Przesunięte granice

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 25-09-2009, 00:00

Bywa że wewnętrzny głos próbuje nas ostrzec. Warto go posłuchać i przyjrzeć się sytuacji z dystansu. Na tyle chłodno, na ile się da. Nie należy bagatelizować ostrzeżeń, choćby po to, by po jakimś czasie nie wyrzucać sobie braku troski o siebie.

Im zdrowszy człowiek, tym szybciej i skuteczniej podejmie decyzję o rezygnacji z relacji, w której czuje się krzywdzony — takie zdanie wygłosiła niedawno pewna znana mi pani psycholog. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że może coś w tym jest.

Nie mam na myśli decyzji pochopnych, powodowanych kapryśną naturą, lecz wynikające z poczucia krzywdy i przemyślane. Taki krok może dotyczyć każdej relacji — małżeństwa, przyjaźni, zmiany pracy.

Z jednej strony, reagowanie na każdy konflikt czy trudność natychmiastowym zerwaniem kontaktu jest formą ucieczki i może doprowadzić do życia na pustyni. Z drugiej jednak, trwanie latami w toksycznej relacji lub relacjach to działanie przeciwko sobie. Zabiera energię, siły, poczucie sprawczości i wpływu na własne życie.

Wszystko jest kwestią granicy, a ta u każdego przebiega w innym miejscu.

Niestety, jeśli zdarzy się nam wejść w toksyczną relację, często zaczynamy tę granicę przesuwać — powoli, krok po kroku, aż w końcu okazuje się, że pozwalamy na coś, na co się wewnętrznie nie zgadzamy, ale nie wiemy, co z tym teraz zrobić. Pojawia się zagubienie, często strach, poczucie psychicznego paraliżu uniemożliwiającego działanie, decydowanie czy choćby wyrażenie sprzeciwu.

Jeszcze trochę — myślimy — jeszcze poczekam, jeszcze ustąpię... I znów granica się przesuwa. Ktoś z zewnątrz powie: zrób coś, nie możesz na takie traktowanie pozwolić, działaj, bo może być za późno. Łatwo powiedzieć, o wiele trudniej zrobić. Niekiedy muszą minąć lata, nim w ogóle się zorientujemy, że dzieje się coś złego. Przez ten czas rezygnujemy z wielu ważnych dla siebie spraw, cichniemy w wyrażaniu sprzeciwu. Później, gdy sprawa dociera do świadomości, pojawia się przerażenie i brak pomysłu, w jakim kierunku podążać. Wtedy łatwo się wycofać, odsunąć od siebie wszystko, co niepokoi, zamknąć oczy i skoczyć na jeszcze głębszą wodę.

Rozmawiałam z kobietą uwikłaną w taką relację. Granica jest już tak przesunięta, że nie ma się gdzie cofać, nie ma już nic do oddania. Widzi, co się dzieje w jej życiu, umie to nazwać, wie, co chciałaby zrobić, ale nie może ruszyć z miejsca. Ta niemoc jest dla niej najtrudniejsza.

Toksyczne relacje wiążą ludzi bardzo mocno. Wypalają, niszczą, ale im bardziej tak jest, tym ściślejszy węzeł, więc wyplątanie wydaje się niemożliwe. Ale subiektywne przeżycia przeczą, że nie ma wyjścia. Kobieta z tej opowieści czuje się jak zahibernowana, inna mówi, że czeka na cud, na coś, co się wydarzy poza nią, pomoże podjąć decyzję i pozwoli jej przejąć ster własnego życia. Jeszcze ktoś inny wiele lat był w takiej relacji z przełożonym. Lata pracy w jednej firmie zupełnie rozstroiły jego emocje, które falowały w rytm emocji obcego człowieka. W końcu zmienił pracę, lecz głos tamtego wciąż odzywa się w jego głowie.

Bywa że zerwanie relacji nie pomaga w oczyszczeniu się albo nie pomaga automatycznie i od razu. Echa tych doświadczeń niekiedy wracają latami. Im bliżej z kimś jesteśmy, im bardziej bezkrytycznie ufamy, tym łatwiej przeoczyć znaki ostrzegawcze.

Jak zatem nie wplątać się w taką relację? Najmniej narażeni są ludzie o stabilnym i pozytywnym poczuciu własnej wartości, którzy wiedzą, gdzie przebiegają ich granice i potrafią je chronić. Z tego wynika szacunek dla siebie, uznanie wartości swego życia, troska o zdrowie, także psychiczne. Łatwiej i szybciej umieją rozpoznać zagrożenie i przeciwdziałać wchłonięciu przez drugiego człowieka, jego oczekiwania, niszczące zachowania.

W tym sensie moja znajoma miała rację. Rzeczywiście, naturalne jest niepozwalanie na wyrządzenie sobie krzywdy, odruch samoobrony, głośny sprzeciw wobec każdej próby nadużycia. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane