Przewoźnicy, co nie chcą Niemca

Czy po akcji „Jedz jabłka na złość Putinowi” mamy: „Kupuj polskie naczepy w proteście przeciw MiLoG”? Ale teraz to nie „PB” jest inicjatorem

W pierwszym kwartale 2014 r. polscy przewoźnicy kupili 4079 ciężarowych naczep o dopuszczalnej masie całkowitej (dmc) ponad 3,5 tony. Wzrosła sprzedaż niemal wszystkich producentów tych pojazdów (na 15 ujętych w zestawieniu tylko jednemu spadła — o 2,5 proc.). Rynkowy lider, niemiecka spółka Krone, sprzedał więcej aż o ponad 38 proc. Pierwszy kwartał tego roku był już gorszy. Sprzedano 3842 naczepy, a lider stracił 18,6 proc. Spadek zaliczył też wicelider, niemiecki Schmitz Cargobull. Zyskali za to polscy producenci: trzeci w zestawieniu Wielton i piąty — Bodex.

PATRIOTYZM:
Zobacz więcej

PATRIOTYZM:

Część przewoźników nie chce kupować niemieckich naczep. Ma to być ich odpowiedź na uderzające w ich interesy niemieckie przepisy o płacy minimalnej. TOMEK PIKUŁA

Zakupowa zmowa?

Oficjalnie powodem spadku sprzedaży ciężarowych naczep jest mniejszy popyt wynikający m.in. z załamania rynku wschodniego i wprowadzenia nowych norm paliwowych.

— W związku ze zmianą normy Euro w końcówce 2013 roku bardzo dużo klientów kupiło ciągniki spełniające normę Euro 5, dlatego na początku roku 2014 uzupełniali do nich naczepy i stąd była wtedy taka duża sprzedaż — uważa Tomasz Kujawa, członek zarządu i dyrektor handlowy Krone. Dodaje, że słyszał o bojkocie niemieckich producentów przez polskich przewoźników.

— Ale my nie odnotowujemy z tego powodu spadku zamówień, czego dowodem jest nasza pozycja lidera sprzedaży po pierwszym kwartale 2015 roku — twierdzi Tomasz Kujawa.

Część przewoźników przyznaje jednak, że dostali pisma namawiające do wyboru polskich zamiast niemieckich naczep. Akcję miało zainicjować środowisko przewoźników w odpowiedzi na niemieckie przepisy o płacy minimalnej, tzw. MiLoG (od niemieckiego Mindestlohngesetz).

— Słyszałem też, że część firm transportowych na Śląsku postanowiła nie kupować niemieckich naczep i ciągników siodłowych. My nie podjęliśmy bojkotu, bo nie widzę za bardzo sensu takiego działania. Nie jesteśmy zadowoleni z nowego prawa obowiązującego w Niemczech, ale wątpię, żeby bojkot niemieckich dostawców mógł wpłynąć na decyzję ich rządu. Nasze naciski kierujemy na parlament europejski. Uważam, że tylko tam można wywalczyć korzystne dla branżytransportowej decyzje — mówi Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający Dartomu.

Dobre, bo polskie

Coś jednak na rzeczy jest. Bo gdy niemieccy producenci tracą, to zyskują polscy.

— Początek roku wygląda bardzo obiecująco. Dostaliśmy więcej zamówień niż rok wcześniej. Zbiegło się to w czasie ze sprawą niemieckich przepisów. Wierzę jednak, że większe zainteresowanie naszymi naczepami wynika z ich wysokiej jakości. A nasi klienci doceniają to, że pieniądz wydany na krajowy produkt do nich wraca — komentuje Jarosław Andrzej Szczepek, prezes Wieltonu.

Piotr Ogrodowicz, dyrektor handlowy tej spółki, podkreśla, że jako jedyna z czołówki odnotowała wzrost sprzedaży, jeśli porównać pierwsze kwartały dwóch ostatnich lat.

— To naturalnie spowodowało wzrost naszego udziału w rynku. Cieszy, że nasi stali klienci wciąż są z nami, a połowa zamówień w tym roku pochodzi od nowych odbiorców — mówi Piotr Ogrodowicz.

Czy powodem jest rzeczywiście akcja przewoźników?

— Jeden z moich nowych klientów poinformował niemieckiego producenta naczep, że w związku z przepisami dotyczącymi płacy minimalnej kierowców będzie teraz kupował produkty polskiego producenta — mówi anonimowo handlowiec sprzedający naczepy. A duży polski przewoźnik Link na nasze pytanie odpowiedział, że kupuje w 2015 r. 100 naczep marki Wielton, bo spełniają najwyższe normy jakościowe.

„Link to firma z całkowicie polskim kapitałem. Dbamy o tworzenie pozytywnego wizerunku polskiego transportu na całym rynku europejskim oraz szanujemy zasady uczciwej konkurencji. W opinii Zarządu LINK Sp. z o.o. działania niemieckiego rządu i ustawa MiLoG zdecydowanie naruszają zasady uczciwej konkurencji w stosunku do polskich firmy transportowych” — czytamy w piśmie firmy [pisownia oryginalna — red.].

Konsumencka siła

W UE działa około 590 tys. firm transportowych, z czego niemal 146 tys. w Polsce. W transporcie drogowym krajowym i międzynarodowym Polska ma drugą po Niemczech pozycję z 222,3 mld tonokilometrów. Komisja Europejska podaje, że w 2011 r. obroty firm transportowych w Polsce wyniosły ponad 39 mld euro, czyli są równe PKB Litwy. Pod względem przychodów polscy przewoźnicy zajmują jednak w UE dopiero 10 pozycję. Liderami są Niemcy z przychodami 256 mld euro. Transport i branże z nim związane są jednym z najważniejszych pracodawców w Europie — dają zatrudnienie ponad 11 mln osób (w Polsce — prawie 740 tys.).

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Przewoźnicy, co nie chcą Niemca