Pracę w nadgodzinach deklaruje niemal 75 proc. badanych przez Hays Poland. Większość zabiera robotę do domu i nawet w weekendy wykonuje obowiązki zawodowe. Pracodawcy zacierają ręce, widząc w tym rozwiązanie problemów kadrowych. Ale ich korzyści mają krótkie nogi. 62 proc. pracujących w nadgodzinach skarży się na dolegliwości zdrowotne, zmęczenie i przepracowanie.
Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający Hays Poland, twierdzi, że nadgodzinysą następstwem wielu czynników: niesatysfakcjonującej efektywności, nieodpowiedniej strategii zarządzania personelem, złej organizacji. Dużo zarzucić można kadrze kierowniczej, ale zatrudnieni też nie są bez winy.
— Polska kultura przyzwala na częste wyjścia w czasie pracy, które mogą wzmagać problemy z koncentracją. To się przekłada na wydłużenie czasu potrzebnego na realizację zadań, tym samym zwiększając prawdopodobieństwo godzin nadliczbowych — tłumaczy Michał Młynarczyk.
Najczęstszymi przypadłościami osób biorących nadgodziny są irytacja (65 proc.), brak sił i apatia (46 proc.), dekoncentracja i kłopoty ze snem (45 proc.).
Respondenci wskazywali również na bóle głowy i żołądka, niską odporność i problemy z kręgosłupem. Przemęczenie i stres często prowadzą do wypalenia. Niemniej jego ofiarami częściej są szeregowi pracownicy i menedżerowie. Badający to Adam Grant, profesor w Wharton Business School, twierdzi, że nie tyle nadmiar obowiązków czy zawodowa presja powoduje nadmierną eksploatację organizmu, ile to, że zatrudniony nie ma wpływu na liczbę i rodzaj obowiązków. Szefowie w większym stopniu mogą decydować o swojej pracy, co chroni ich przed wyczerpaniem.