Polscy przetwórcy żywności mają wiele do zrobienia, aby sprostać unijnym wymaganiom. Niektórym grozi wykluczenie z rynku.
Aby polskie firmy produkujące żywność mogły funkcjonować na wspólnym unijnym rynku, muszą spełniać standardy związane z bezpieczeństwem żywności. Gwarancją jest m.in. wdrożenie obowiązującego w UE skomplikowanego systemu wewnętrznej kontroli produkcji HACCP (dyrektywa o ogólnej higienie 93/43). Małym pocieszeniem jest to, że nie we wszystkich państwach członkowskich jest on ściśle stosowany. Nowi członkowie są zwykle pod szczególną lupą Unii, a i zapóźnienia w tym względzie mamy niemałe.
Największym wyzwaniem będą koszty. Według badań Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego, największe trudności z wprowadzeniem HACCP będą miały małe i średnie firmy przemysłu mięsnego. Koszt uzyskania certyfikatu HACCP dla jednego zakładu oszacowano na 1,2 mln zł, pozostałe działania dostosowawcze pochłoną 4 mln zł. Firmy mogą korzystać ze wsparcia z programu SAPARD, ale niewielu przedsiębiorców na to stać.
Zdaniem Jana Dzięciołowskiego, eksperta z Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, dodatkowym kłopotem będzie utylizacja odpadów pochodzenia zwierzęcego, w tym szczególnie będących źródłem ryzyka chorób zakaźnych.
Z około 67 firm utylizacyjnych 25 ma szanse zdążyć z modernizacją do 1 maja 2004 r. Bez rozwiązania tego problemu większość zakładów mięsnych może być zagrożona wstrzymaniem produkcji.
Zgodę na zakończenie prac dostosowawczych już po wejściu do Unii otrzymało jedynie 113 mleczarni (do końca 2006 r.) oraz 332 zakłady przemysłu mięsnego i drobiarskiego (do końca 2007 r.) Reszta albo dostosuje się do dnia akcesji, albo wypadnie z rynku. Taki los czeka około 1,4 tys. rzeźni.
Firmy korzystające z okresu przejściowego musiały przygotować programy prac dostosowawczych, których przebieg będzie kontrolowany nie tylko przez polską administrację, ale i Komisje Europejską. Nie wiadomo jednak czy korzyści, wynikające z odłożenia wydatków, zrekompensują trudności związane z zakazem importu. W wyniku negocjacji uzgodniono, że firmy znajdujące się na liście uprawnionych do modernizacji po akcesji będą mogły sprzedawać produkty tylko w Polsce. Wyroby te będą musiały być opatrzone oznakowaniami, że nie odpowiadają normom sanitarnym UE. Taka informacja może doprowadzić do bankructwa.
— Trudno sobie wyobrazić, by Unia przegapiła polskie niedociągnięcia weterynaryjno-sanitarne, zwłaszcza że po zawirowaniach chorobowych kondycja tamtejszych zakładów osłabła. Powołujac się choćby na nierówne traktowanie, UE mogłaby uruchomić klauzule ochronne, co oznaczałoby np. ponowne nałożenie ceł lub wstrzymanie eksportu z Polski —uważa Jan Dzięciołowski.