Projekt budżetu ssie dwie matki

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-12-15 22:00

Miesiąc nowej kadencji Sejmu już nas przyzwyczaił, że decyzyjność przeniosła się z sali plenarnej do pomieszczeń klubowych Prawa i Sprawiedliwości.

W związku z tym posiedzenia całej izby zwoływane są w trybie nagłym i trwają bardzo krótko. Odpowiednio dopasowywane są do nich terminy posiedzeń Senatu. Do końca roku Sejm zbierze się jeszcze co najmniej dwa razy, w tym na pewno między świętami a sylwestrem. Ale kiedy konkretnie — wie wyłącznie najściślejszy sztab przy marszałkach Marku Kuchcińskim i Stanisławie Karczewskim, realizujących plan polityczny szefa Jarosława Kaczyńskiego.

Przypomnienie sobie tych realiów jest istotne w kontekście prac nad budżetami państwa.

Liczba mnoga dotyczy swoistej kumulacji — głosowania w środę kończą błyskawiczne nowelizowanie budżetu 2015, a potem Sejm przystąpi do równie szybkiej pracy nad budżetem 2016, którego projekt Rada Ministrów przyjmie za tydzień — wczoraj jedynie omówiła projekt wniesiony przez ministra finansów.

Postępowanie z tą ustawą na pewno przejdzie do historii, bo jest nietypowe nawet jak na rok, w którym następuje przekazanie władzy. Ustawa budżetowa — mowa o jej wersji podstawowej, a nie o nowelizacji — jest jedyną, której procedura została opisana w Konstytucji RP. Niby dokładnie, ale zarazem tak ogólnie, że umożliwia różne manewry. Rada Ministrów normalnie przedkłada projekt Sejmowi najpóźniej na trzy miesiące przed rozpoczęciem następnego roku — i odchodzący gabinet Ewy Kopacz to wykonał. Potężna cegła budżetu 2016, sporządzonego również w układzie zadaniowym, wpłynęła 30 września i otrzymała ostatni w kończącej się kadencji numer druku 3988. Ale zgodnie z zasadą dyskontynuacji, której podlegają absolutnie wszystkie — poza obywatelskimi — projekty, przestał istnieć o północy 11/12 listopada. Oczywiście tylko jako konstytucyjny projekt, a nie fizycznie. Zgodnie z obyczajem poprzednich zmian władzy, premier Ewa Kopacz powinna ponownie wnieść swój produkt w pierwszym dniu nowej kadencji, ale tego już nie zrobiła. W związku z tym cały ogromny dokument prawnie… nadal nie istnieje. Zmieni się to, dopiero gdy rząd Beaty Szydło skorzysta z konstytucyjnego przepisu, że „w wyjątkowych przypadkach możliwe jest późniejsze przedłożenie projektu”, i wreszcie budżet do Sejmu wniesie.

Wynik prac nad budżetem 2016 jest oczywisty, zostanie bardzo szybko uchwalony. Ale ciekawie zapowiada się partyjny dualizm w jego traktowaniu. Rząd Beaty Szydło wnosi formalnie projekt własny od zera, nie żadną autopoprawkę do spadku po Ewie Kopacz, bo prawnie nie było czego poprawiać. Merytorycznie jednak nowy dokument różni się bardzo nieznacznie od wersji z archiwalnego druku nr 3988. W związku z tym na logikę za budżetem 2016 — którego sytuację opisuje tytuł — powinno głosować zarówno PiS, jak i faktyczni jego autorzy z PO i PSL. Byłej koalicji zgodność z obecnym rządem nie przejdzie przez usta, ale teoretycznie powinna się przynajmniej nie sprzeciwiać. Jednak będzie oczywiście głosowała przeciw, a to z powodu zupełnie nieuzasadnionej korekty budżetu 2015. Ta nowela to tylko chwyt z obszaru kreatywnej księgowości, umożliwiający sprytną żonglerkę deficytem.