Ustawa o likwidacji KDT nareszcie gotowa. W lutym trafi pod obrady rządu, potem — do Brukseli. Rekompensaty wyniosą od 10 do 24 mld zł.
Ministerstwo Gospodarki i Pracy (MGiP) zakończyło prace nad projektem ustawy o likwidacji kontraktów długoterminowych (KDT) w energetyce. Tym razem w przyjęciu ustawy przez rząd nie powinny przeszkodzić wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją, bo MGiP zdecydowało, że nie będzie likwidowało kontraktów na siłę, lecz na zasadach dobrowolności. Producenci energii, którzy nie przystąpią do programu, będą musieli liczyć się z interwencją Brukseli, która uważa kontrakty za niedozwoloną formę pomocy publicznej. Nie wiadomo tylko, czy Komisja Europejska (KE) będzie egzekwowała jej ewentualny zwrot bezpośrednio od zainteresowanych czy też od polskiego rządu.
W zgodzie z fiskusem
Według Haliny Trymuchy, dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Energetycznego w MGiP, projektowi nie grożą też zastrzeżenia ze strony Ministerstwa Finansów (MF), które kiedyś zablokowały prace nad jedną z wcześniejszych wersji rozwiązania KDT.
— Projekt jest uzgodniony z MF. Przyjęte rozwiązanie będzie neutralne wobec budżetu państwa — zapewnia Halina Trymucha.
MGiP liczy też, że tym razem projekt nie będzie budził zastrzeżeń Brukseli. Ta wersja ustawy była przygotowywana według wytycznych KE. Nie oznacza to oczywiście, że unikniemy długotrwałej procedury notyfikacji, czyli zatwierdzania ustawy przez Unię. Jednak zanim projekt trafi do komisji, musi zostać przyjęty przez rząd.
— Spodziewam się, że Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się projektem 10 lutego. To oznacza, że powinien on trafić na posiedzenie rządu 15 lub 22 lutego. Przyjęty projekt zostanie skierowany do KE za pośrednictwem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów —wyjaśnia Halina Trymucha.
Ministerialny optymizm
Ile potrwa procedura notyfikacyjna, trudno powiedzieć. Według wcześniejszych sceptycznych szacunków, może to być nawet półtora roku, bowiem KE będzie po drodze konsultować projekt z zainteresowanymi. Przedstawicielka MGiP jest optymistką.
— Jest realna szansa, by ustawa weszła w życie z początkiem przyszłego roku — ocenia dyrektor.
Na mocy ustawy, producenci energii, którzy dobrowolnie zrezygnują z wieloletnich kontraktów na sprzedaż energii Polskim Sieciom Elektroenergetycznym (PSE), dostaną rekompensaty mające pokryć tzw. koszty osierocone. Według wyliczeń autorów projektu, tzw. bazowa wartość rekompensat wyniesie 10,5 mld zł. Przez 10 lat od wejścia w życie programu wypłacona kwota może być korygowana w górę lub w dół — w zależności od relacji cenowych na rynku energii i wynikających z nich przychodów producentów. Maksymalną wartość odszkodowań wyliczono na 24 mld zł. Pieniądze na wypłatę rekompensat ma zgromadzić specjalnie powołana spółka, która wyemituje obligacje i spróbuje je sprzedać na rynku międzynarodowym. Za obsługę i wykup papierów zapłacą odbiorcy energii, wnosząc tzw. restrukturyzacyjną opłatę systemową.