Prezydencji u nas dostatek

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-12-08 00:00

Tak się złożyło, że Polska w jednym czasie rotacyjnie przewodniczy aż trzem międzynarodowym organizacjom: Grupie Wyszehradzkiej, Radzie Europy oraz Radzie Państw Morza Bałtyckiego. Wszystkie te prezydencje potrwają do maja-czerwca 2005 r., co pozwoli na zebranie wielu dyplomatycznych doświadczeń. Po takim stażu Polska bez problemu poradziłaby sobie z samodzielną prezydencją Unii Europejskiej — niestety, Bruksela wstawia nas do kolejki dopiero na rok 2011, i to w zestawie trójkowym z Danią i Cyprem (jeśli oczywiście wejdzie w życie Konstytucja dla Europy).

Dzisiaj przyjmujemy szczyt Grupy Wyszehradzkiej. Ten nieregularny czworokąt dobrze sprawdzał się jeszcze w XX wieku, ale w nowym tysiącleciu, na finiszu negocjacji jego członków (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry) z Unią Europejską, stracił właściwie rację bytu. Przed decydującym szczytem w Kopenhadze (13 grudnia 2002 r.) każdy z czwórki ciągnął w swoją stronę i zanosiło się na to, że Wyszehrad idzie w rozsypkę. Partnerzy uznali jednak, że w nowej unijnej rzeczywistości może się czasami przydać jako luźna struktura regionalna.

Stały obserwator wyszehradzkich szczytów nie nadąża za zmianami politycznymi i kadrowymi. Z premierów, którzy jeszcze wczoraj zasiadali za wspólnym stołem — Leszek Miller, Vladimir Spidla, Péter Medgyessy i Mikulás Dzurinda — trzech pierwszych historia już wymiotła (Spidlę do Komisji Europejskiej), ostał się zaś tylko Słowak. Oprócz Dzurindy, dzisiaj w Belwederze gośćmi Marka Belki są nowi premierzy — Stanislav Gross z Czech i Ferenc Gyurcsány z Węgier, a dodatkowo austriacki kanclerz Wolfgang Schüssel i słoweński premier Janez Jansa.

Podstawowym tematem szczytu wyszehradzkiego w poszerzonej formule jest budżet Unii Europejskiej na lata 2007-13. Jednak Polska powinna wykorzystać uprawnienia przewodniczącego i postawić mocny akcent na unijnej solidarności wobec Ukrainy. Dotychczas Unia jest tak podszyta strachem przed kremlowskim imperatorem Władimirem Putinem, że martwienie się o rozwój sytuacji za wschodnią granicą wspólnoty przekazała Polsce jako zadanie zlecone. A przecież państwami frontowymi — fakt, że ze znacznie krótszymi granicami — są również Słowacja i Węgry! Niestety, Grupa Wyszehradzka wygodnie siedzi cicho i jest bardzo zadowolona, że rosyjski gniew kieruje się głównie przeciwko „polskim panom”...

Możesz zainteresować się również: