nie muszą — czyli: Maryla Rodowicz, Grzegorz Markowski, Muniek Staszczyk, Natalia Kukulska, Edyta Górniak, Ryszard Rynkowski, DeMono, John Porter, Zakopower. Gdyby nie fotki w korytarzu, nikt by nie uwierzył, że tu rodzą się przeboje i kariery.

— To co panowie, gramy! — rzuca ktoś w czerwonym krawacie i ciemnych „sunglasach”.

Rżnie saksofon

I wszystko zaczyna wirować. Bębny dudnią, saksofon rżnie, gitary prują, klawisze popiskują, uszy puchną, a ściany — chodzą. Raz ostro, raz nostalgicznie. Bywa i wesoło, za sprawą klawiszowca. Ale zawsze bluesowo i rockowo. Lecą kawałki Breakoutu i Dżemu. W końcu „Whisky, moja żono” kończy godzinną sesję.

Mirosław Przedpełski, prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej, pędzi na samolot. Na perkusji gra od liceum. Do dziś bębny są głównym meblem w jego domu.

— Grywaliśmy w różnych kapelach — w Medyku, w Stodole. Mieliśmy fajnego menedżera, Waltera Chełstowskiego. I dużo więcej czasu na granie. Czasem spotykamy się jeszcze u Winka Chrósta w Sulejówku i gramy. Albo na wakacjach. Ostatnio z Hindusami na plaży — mówi prezes Przedpełski, dryblując w palcach pałeczkami.

Jarek Hendzel, dyrektor generalny Broker FM (harmonijka ustna) i Marian Hilla, senior account executive client w Broker FM (saksofon), lecą zarabiać kasę.

— Zaczynałem od gitary. Klasycznej, potem była basowa — skończyłem na harmonijce ustnej. Mam ich kilka, bo każda w innej tonacji — tłumaczy Hendzel, wyjmując z kieszeni trzy.

— Gramy dla siebie, przyjaciół i klientów. W warszawskiej Iguanie, w Mrągowie na Pikniku Country, w Sopocie, na imprezach charytatywnych — jak w Teatrze Roma dla fundacji Ewy Błaszczyk — mówi Hilla, jedyny muzyk z papierami — z wykształcenia oboista, chwycił za saksofon. Jeden z tutejszych prezesów to jego klient.

Na przetarg leci Darek Kramek (klawisze), właściciel firmy Ardbud, tworzącej systemy wentylacyjne i klimatyzacyjne. No i prezydent Warszawskiego Klubu Harleya Davidsona.

— Muzykę mam we krwi. Już jako mały chłopiec zarzynałem kolejne pianinka i gitarki. Klawisze to podstawa! — rzuca stanowczo.

Mariusz Gierszewski, kolega z Radia Zet (gitara klasyczna) pobiegnie do Sejmu. Ciekawe: Zetka i RMF są zwaśnione od dawna, ale chyba nie ich dziennikarze, skoro grają w jednej kapeli.

— Tak na żywo brzmi zespół Prezesi Poparzeni Kawą. Co prawda: dzisiaj bez Darka Wojdygi, prezesa Hoopa (gitara basowa), Kuby Wojewódzkiego i Wojtka Jagielskiego — tłumaczy Mirek Kalisiewicz, współwłaściciel firmy Natur Produkt Zdrovit i Kruger.

Każdy, kto zna Kalisiewicza, twierdzi: zdrowo zakręcony. Na punkcie muzyki. On i jego ludzie z zespołu Prezesi są jak Blues Brothers. Wychodzą zza biurek, zrzucają marynarki, sięgają po gitary. I grają. Nie dlatego że — jak filmowi bohaterowie Johna Landisa — mają „misję od Boga”, lecz w myśl maksymy: szukaj przyjaciół tam, gdzie śpiewają.

— W zespole każdy musi śpiewać, a nie tylko grać. Muzyk, który nie śpiewa, to jak artysta, który nie umie narysować konia. Gramy głównie własne kompozycje — opowiada Kalisiewicz.

Tryskający energią i dowcipem Prezesi zadebiutowali kilka lat temu — na jednej z imprez w hotelu Sheraton. Miał być dowcip. Po występach znanych zespołów na scenę weszło kilku biznesmenów. Przymierzali się do grania. Widownia pękała ze śmiechu, bo czuła wtopę. Pierwszy utwór, drugi — na sali cisza. Po trzecim — owacja na stojąco. Dziś zespół prezesów grywa dla wielotysięcznych widowni.

Kalisiewicz twierdzi, że muzyczna pasja pomogła mu w biznesie. Dosłownie.

— Dzięki muzyce kilkanaście lat temu wypromowaliśmy markę Zdrovit. Pomysł? Pojeździmy na szkolenia do hurtowni farmaceutycznych i na spotkania aptekarzy. Każde kończy się bankietem. Postanowiłem zapewniać zespoły muzyczne. Przez lata grało ich kilka — młode talenty, które wyszukałem. Efekt? Z całego szkolenia aptekarze i hurtownicy najlepiej pamiętali kapelę z bankietu, co to grała dzięki firmie Zdrovit. A gdy podczas bankietu wyszedł na scenę jeden z prezesów firmy — chwycił za gitarę, zagrał i zaśpiewał, no to znajomość marki Zdrovit była stuprocentowa. I to się przekładało na zamówienia — mówi Kalisiewicz, który także komponuje, pisze teksty piosenek, nagrywa utwory.

Cover na coverze

— Pierwsza płyta to był gadżet — cover na coverze. Całe darowane osiem tysięcy płyt z moimi utworami rozeszło się wśród klientów i kooperantów naszej firmy Natur Produkt Zdrovit. Na drugiej będą już własne utwory lub aranżacje piosenek podarowanych przez przyjaciół. Wkrótce wchodzimy do studia i nagrywamy „setkę”. Wszystkie instrumenty na żywo, tylko wokale dołożymy później. Radosna, bluesowa muzyka — dodaje Kalisiewicz, który jest też promotorem i mentorem młodych muzyków: m.in. Tomka Makowieckiego, Małgosi Markiewicz (śpiewała na płycie Kalisiewicza) czy Małgosi Kuś.

— Wkurza mnie, że młodzi utalentowani muzycy, zauważeni w „Idolu” czy w „Szansie na sukces” nie mogą się przebić na rynku muzycznym zdominowanym przez dinozaury w rodzaju Beaty czy Krzysztofa. Pomagam im, bo sam żyję muzyką. Mówię panu, ten polski show-biznes to syf, malaria i korniki — opowiada Kalisiewicz.

Jest chyba jedynym prezesem-muzykiem i zarazem członkiem Stowarzyszenia Artystów i Wykonawców Utworów Muzycznych i Słownomuzycznych. Po trzeciej kawie nie wytrzymuje. Zaciąga mnie do samochodu, włącza płytę CDR ze swoimi najnowszymi piosenkami. Profesjonalne brzmienie, żaden „kotlet”. Niebanalne teksty, zwłaszcza blues Marcinkiewicza.

— Wydam ją na 50. urodziny i podaruję znajomym. Firma, kto wie, może za wiele lat zniknie z rynku, może nie, ale muzyka po mnie pozostanie. Na zawsze — dodaje nostalgicznie.

Na co dzień prezes Kalisiewicz, z dwoma wspólnikami, kieruje spółką Natur Produkt Zdrovit. W dwóch fabrykach wytwarza m.in. syropy przeciwkaszlowe, preparaty witaminowe i ziołowe. W branży mówią o nim „król witamin i tabletek musujących”. Zdrovit to również kawa i herbata. Eksportuje m.in. do Malezji i Wietnamu. Od niedawna firma podbija Chiny.

Aranżuje. Komponuje, a także gra ostrą muzykę. I oczywiście śpiewa. Pisze teksty ocierające się o banał, ale łatwo wpadające w ucho, podkreślające rytm muzyki. Animals, Pink Floyd, Deep Purple — tego słucha. Breakout Tadeusza Nalepy, Dżem Ryśka Riedla — od nich nauczył się bluesa, na nich się wzoruje. „Gdybyś kochał, hej” sprawiło, że gra do tej pory.

Pierwsza płyta Kalisiewicza: promocyjny gadżet dla aptekarzy. Druga będzie prezentem na 50. urodziny. 14 utworów. Zagrają, prócz prezesów, przyjaciele Kalisiewicza, choćby gitarzysta bluesowy Lester Kitson, Beata Kosowska, może najlepsza harmonijkarka na świecie.

Kultowy haffner Kalisiewicza z 1960 r. (na zdjęciu), ulubiona gitara Beatlesów, z łezkami jak kontrabas i archaiczną wajchą zwaną modulatorem. Wypatrzył ją w komisie. Odrestaurował. W szafie stoi fender precision z 1957 r., kupiona na eBayu. A ulubiona? Greatch. Droga (najmniej 1 tys. euro). Brzmi świetnie, dzięki m.in. drewnu leżakującemu 20 lat.

W 1965 r. Tadeusz Nalepa, chłopak z podrzeszowskiej wioski Zgłobień, wraz z Mirą Kubasińską zakładają zespół Blackout. Pierwszy longplay staje się przebojem. W 1968 r. zespół zmienia nazwę na Breakout. Krążek „Na drugim brzegu tęczy” z „Poszłabym za tobą” i „Gdybyś kochał, hej” zostaje płytą roku. Na perkusji grał Józef Hajdasz, na basie Michał Muzolf. W nagraniu wziął udział jazzman Włodzimierz Nahorny (partie solowe). W chórkach zaśpiewały Alibabki. Druga płyta, „70A” z utworami „Skąd taki duży deszcz” i „Piękno” to już czysty blues-rock. Grupa została rozwiązana w 1980 roku, pozostawiając po sobie dorobek siedmiu płyt plus dwa albumu sygnowane Mira Kubasińska & Breakout: „Mira” i „Ogień”.

Jacek Konikowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane