Transprojekt Gdański
Podstawa to fachowa załoga. Po pierwsze, starzy fachowcy. Po drugie, ich następcy w średnim wieku. I ci młodsi, do przyuczenia.
Wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie dla gdańskiego projektanta dróg sezonem rekordów. Po pierwszym tygodniu stycznia mieli już zaklepane zamówienia na 70 mln zł. To — zdaniem prezesa firmy Andrzeja Pawlaczyka — oznacza, że jego przedsiębiorstwo będzie polować już tylko na grube ryby. Dlaczego? Ano, dlatego że pracownia projektowa nie byłaby w stanie wykonać zbyt wielu projektów.
Stoją na mostach
Od razu widać, że jest nieźle, skoro w samym tylko 2008 roku zatrudnienie ma wzrosnąć z obecnych 210 do 250 osób. Prawie wszyscy pracownicy to inżynierowie. Nie tylko projektanci dróg. Od kilkunastu lat przybywa speców od środowiska, informatyków czy meliorantów. Ci od środowiska dopiero w drugiej połowie lat 90. zaczęli być tak naprawdę potrzebni w pracowniach projektowych. Wcześniej, to znaczy w Polsce Ludowej, nikt nie zaprzątał sobie głowy ochroną środowiska. Teraz wystarczy przyjrzeć się sprawie obwodnicy w rejonie doliny Rospudy, aby uzmysłowić sobie, jak ważny jest to aspekt działalności projektowej.
Kłopot jest za to z meliorantami. Po prostu żadna z pomorskich uczelni ich nie kształci. Trzeba więc ściągać ich spoza Trójmiasta. Za to specjalistami od budowy mostów Transprojekt stoi. Ma ich w sumie 50 i jest to najmocniejsza reprezentacja w kraju.
— Mamy w firmie specjalistów, którzy pracują u nas ponad 50 lat. Mosty to nasza specjalność. Projektowaliśmy m.in. most Siekierkowski, do niedawna najdłuższy w Polsce. Wprawdzie w 2007 roku straciliśmy palmę pierwszeństwa na rzecz mostu Solidarności w Płocku. Ale już niedługo znów będziemy mieli najdłuższy most przez Wisłę, tym razem w Grudziądzu — cieszy się Andrzej Pawlaczyk.
Grudziądzki most będzie mierzyć ponad 1600 metrów, a jego najdłuższe przęsło aż 410 metrów. Prawie pół kilometra zawieszone w powietrzu.
Mocni na autostradach
Co czwarty kilometr autostrady — spośród 698, które do tej pory udało się w Polsce wybudować — został zaprojektowany przez naszą Gazelę Biznesu.
— Mamy wyróżnienia od wszystkich ministrów. Jest Pol, jest Opawski, Polaczek. Teraz pora na nagrodę od Cezarego Grabarczyka — ze śmiechem mówi prezes Pawlaczyk.
Zaprojektowali także kolejne kilometry autostrad, które dopiero czekają na zbudowanie. A to 65 km autostrady A1 z Rusocina do Nowych Mar, a to fragmenty autostrady A2 z Świecka do Nowego Tomyśla o długości 105 kilometrów. W tym roku mają także sporo do roboty w Warszawie, m.in. dalsze prace przy trasie Siekierkowskiej, gdzie do wykonania jest aż dziewięć projektów. Nie ma się więc co dziwić, że prezes firmy (zarząd Transprojektu jest jednoosobowy) podjął decyzję o powołaniu stołecznego oddziału przedsiębiorstwa. Ma w nim pracować około 20-25 osób. Co ciekawe, w Warszawie działa już jeden Transprojekt. Bowiem kiedyś, za czasów PRL-u, Transprojekt był centralnym przedsiębiorstwem z oddziałami w Gdańsku, Warszawie i Krakowie. Czy zatem otworzenie nowego biura w stolicy nie spowoduje tarć w związku z wejściem na teren niedawnych kolegów, a dziś konkurentów z Transprojektu-Warszawa?
— Nie ma mowy o niesnaskach. Nie podbieramy im przecież pracowników. Co więcej, niektóre zadania Transprojekty wciąż wykonują wspólnie — przekonuje prezes Pawlaczyk.
Biznesowa osobliwość
Każdy, kto wchodzi do biur zarządu, musi minąć dwa wielkie portrety.
— Kto to? — pytam szefa Transprojektu. A ten odpowiada, że oglądam podobizny inżynierów mostowców, którzy przed kilkoma laty obchodzili 50-lecie pracy w firmie i wciąż w niej pracują, chociaż zbliżają się do osiemdziesiątki! Pierwszym jest bodaj najbardziej znany mostowiec, 78-letni inż. Stefan Filipuk, drugim inż. Andrzej Tobolewski. Filipiuk wciąż nadzoruje prace w Międzyzdrojach, dokąd bez żadnego problemu i ociągania dojeżdża z Trójmiasta.
— To są tacy fachowcy, że trudno się bez nich obejść. Dbamy o ciągłość kadry. Mamy pracowników z bardzo długim stażem, mamy takich w średnim wieku i także sporo młodych inżynierów przed trzydziestką. Bierzemy wielu młodych ludzi zaraz po studiach po to, aby dobrze ich sobie przyuczyć. Tyle że ci ze starej gwardii mają takie doświadczenie, że na pewne projekty tylko rzucą okiem, a już wiadomo, co jest do poprawki. Pewnie, że ludzie odchodzą, ale i u nas można dobrze zarobić — przekonuje Pawlaczyk.
Gdańskie przedsiębiorstwo od 1992 roku działa jako spółka pracownicza. Spośród 80 akcjonariuszy aż 60 to wciąż aktywni pracownicy przedsiębiorstwa. Ruchu w handlu udziałami praktycznie nie ma. A przecież przez 16 lat średnia wieku właścicieli firmy mocno się podniosła. Kiedy pytam o plany przekształcenia spółki i wpuszczenia inwestora, prezes od razu czujnie prostuje się w fotelu. Mówi, że udziałowcy nie chcą utracić wpływu na rozwój i przyszłość firmy. Są wprawdzie chętni do odkupienia Transprojektu, ale w spółce nikt o tym nie chce słyszeć. Nawet pomysł wejścia na giełdę traktują ostrożnie. W ciągu najbliższych dwóch- -trzech lat na pewno nie, ale w dalszej przyszłości, kto wie, może...
W końcu firma stale się rozrasta. Jej skromne biura we Wrzeszczu są już za ciasne, więc niedługo wynajmą dodatkowy budynek przy głównej arterii Trójmiasta — al. Grunwaldzkiej. Sami nie chcą budować biurowca, choć należąca do firmy 3,5-hektarowa działka, na której stoją budynki Transprojektu, musi być sporo warta. Tuż za płotem stanął potężny kompleks usługowo-mieszkalny Zabytkowa, gdzie metr mieszkania kosztuje 7,3 tys. złotych.
Transprojekt na razie jednak ma na głowie mnóstwo zleceń i projektów i chce się skupić na tym, z czego znają go w całej Polsce. A ceny gruntów w Gdańsku i tak jeszcze urosną.
Bartłomiej Rabij