Przybywa młodych osób, które samodzielnie stworzyły dobrze prosperujące biznesy, czasem warte miliony. Jak im się to udało? W wielu przypadkach droga do sukcesu wcale nie była usłana różami, a w dążeniu do celu pomogły rodzinne korzenie.

Do trzech razy sztuka
Zanim Piotrowi Smoleniowi udało się stworzyć biznes przynoszący zysk, dwa razy poniósł porażkę. Pierwszą firmę otworzył na studiach. Zajmowała się oprogramowaniem zintegrowanym z kartą biblioteczną, które miało umożliwiać czytelnikom np. wymianę opinii na temat przeczytanych książek.
— Niestety, biblioteki nie były zainteresowane takim rozwiązaniem — wspomina Piotr Smoleń.
Kolejna próba to ekrany montowane w autobusach, które miały wyświetlać reklamę lokali znajdujących się w pobliżu przejeżdżającego pojazdu.
— Zainwestowaliśmy w ten projekt kilkaset tysięcy złotych, ale szybko okazało się, że nie spełnia on wymagań reklamodawców — mówi Piotr Smoleń.
Biznes został sprzedany z niewielką stratą firmie AMS. Natomiast trzecim podejściem był fundusz inwestycyjny — Turbine Analytics.
— Razem z dwoma kolegami uruchomiliśmy go zaraz po studiach. Już wtedy stwierdziłem, że jeśli ten biznes nie wyjdzie, zatrudnię się w korporacji. Miałem 25 lat i zero doświadczenia w branży TFI, ale uznaliśmy, że fundusz, który dzięki komputerowym algorytmom automatycznie inwestuje na globalnych rynkach, szukając powtarzających się wzorów na giełdach, ma potencjał — opowiada Piotr Smoleń.
Udało się zbudować system informatyczny, pozyskać partnera z branży TFI i w efekcie uruchomić fundusz. Tyle że nikt nie chciał w niego zainwestować.
— Zebraliśmy łącznie 4 mln zł aktywów, co nie pokrywało nawet bieżących kosztów firmy — mówi Piotr Smoleń.
Po roku twórcom Turbine Analytics zaczęły kończyć się pieniądze — i już mieli rozpoczynać karierę na etatach, kiedy nagle zmieniły się przepisy ustawy związane z zarządzaniem ryzykiem dla całej branży asset management.
Łut szczęścia
— Nasz partner, Copernicus TFI, stwierdził wtedy, że nie wierzy w naszą strategię inwestycyjną, ale potrzebuje oprogramowania, które będzie automatycznie zarządzać ryzykiem, co umożliwi mu dostosowanie się do nowych regulacji — opowiada Piotr Smoleń.
To uratowało Turbine Analytics i nieoczekiwanie zmieniło kierunek działania spółki.
— Mieliśmy napisany system do zarządzania ryzykiem pozycji inwestycyjnych na własne potrzeby. Rozwiązywał on problem związany z wdrożeniem nowych przepisów, dlatego szybko udało nam się pozyskać również innych chętnych z branży TFI. Okazało się, że duże firmy informatyczne nie zdążyły z dostosowaniem oprogramowania do nowych przepisów. Byliśmy najszybsi, wdrażaliśmy system w ciągu dwóch tygodni. Ponadto jako pierwsi zrobiliśmy oprogramowanie dla branży finansowej w chmurze. Klientom to się bardzo podobało. Zaczęliśmy dodawać kolejne funkcjonalności, które pomagały w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych — i biznes zaczął się rozwijać — opowiada Piotr Smoleń.
Dzisiaj Turbine Analytics nie należy już do Piotra Smolenia. 100 proc. udziałów kupiła niedawno spółka Proservice Finteco, należąca do globalnego funduszu Oaktree. Dzięki tej transakcji inwestycja w Turbine zwróciła się właścicielowi kilkunastokrotnie. Z naszych informacji wynika, że wartość sprzedaży mogła wynosić od kilkunastu do dwudziestu kilku mln zł. Pieniądze pozwolą Piotrowi Smoleniowi rozwinąć skrzydła na innym polu.
— Od roku rozwijam Data Ventures — fundusz, który inwestuje w młode, technologiczne spółki. Nie udało mi się stworzyć globalnego biznesu, ale chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie i kapitał do tego, żeby pomóc obiecującym start- upom stać się dużymi graczami — mówi Piotr Smoleń.
Siła w rodzinie
Twórca Turbine Analytics wytrwałość w dążeniu do zbudowania własnego biznesu zawdzięcza m.in. rodzinie.
— Mój ojciec od wielu lat prowadzi firmę. Trzy razy w swoim życiu musiał zaczynać biznes od zera. To mi pokazało, że porażka to nie koniec świata. Można się po niej podnieść i iść dalej. Wydaje mi się, że z takim doświadczeniem znacznie łatwiej jest ryzykować — opowiada Piotr Smoleń.
Podobnego zdania jest Sebastian Maśka, prezes i współzałożyciel Versum, systemu do zarządzania salonami piękności, który działa zaledwie kilka lat, a jest już obecny w 36 krajach na świecie.
— Rodzice od ponad 20 lat prowadzą firmę handlującą wyrobami stalowymi. Już będąc w szkole sprzedawałem różne rzeczy i chciałem mieć własny biznes. Kiedy wchodziłem na ścieżkę zawodową, rodzice byli jeszcze w sile wieku i mogli z powodzeniem samodzielnie zarządzać firmą. Pomyślałem, że to dobry czas, żeby stworzyć coś własnego. W końcu, nawet jeśli by się nie udało, liczyłem na to, że będę mógł dołączyć do rodzinnej firmy — opowiada Sebastian Maśka.
Nie musiał martwić się także o pieniądze na start.
— Kiedy Versum zaczęło się rozwijać i potrzebne nam były pieniądze, mogliśmy liczyć na pożyczkę od rodziny — mówi Sebastian Maśka.
Ambicje
Jego pierwszy biznes — internetowa platforma dla branży finansowej — nie był strzałem w dziesiątkę. Firma działała, ale bez widoków na większy sukces. Na pomysł Versum wpadł zupełnie przypadkiem, na trzecim roku studiów, kiedy jego dziewczyna umówiła się na wizytę do salonu fryzjerskiego, a na miejscu okazało się, że na tę samą godzinę jest umówiony także ktoś inny.
— Razem z Pawłem Kantyką, moim wspólnikiem, postanowiliśmy stworzyć elektroniczny kalendarz z bazą klientów, który ułatwiłby umawianie wizyt w salonach piękności. Dodaliśmy też opcję umawiania wizyt online — opowiada Sebastian Maśka.
Jednak podczas rozmów z klientami okazało się, że ta ostatnia funkcja zupełnie ich nie interesuje.
— Zmarnowaliśmy czas i pieniądze na jej stworzenie. Do dzisiaj umawianie wizyt online stanowi zaledwie ułamek naszego biznesu, chociaż ich liczba rośnie w ostatnim czasie, głównie za sprawą portalu rezerwacyjnego dla branży hair & beauty, czyli moment.pl. Salony piękności chętnie korzystały z narzędzi do zarządzania, jakie wtedy oferowaliśmy. Zgłaszały nam także swoje potrzeby i pomysły na kolejne funkcjonalności. W efekcie powstał cały system operacyjny dla branży beauty, który jest w stanie kompleksowo wspierać zarządzanie salonami — opowiada Sebastian Maśka.
Zarówno on, jak i Piotr Smoleń wciąż marzą o stworzeniu globalnego biznesu. Oboje przedsiębiorczość mają we krwi — dzięki przedsiębiorczym rodzicom. Ale mierzą wyżej niż oni. Versum Sebastiana Maśki jest obecne w 36 krajach i obsługuje ponad 9 mln konsumentów. Z jego rozwiązań korzysta ponad 26 tys. specjalistów na świecie. Firma w ciągu 2017 r. zwiększyła zatrudnienie z 30 do 70 osób. Piotr Smoleń lada chwila uruchomi nowy, większy fundusz, dzięki pieniądzom pozyskanym ze sprzedaży Turbine Analytics. Stawia na działalność międzynarodową — zamierza szukać projektów z potencjałem nie tylko w Polsce, ale również w krajach ościennych.