Przeciąganie cienkiej liny podatkowej

Janusz Lewandowski
opublikowano: 12-06-2006, 00:00

Rząd uzgodnił zmiany podatkowe i zaczęło się liczenie — kto zyskał, kto stracił. Będzie kłopot z politycznym marketingiem, bo trudno w tych propozycjach doszukać się „Polski Solidarnej”. W modnym dziś rozumieniu, pieniądze z podatków to narzędzie ostrej egalitarnej redystrybucji. Od czego jest jednak Sejm, gdzie cała masa „przyjaciół ludu” weźmie sprawę w swoje ręce. Zbieżność w czasie z samorządową kampanią wyborczą ciekawie rokuje...

Istotne jest to, że nawet minister finansów — wcześniej głośna orędowniczka podatkowego przełomu — nie używa już słowa „reforma”. Nie ma żadnej reformy. Jest jałowe gospodarczo przeciąganie liny pomiędzy fiskusem a rozmaitymi grupami podatników. Nie wprowadza to Polski na mapę zauważalnych, przełomowych zmian podatkowych. Sami siebie wymazaliśmy z tej mapy, całkiem dobrowolnie.

Nasze roszady podatkowe przypominają manewry w starej części Europy, gdzie rządy i ludzie są uwiązani przez wielopokoleniowe nawyki Welfare State. Podatkowo jesteśmy tam, chociaż geograficznie należymy do nowej Europy, gdzie wielu rządom starczyło odwagi, by dokonać podatkowej rewolucji. Nieprzypadkowo, właśnie ta część Europy jest dynamiczna i kapitałowo atrakcyjna. Ma to jakiś związek z płaskimi i prostymi podatkami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy