Dystrybutorzy mają problem z przywozem stali spoza Unii. Obawiają się też, że fiskus może zażądać płacenia VAT, choć prawo zezwala na zerową stawkę.
Polska Unia Dystrybutorów Stali (PUDS) zbadała, jak jej członkowie radzą sobie z importem wyrobów stalowych spoza Unii po akcesji. Okazało się, że jest fatalnie.
Karkołomne procedury...
— Sytuację może zilustrować przykład: zagraniczna huta przekazuje towar, następnie kieruje do rodzimego resortu gospodarki wniosek o wydanie licencji wywozowej. Ministerstwo ma na to dwa tygodnie. Następnie eksporter przesyła oryginał licencji do importera, który z kolei wraz z tym wnioskiem wysyła go do swojego resortu gospodarki — wylicza Andrzej Ciepiela, dyrektor PUDS.
To nie koniec. Dokumenty muszą trafić do Komisji Europejskiej, która wydaje zgodę na przywóz, a importer ma ją okazać na granicy.
— Wagony czekają na odprawę około 7 dni, co powoduje zatory na przejściu oraz znacznie podnosi koszty — dodaje Andrzej Ciepiela.
To problem wielu importerów. W I półroczu przywóz wyrobów stalowych do Polski sięgnął bowiem 2,05 mln ton, z czego ponad 300 tys. ton pochodziło spoza Unii. Dystrybutorzy liczą na skrócenie terminów obiegu dokumentów. Do resortu gospodarki trafiła już ich prośba o rozpatrywanie wniosków na pozwolenie przywozu z załączoną kserokopią licencji wywozowej eksportera. Wnioskują też, by mogli elektronicznie wysyłać wnioski i tą samą drogą otrzymywać licencje.
...i obawy o VAT
Polscy dystrybutorzy obawiają się także, że będą musieli płacić VAT, mimo że przysługuje im stawka zerowa. Twierdzą, że celnicy z krajów eksportujących przekazują nieupoważnionym przewoźnikom dokumenty (SAD 3), na podstawie których importer ma udowodnić w urzędzie skarbowym, że jest objęty zerową stawką VAT. Jeśli nie mają tych dokumentów, podatek trzeba zapłacić.
Mieczysław Nogaj z resortu gospodarki podkreśla jednak, że rząd nie może pomóc importerom w poprawie zasad współpracy z zagranicznymi celnikami.