Zarząd Próchnika znalazł sposób, by po wielu latach strat wreszcie zarabiać. Handlująca męską konfekcją spółka planuje ostre cięcie kosztów.
— Będziemy sukcesywnie przenosić produkcję do krajów Dalekiego Wschodu. W przyszłym roku 90 proc. ubrań będzie pochodzić stamtąd, a reszta z łódzkiego zakładu. Dzięki temu zmniejszymy koszty o połowę — mówi Jacek Pudło, prezes Próchnika.
Obecnie 40 proc. kolekcji powstaje w kraju, a 60 proc. na Dalekim
Wschodzie.
Zarząd spółki liczy na poprawę wyników już w końcu
tego roku. Celuje w 42 mln zł przychodów i marżę EBITDA na poziomie 10 proc.
Przypomnijmy, że 2007 r. Próchnik zakończył z 31 mln zł przychodów i 3,4 mln zł
straty netto.
— Ze względu na koszty restrukturyzacji tegoroczny zysk będzie jeszcze niewielki. Efekt zmian będzie już widoczny za rok — zapewnia prezes.
Eksperci chwalą przenosiny.
— Jeśli Próchnik spełni kluczowe kryteria kontroli jakości, to tańsza produkcja może pomóc spółce wyjść na plus. Przeniesienie jej to słuszny kierunek. LPP od lat produkuje na Dalekim Wschodzie, co nie wpływa negatywnie na postrzeganie jej marek — mówi Rafał Salwa, niezależny analityk.
Do czerwca zarząd Próchnika wydzieli ze spółki nowy podmiot, zajmujący się produkcją.