Prohibicja, czyli wielka improwizacja

Julia Kafka
opublikowano: 1998-12-14 00:00

Prohibicja, czyli wielka improwizacja

Unikam miejsc, gdzie obsługa przepraszającymi minami nadrabia brak profesjonalizmu, gdzie nie działa wentylacja, a więc po powrocie do domu należy w ubraniu wskoczyć pod prysznic, bo wietrzenie nic nie da. Wreszcie, nie przepadam za jadłodajniami, gdzie całe menu mieści się na kartce papieru.

To pierwsze refleksje z wizyty w uruchomionym właśnie w Warszawie lokalu gastronomicznym Prohibicja. I chyba ostatnie, bo w najbliższym czasie nie zamierzam tam ponownie zaglądać. Przynajmniej do czasu, aż kelnerzy nabiorą wprawy w obsługiwaniu gości, uruchomiona zostanie wentylacja, podłączą telefon i będą akceptować karty płatnicze.

Gdzie jest pianista

Oczywiście, staram się zrozumieć, że tzw. piano-bary, cokolwiek to znaczy, rządzą się innymi prawami. Chyba musi być tam mroczno i duszno, a chadza się tam nie po to, żeby jeść, a raczej, żeby pić na umór. Zgoda, ale skoro trzeba już pić, to przynajmniej — skoro wszystko jest tam w stylu retro — przy akopaniamencie piania. Gdzie zatem podział się pianista Prohibicji?! Jedzenie jest — na szczęście — w miarę przyzwoite. Nic jednak nie zasługuje na szczególne wyróżnienie.

Lekka przesada

Pomysł stworzenia lokalu udającego gangsterską spelunkę z lat 20. jest nader oryginalny. Sposób odtworzenia panującej tam atmosfery wydaje się jednak w przypadku Prohibicji zanadto naturalistyczny.