Infrastruktura energetyczna to ostatnio jeden z koników Jana Kulczyka, najbogatszego Polaka. Projekt gazociągu Bernau — Szczecin, jeden z jego flagowych pomysłów inwestycyjnych, trafia jednak do zamrażarki. Co najmniej na czas wyborów.

Rozmowy zamarły
Nikt o niczym nie rozmawia. Są wybory: słychać w Polenergii, kiedy pytamy o postępy w pracach nad gazociągiem Bernau — Szczecin. Notowana na giełdzie Polenergia to firma kontrolowana przez Jana Kulczyka i skupiająca jego energetyczne aktywa w Polsce. Stoi dziś przede wszystkim na energetyce wiatrowej, ale strategię opiera na dwóch dodatkowych obszarach („kluczowych”, według korporacyjnej prezentacji z marca 2015 r.) — na morskiej energetyce wiatrowej i na budowie połączenia gazowego Polska — Niemcy. To drugie to właśnie Bernau — Szczecin, czyli projekt kupiony przez Kulczyka od zmarłego Aleksandra Gudzowatego. Pod koniec zeszłego roku
Polenergia zapowiadała, że prowadzi starania, by budowa gazociągu ruszyła w 2016 r., a działalność rozpoczęła się w 2018 r. W 2015 r. miała natomiast przeprowadzić badania popytu na przepustowość gazociągu. Nadal brakuje jednak Polenergii kluczowej umowy — z Gaz-Systemem, który jest jedynymoperatorem krajowego systemu przesyłowego.
— Gaz-System musi być albo właścicielem każdego odcinka infrastruktury, albo jej operatorem — powiedział Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu.
Gaz-System to spółka państwowa, pod nadzorem ministra gospodarki. W okresie wyborczym nie będzie skłonna do podejmowania ważnych decyzji. Nie wiadomo także, czy ewentualny nowy rząd będzie przychylny podpisywaniu umów z prywatnym inwestorem w strategicznym obszarze, jakim jest przesył gazu.
Rynek wątpi w popyt
— Jeśli to zamrażarka, to na pewno na długo — mówi Krzysztof Noga, wiceprezes Duonu, drugiego pod względem wielkości gracza na rynku sprzedaży gazu (po PGNiG).
Jego zdaniem, z handlowego punktu widzenia nowy gazociąg w ogóle nie jest potrzebny.
— Moce przesyłowe z kierunku niemieckiego są dziś wystarczające — twierdzi Krzysztof Noga.
Podobnego zdania jest Marek Kossowski, były prezes PGNiG, mimo że na połączeniu Polska — Niemcy zależało mu, kiedy był szefem gazowego giganta. Chciał uruchomić połączenie na tej linii od 2008 r. Wtedy Polska uzależniona była jednak wyłącznie od importu gazu z Rosji, dziś sytuacja jest inna — działa rewers na gazociągu jamalskim, dwa punkty umożliwiające import gazu z Niemiec oraz jeden na granicy z Czechami. Ponadto ma zostać otwarty terminal LNG w Świnoujściu.
— Zawsze byłem zwolennikiem rozbudowy infrastruktury — im jej więcej, tym lepiej. Nie mam jednak pewności, czy będzie popyt na gazociąg Bernau — Szczecin. Spójrzmy choćby na wynik ostatniej aukcji na przepustowości transgranicznej, przeprowadzonej przez Gaz-System. Nie wszystkie moce zostały sprzedane — twierdzi Marek Kossowski.
Ile to kosztuje?
Plan zakłada, że gazociąg Polenergii będzie przesyłał 3-5 mld m sześc. gazu rocznie. Dla porównania — krajowa konsumpcja to około 18 mld m sześc., z czego 2/3 pochodzą z importu. Zarząd Polenergii przekonywał dotychczas, że Polska powinna brać przykład z Niemiec, gdzie moce transgraniczne są trzy razy większe od krajowej konsumpcji gazu.
— Nie chciałbym być w roli inwestora na takim rynku — mówi Krzysztof Noga, zwracającteż uwagę na koszty tej inwestycji (Polenergia nie ujawnia ich szacunków).
— Koszt budowy nowego połączenia zostałby uwzględniony w stawkach za przesył. Może to zniechęcić firmy handlowe — uważa wiceprezes Duonu.