Najwyższa Izba Kontroli bezprecedensowym wnioskiem objęła czterech członków Rady Ministrów: Mateusza Morawieckiego, premiera; Michała Dworczyka, szefa KPRM; Jacka Sasina, wicepremiera i ministra aktywów państwowych; Mariusza Kamińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji. Nieco zaskakuje uwzględnienie szefa KPRM, który w forsowaniu pseudowyborów 10 maja 2020 r. pełnił rolę wykonawczą, ale widocznie uznano jego pomocnictwo. Bo przewiny trzech głównych decydentów są oczywiste. Rok temu hucpie wyborczej poświęciłem wiele szczegółowych tekstów, wyprzedzających obecne ustalenia NIK.
Do tej pory mój wielki sprzeciw budzi nazywanie tamtej awantury „wyborami kopertowymi”. Takowa forma korespondencyjna, ale dla chętnych, od dawna znajdowała się w Kodeksie wyborczym, jednak PiS w 2018 r. ją zlikwidowało. Przed 10 maja 2020 r. forsowano natomiast wybory workowe, ponieważ podstawą procedury miało być przesypywanie przez anonimowych pocztowców kopert z głosami ze skrzynek do worków bez jakiegokolwiek liczenia, a potem przekazywanie worków komisjom obwodowym również bez żadnego protokołu. Wniosek NIK wobec premiera dotyczy podpisania 16 kwietnia 2020 r. dwóch jednakowo bezprawnych decyzji administracyjnych. Tą o numerze BPRM.4820.2.3.2020 polecił Poczcie Polskiej zrealizowanie głosowania workowego, zaś wykonanie nakazał Jackowi Sasinowi, który koszty miał pokryć z budżetu MAP. Tą o numerze BPRM.4820.2.4.2020 polecił Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW) wydrukowanie kart do głosowania, zaś wykonanie nakazał Mariuszowi Kamińskiemu, który koszty miał pokryć z budżetu MSWiA. Wydrukowano 30 mln pseudokart, będących od razu makulaturą, bo nie istniała jakakolwiek podstawa prawna ich wzoru.

Nakład makulatury został przejęty przez Pocztę Polską i spakowany w pakiety. Szefowie MAP i MSWiA wyczuli jednak, że to przekręt, ponieważ wydali podległym im firmom rozkazy do działania, ale ze swoich części budżetowych… nie wypłacili ani grosza i zostawili wykonawców na finansowym lodzie. W końcu na podstawie specustawy Poczta Polska otrzymała za przygotowania 53 205 345 zł, zaś PWPW za druk — 3 245 062 zł. Łącznie zatem budżet państwa roztrwonił 56 450 406 zł. Notabene wniosek NIK wobec obu ministrów dotyczy… niewykonania decyzji premiera, chociaż obie były bezprawne.
Prawdę o niedoszłych workowych wyborach zaskakująco niedawno potwierdził… Andrzej Duda. W książce stwierdził „Nie byłem zainteresowany zwycięstwem w takich wyborach, które były organizowane nie przez Państwową Komisję Wyborczą”, zaś w wywiadzie dopowiedział słowa: „Obawiałem się, że te wybory się po prostu nie udadzą. Że zostaną ośmieszone w kraju, za granicą. Że będzie to niedopracowane, organizacyjnie niedopięte”. Naprawdę święte słowa, wobec powszechnego bojkotu workowego głosowania po zwycięstwie uzyskałby w kraju i za granicą status mniej więcej Aleksandra Łukaszenki. Wielka szkoda, że prezydent ujawnia gorzką prawdę dopiero po roku. Jego uczciwość wobec Polski nakazywała, jako strażnikowi Konstytucji RP, zebranie ujawnionych teraz argumentów w krótkim orędziu, które wygłosiłby w szczycie hucpy wyborczej w kwietniu 2020 r., czym natychmiast by ją przeciął. Niestety, wtedy nie wystarczyło mu lojalności wobec Polaków, wybrał potulność wobec wspierającej jego kandydaturę macierzystej partii.