Czytasz dzięki

Prokom nie ma prawie nic

opublikowano: 17-06-2015, 00:00

Nadzorca sądowy uważa, że Prokomu Investments nie stać nawet na upadłość. Zarząd funduszu przekonuje, że tak źle nie jest

Jeszcze kilka lat temu Prokom Investments (PI), były wehikuł inwestycyjny Ryszarda Krauzego, z którego eksmiliarder wycofał się ponad rok temu, był synonimem bogactwa. Dziś musi bronić się przed wnioskami o upadłość, jakie złożyli Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) i syndyk Telewizji Familijnej (TF). „Puls Biznesu” dotarł do sprawozdania wyznaczonego przez sąd tymczasowego nadzorcy Macieja Głowackiego, z którego wynika, że Prokomu… nie stać nawet na upadłość. A to głównie na bazie tego dokumentu sąd zdecyduje, czy ogłosić bankructwo gdyńskiej spółki.

KONSTANCIŃSKIE ŁAZIENKI:
KONSTANCIŃSKIE ŁAZIENKI:
Położona w Konstancinie- -Jeziornie replika pałacu Na Wodzie, umiejscowiona na działce o powierzchni 9,5 ha, była dowodem bogactwa Ryszarda Krauzego i jego Prokomu Investments. Dziś, podobnie jak wszystkie inne nieruchomości Prokomu, obciążona jest hipotekami. Na, bagatela, 185 mln zł.
Robert Gardziński Fotorzepa_Forum

Zostały ostatki

W dokumencie można wyczytać, że PI nie reguluje zobowiązań, zarówno kredytowych, jak i innych. Jego długi to 462 mln zł, a majątek 182 mln zł. Zdaniem nadzorcy strategiczne aktywa funduszu to nieruchomości w Sopocie i podwarszawskim Konstancinie (była posiadłość Ryszarda Krauzego z repliką pałacu Na Wodzie ze stołecznych Łazienek) oraz warte około 120 mln zł akcje notowanych na GPW Biotonu i Polnordu. Wszystkie one, podobnie jak niemal cały pozostały majątek PI, są jednak zabezpieczone rzeczowo, głównie na rzecz banków — zastawami i hipotekami. Wolne od zabezpieczeń są tylko niektóre, mało warte udziały w spółkach zależnych i dzieła sztuki (m.in. rysunki Pabla Picassa oraz obrazy Kędzierskiego, Nowosielskiego, Wyczółkowskiego i Pankiewicza). Tych ostatnich nadzorcy nie udało się jednak znaleźć.

Maciej Głowacki uważa, że większość nieruchomości PI jest trudno zbywalna i m.in. dlatego ocenia, że ewentualna upadłość musiałaby trwać około 6 lat. Zdaniem nadzorcy na przeprowadzenie upadłości potrzeba szacunkowo ponad 6,3 mln zł. I tu pojawia się problem — Prokom nie posiada bowiem środków płynnych na ich pokrycie, a jego liczne konta bankowe są puste lub wykazują debet. Upadłość byłaby więc możliwa, ale pod warunkiem, że początkowo finansowaliby ją… wierzyciele. Najwięksi z nich to obligatariusze PI (115,1 mln zł), Bank PKO BP (96,7 mln zł), Bank Polskiej Spółdzielczości (86,2 mln zł), powiązana z Prokomem spółka Osiedle Wilanowskie (56,6 mln zł) oraz Bank Millennium (29 mln zł). Trudno spodziewać się, by chcieli wykładać dodatkowe pieniądze, szczególnie że np. nieruchomości PI są obciążone wieloma hipotekami i zdaniem nadzorcy tylko wierzyciele wpisani na pierwszych miejscach mają szanse na przynajmniej częściowe odzyskanie długów.

Potencjał wzrostu

Zarząd Prokomu twierdzi, że sytuacja spółki wcale nie jest tak katastrofalna. W przesłanym do sądu upadłościowego piśmie wiceprezesi Tomasz Buzuk i Andrzej Pietraszko przekonują, że spółka nie jest niewypłacalna, a jej majątek — większy od zobowiązań. Ich zdaniem, duży potencjał wzrostowy mają zarówno kursy Biotonu, Polnordu i Petrolinvestu, jak i portfel nieruchomości spółki (m.in. w związku z możliwymi zmianami miejscowych planów zagospodarowania). Szefowie PI przypominają, że w przeszłości fundusz realizował wielkie zyskowne transakcje, takie jak sprzedaż Miasteczka Wilanów (zysk 490 mln zł) czy Prokomu Software (zysk 882 mln zł). Ich zdaniem, „potwierdza to w sposób niezaprzeczalny kompetencje PI i jego zarządzających (…) i pozwala w sposób uprawniony na planowanie podobnej działalności, nawet przy mniej spektakularnych wynikach finansowych, w przyszłości”. Menedżerowie PI przypominają też, że w latach 2008-13 dług w stosunku do banków zmalał o ponad 660 mln zł i że do końca 2015 r. zamierzają im spłacić kolejne 120 mln zł. Podkreślają też, że w 2014 r. Prokom pokazał zyski (13,7 mln zł). Nie zmienia to jednak faktu, że narastająca strata spółki za ubiegłe lata to wciąż prawie 1,3 mld zł!

Niespieszny sąd

Zgodnie z prawem wniosek o upadłość sąd powinien rozpoznać w ciągu dwóch miesięcy. Postępowanie dotyczące PI trwa już prawie pół roku, a końca sprawy nie widać. — Sąd wyznaczył termin rozprawy na 1 października 2015 r. — informuje Tomasz Adamski, rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku. Czekać do października nie chce Joanna Opalińska, syndyk TF, która jako pierwsza, w grudniu 2014 r., złożyła wniosek o upadłość Prokomu, chcąc odzyskać przynajmniej część z prawie 75 mln zł, jakie gdyńska spółka winna jest TF na podstawie prawomocnego wyroku sądu z czerwca 2010 r., za nieobjęcie obligacji telewizji. Zarząd PI twierdzi jednak, że nie jest dłużnikiem TF, bo zobowiązania w stosunku do niej rozliczył, potrącając wierzytelność z tytułu przyszłego wykupu obligacji z obowiązku zapłaty za nie. Ostatnio Sąd Najwyższy przychylił się do tej argumentacji i uchylił niekorzystny dla PI wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. M.in. ten wyrok, ale też ustalenia tymczasowego nadzorcy sądowego co do stanumajątku PI, oznaczające, że szanse na wyegzekwowanie wierzytelności od PI są minimalne, skłoniły Opalińską do zmiany strategii. Wystąpiła do sędziego komisarza TF o wydanie zgody na zawarcie ugody z PI lub sprzedaż wierzytelności za nie mniej niż… 4 mln zł. I taką zgodę dostała. — Zgłaszają się do nas podmioty, zainteresowane przejęciem tej wierzytelności, ale konkretnych ofert brak — przyznaje Krzysztof Żyto, pełnomocnik syndyk TF.

Oświadczenie w „PB”

Drugi wniosek o upadłość PI złożył BGK, którego roszczenie to ponad 19 mln USD (70 mln zł) z tytułu dwa razy większego kredytu, jakiego ten bank udzielił w konsorcjum z PKO BP Petrolinvestowi w 2007 r. Prokom na jego zabezpieczenie przekazał dwie nieruchomości na Pomorzu. BGK jest więc wierzycielem hipotecznym, a nie osobistym PI. To dlatego zarząd PI uważa wniosek banku o upadłość (podobnie jak ten syndyka TF) za całkowicie nieuzasadniony. Nie tylko chce, by oba sąd oddalił, ale też, by dodatkowo zobowiązał syndyk TF do złożenia publicznego oświadczenia, w którym przyzna, iż złożyła wniosek w złej wierze, nie mając ku temu podstaw. Takie oświadczenie miałoby być opublikowane na pierwszej stronie „PB” i na głównej stronie serwisu pb.pl. Wnioski o upadłość sprawiły tymczasem, że cierpliwość straciły banki, finansujące sam Prokom — PKO BP, Millennium i BPS. Wszystkie w ostatnich miesiącach wszczęły egzekucje, a to nie koniec złych informacji dla funduszu. W połowie kwietnia, na wniosek Joanny Opalińskiej, sąd w Gdyni ustanowił też zarządcę przymusowego Prokomu. Wykonanie tego orzeczenia sąd jednak, na wniosek PI, wstrzymał do czasu rozpoznania zażalenia.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane