PAP: Co najmniej 20 rannych policjantów, kilkunastu poszkodowanych górników, zniszczone frontony gmachów resortu gospodarki i SLD - to efekt czwartkowej demonstracji górników, która przeszła przez Warszawę.
Górnicy protestowali przeciw decyzji Kompanii Węglowej o likwidacji czterech kopalń. Według policji, demonstrantów było około 7 tysięcy. Oni sami podawali, że 10 tysięcy. Protest miał przebiegać spokojnie, ale - jak ujęła to potem policja, a sami organizatorzy przyznali - sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Demonstranci zaatakowali najpierw gmach SLD na Rozbrat, potem wśród huku rzucanych petard przeszli pod budynek Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej przy Placu Trzech Krzyży. Fronty budynków zdemolowano. Rzucano kamieniami, koktajlami Mołotowa, zapalonymi szmatami, gumowcami, prętami, styliskami kilofów, drzewcami transparentów i kostką brukową. W ten sposób wybito szyby w holu i oknach obu budynków, obrzucono je też czerwoną farbą.
Przed MGPiPS, a później - kancelarią premiera - grupy protestujących zniszczyły barierki i starły się z policją. Funkcjonariusze użyli gazów łzawiących, armatek wodnych i oddali salwy ostrzegawcze z broni gładkolufowej. Przed Sejmem nie doszło do incydentów. Większość demonstrantów nie udzielała się w zamieszkach, jedynie przeszła całą trasę demonstracji. Ci, którzy bili się z policją, mieli do nich o to żal.
Likwidacja kilku kopalń jest niezbędna dla podtrzymania całej branży - oświadczył w czwartek wicepremier Jerzy Hausner. Zapewnił, że część górników z likwidowanych kopalń będzie zatrudniona w innych, a pozostali skorzystają z programu osłonowego. "Wszyscy mówią o czterech likwidowanych kopalniach, natomiast nie mówi się o kilkudziesięciu innych, które chcemy w ten sposób ratować" - dodał wicepremier.
Szef MSWiA Krzysztof Janik zapewnił, że podczas demonstracji policja na pewno postępuje tak, jak jej pozwala prawo. "Czas skończyć z sytuacją, w której po takiej demonstracji zostaje pobojowisko, a nikt nie jest winny" - zaznaczył.
Demonstrację zabezpieczało 1,2 tys. policjantów - powiedział szef stołecznej policji Ryszard Siewierski. "Nie zakładaliśmy jednak, że demonstracja wymknie się spod kontroli organizatorów" - dodał. Policja już ustala sprawców ataków na policjantów, zdewastowania budynków oraz samochodów. Analizowane są też straty materialne. Doniesienie o przestępstwie skierował już do warszawskiej prokuratury SLD.
Wsparcia protestującym udzieliła miedziowa "Solidarność". Sprzeciwia się ona decyzjom Kompanii Węglowej o likwidacji czterech kopalń. Na Śląsku kilkadziesiąt żon górników z przeznaczonej do likwidacji kopalni "Bolesław Śmiały" i pracownic z powierzchni i administracji zakładu, wspieranych przez górników okupujących Kompanię Węglową, demonstrowało przed Kompanią i Urzędem Wojewódzkim w Katowicach.
Organizatorzy demonstracji - sztab protestacyjno-strajkowy uważa, do pokojowej manifestacji w Warszawie włączyły się grupy "nieokreślonych prowokatorów, których jedynym celem było doprowadzenie do zamieszek". W specjalnym oświadczeniu wyrażono ubolewanie z powodu zranienia kilkunastu górników i policjantów.
"Organizatorzy demonstracji zrobili wszystko, co w ich mocy, aby nie dopuścić do gorszych zajść, w wyniku których byli poszkodowani. Jednak poziom frustracji pracowników kopalń zagrożonych likwidacją, które nawet zdaniem Kompanii Węglowej nie są najgorsze, oraz całej społeczności górniczej trudny jest do opanowania" - oświadczyli członkowie sztabu. (PAP)
: