Producenci zabawek mogą mieć problemy z CE

Mira Wszelaka
12-01-2004, 00:00

Nad producentami zabawek zawisły czarne chmury. Większość z nich może mieć poważne kłopoty z utrzymaniem na unijnym rynku.

Na kilka miesięcy przed przystąpieniem do Unii krajowym producentom zabawek niezbyt dopisuje humor. Nie ma się co dziwić, w branży od dłuższego czasu panuje wyraźna dekoniunktura. Przedsiębiorcy od kilku lat walczą z zalewaniem rynku tanimi zabawkami chińskimi. Życia nie ułatwia także fiskus.

— Dla większości firm najbardziej bolesna była decyzja o podniesieniu stawki VAT, najpierw z 7 do 12 proc. a następnie do 22 proc. — podkreśla Robert Podleś, prezes Polskiego Stowarzyszenia Branży Zabawek i Artykułów Dziecięcych oraz prezes firmy Cobi.

Mali pikują

Sytuacja w kraju, bezrobocie i tendencja do zmniejszania wydawania pieniędzy na towary, które nie należą do grupy dóbr pierwszej potrzeby, pogrążyły przede wszystkim mniejszych przedsiębiorców.

— Obraz jest ponury. Tylko 5 proc. firm będzie w stanie konkurować na rynku. Resztę czeka wegetacja albo upadek. Do tego dochodzi zła polityka prawno-administracyjna, która utrudnia uzyskiwanie odpowiednich certyfikatów na zabawki — wylicza Robert Podleś.

Zdaniem Mirosława Lewińskiego, dyrektora departamentu polityki przemysłowej resortu gospodarki i polityki społecznej, po akcesji wymagania wobec polskich producentów zabawek nie ulegną zmianie, gdyż unijne rozporządzenia o bezpieczeństwie produktu (CE) od prawie dwóch lat funkcjonują w polskim systemie prawnym.

Robert Podleś wskazuje jednak, że chociaż nie ma obowiązku posiadania certyfikatów do oznaczenia towarów znakiem CE, unijni kontrahenci takich wymagają. Wiąże się to z dodatkowymi kosztami.

Według Mirosława Lewińskiego, takie praktyki są wynikiem walki konkurencyjnej.

Polski rynek jest łakomym kąskiem dla zachodnich producentów. Część firm zaczyna się nim interesować, a te, które są już na nim obecne, prowadzą niezwykle agresywną politykę marketingową.

— W przyszłym roku także duże sieci handlowe znacznie zwiększą nakłady na import ze Wschodu. Problem w tym, że sprowadzają one zabawki pod swoim logo, często bez koniecznych certyfikatów i oznaczeń — mówi Robert Podleś.

Misie do Berlina

Pomimo spadku sprzedaży w stosunku do lat poprzednich, popyt na polskie zabawki jest wciąż duży. Niesłabnącym powodzeniem cieszą się wyroby drewniane, z plastiku oraz pluszu. Ich głównymi nabywcami są Niemcy. Zabawki konstrukcyjne cieszą się wzięciem na rynkach niemieckim, angielskim, francuskim i skandynawskim. Wyroby karnawałowe (elementy strojów) wędrują przede wszystkim do Austrii, Anglii, Niemiec i Francji. Ważne rynki to także Rosja i USA.

— Zainteresowanie polskimi zabawkami wywołują rosnąca jakość oraz atrakcyjna cena. Producentom sprzyja także kurs euro. Jednak bez silnej pozycji na krajowym rynku nie ma co liczyć na eksport — uważa Robert Podleś.

Najwięksi polscy producenci zabawek to Wader-Woźniak, Cobi, Dom Plast, Trefl i Hemar. Głównymi dystrybutorami i importerami są: Inter Kobo, Cobi, Impuls, Lukas, Axiom, Lechris, Kathay-Haster i Marko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Producenci zabawek mogą mieć problemy z CE