Gazela Biznesu Automatic Systems Engineering
Mieszkańcy Puław, Trzebini czy Tarnowa śpią spokojnie dzięki firmie, która zabezpiecza zakłady chemiczne i rafinerie w tych miastach.
Dariusz Jachowicz, założyciel ASE, do pracy nie zajeżdża srebrnym mercedesem, lecz pokonuje 25 km na rowerze. Po godzinach wydaje miesięcznik dla windsurfingowców. Większość z około 40 pracowników jego firmy pracuje „od zawsze”, a „rotacja kadr” to określenie słabo im znane.
— Jesteśmy firmą XXI wieku. Wyróżnia nas zadaniowy system zarządzania i płaskie struktury. To nie jest fabryka, gdzie struktury są sztywne. Nie jestem klasycznym typem szefa. Pełnię raczej funkcje doradcze. Przy wielu zadaniach zespoły pracują same, beze mnie. Na wiele pracownikom pozwalam, ale również wiele od nich wymagam — mówi założyciel i prezes firmy, z ogniem, od którego samemu nietrudno zapłonąć.
Właśnie spośród takich ognistych zapaleńców Jachowicz rekrutuje pracowników. Dotyczy to nie tylko prac projektowych — wśród zatrudnionych w firmie inżynierów natknąłem się na jeszcze siedmiu rowerzystów.
Coraz lepsza marka
18 lat temu Polska stała u progu wielkich przemian ustrojowych, a Dariusz Jachowicz skończył studia na Politechnice Gdańskiej. Zastanawiał się, w ilu państwowych molochach usłyszy, że pracy dla inżynierów w Trójmieście nie ma. Zawsze lubił majsterkować, liczyć i z przyjemnością wspominał czas spędzony na studiowaniu i projektowaniu na wydziale maszyn. Postanowił otworzyć własny biznes. Wystartował w 1990 r. Jak przystało na innowatora — zaczynał w garażu.
— Wykonywaliśmy różne rzeczy związane z szeroko pojętą elektryką. Z czasem wyspecjalizowaliśmy się w projektach związanych z bezpieczeństwem przeciwwybuchowym i dostarczaniu urządzeń do stref zagrożonych wybuchem — tak Dariusz Jachowicz wspomina początki.
Firma zdobywała coraz lepszą markę, a wraz z nią przychodziły zlecenia za coraz większe pieniądze. Dziś przedsiębiorstwo pracuje dla Lotosu, Orlenu, Naftoportu, Polpharmy, Zakładów Chemicznych Rokita oraz wszystkich większych zakładów azotowych i rafinerii. ASE wykorzystuje nisze, do których gigantom z branży zabezpieczenia produkcji przemysłowej nawet nie chce się zajrzeć. Specjalizują się w stosowaniu automatyki w tzw. strefach Ex, czyli w miejscach szczególnie podatnych na eksplozje. Firma zajmuje się zarówno instalowaniem elektronicznych zabezpieczeń wspomagających ochronę przechowywania chemikaliów, gazu ciekłego, ropy, jak i pomiarami, systemami ostrzegania, projektowaniem instalacji, a także szkoleniem ze stosowania najnowszych rozwiązań automatyki w strefach zagrożonych wybuchem. Wdrażane przez nią technologie zabezpieczają nawet zbiorniki wypełnione jednym z najbardziej śmiercionośnych — fosgenem.
— Chcemy robić rzeczy wysokiej jakości. Nie zamierzamy zatrudniać setek nowych ludzi, rozbudowywać oddziałów, łapać na siłę zleceń, bo to spowoduje spadek jakości usług — podkreśla szef ASE, ale zaraz uzupełnia, że jego firma jest liderem na rynku.
Grunt to wiedza
Największy udział w sukcesie firmy Dariusza Jachowicza ma wiedza. Dlatego ASE chętnie ściąga na praktyki najlepszych studentów Politechniki Gdańskiej, a gdy się sprawdzą, oferuje im posadę. Firma wciąż potrzebuje automatyków, elektroników, ale również chemików, fizyków i informatyków. Poza częścią administracyjną każdy pracownik ASE — zarówno w gdańskiej centrali, jak i w każdym z sześciu oddziałów firmy — jest inżynierem.
Pracownicy ASE niemal bez przerwy biorą udział w szkoleniach. Najczęściej u największych zagranicznych partnerów firmy, czyli w Saabie i niemieckim koncernie R. Stahl, którego ASE jest oficjalnym przedstawicielem. Ci pierwsi szkolą pomorskich inżynierów m.in. z korzystania z technologii radarowej, za to koncern R. Stahl uczy ich wykorzystywania najnowszych technologii do bezpiecznego instalowania urządzeń elektrycznych w miejscach szczególnie narażonych na wybuchy i pożary.
ASE dba o wizerunek firmy innowacyjnej. Organizuje konferencje naukowe poświęcone najnowszym technologiom wykorzystywanym w przestrzeniach zagrożonych wybuchem oraz zabezpieczeniu baz paliw, a także wydaje specjalistyczny miesięcznik „Magazyn Ex”. Firma współpracuje z uczelniami oraz instytucjami naukowymi, od Politechniki Gdańskiej i Akademii Morskiej po Główny Instytut Górnictwa i Politechnikę Śląską. Solidnie wzięła się też do organizacji szkoleń — nie tylko dla speców od zabezpieczenia produkcji w zakładach przemysłowych, ale też strażaków czy pracowników Urzędu Dozoru Technicznego.
Radary sprawdzają, ile smoły jest w piekle
Kiedy tak wiele jest firm
wąsko wyspecjalizowanych,
potrzebni są także ci, którzy prezentują całościową ofertę.
ASE należy do grona tzw. integratorów działających w branży firm automatycznych. Ich działalność polega nie tylko na projektowaniu i scalaniu wielu, różnych rozwiązań i urządzeń, które można z powodzeniem zastosować w zabezpieczeniu produkcji w firmach szczególnie narażonych na eksplozję. Zajmują się także kompleksowo sprzedażą urządzeń wykorzystywanych w strefie Ex, ich montażem oraz produkcją. Od futurystycznych gniazd elektrycznych po skomplikowane panele operatorskie, za pomocą których można śledzić procesy produkcyjne nawet najbardziej niebezpiecznych substancji chemicznych.
Jednym z najchętniej kupowanych rozwiązań ASE jest radarowy pomiar poziomu lub objętości paliw czy chemikaliów. Radary wykorzystywane w takich rozwiązaniach dostarcza znany producent samolotów (m.in. myśliwca Grippen) oraz technologii nawigacyjnej i naprowadzającej Saab. ASE zajmuje się instalacją, oprogramowaniem i dostosowaniem radarów do potrzeb klienta. Taką technologię, znaną jako FMCW (fala ciągła z modulacją częstotliwości), jeszcze do niedawno wykorzystywały tylko wojska rakietowe i lotnictwo. Pozwala ona na dokładne obliczenie odległości z precyzją poniżej 1 mm. ASE stosuje FMCW do pomiaru napełniania zbiorników oraz kontrolowania stanu znajdujących się w nich: ropy, ciekłego gazu, czy rozgrzanych do bardzo wysokiej temperatury bitumenów i asfaltów. Dzięki umieszczeniu radaru na pokrywie zbiornika nie trzeba otwierać potężnych kadzi.
Rekwizyty strefy ryzyka
Miejsca, w których szczególnie łatwo o eksplozję, nazywane są strefą Ex.
Są miejsca, w których nawet wibracja telefonu komórkowego może doprowadzić do gigantycznej katastrofy. Moment nieuwagi i rafineria lub zakłady chemiczne przechowujące śmiercionośny fosgen staną w płomieniach.
Strefy Ex dzielą się na trzy kategorie (ZO, Z1 i Z2), zależnie od poziomu zagrożenia eksplozją.
W takich miejscach nawet obudowy lamp, świetlówek, czy telefonów stacjonarnych muszą być odporne na działanie czynników chemicznych oraz wysokiej temperatury, przekraczającej 60 st. Celsjusza. Gniazda i wtyczki do przewodów stosowane w strefie Ex mogą kosztować nawet 500 zł za sztukę. Od niedawna na rynku są także specjalnie przystosowane telefony komórkowe, które można użytkować bez obawy o wywołanie katastrofy. Wytwarza je m.in. niemiecka firma Ecom Instruments. Do czyszczenia powierzchni przemysłowych w zakładach narażonych na eksplozję potrzeba odrębnych odkurzaczy z systemem antystatycznym z odprowadzaniem ładunków. Nawet pospolite narzędzia, takie jak młotki czy klucze, muszą być nieiskrzące, niemagnetyczne i mieć dożywotnią gwarancję. Skrzyneczka zawierająca młotek, przecinak, dwa śrubokręty, szczotkę ręczną i klucz nastawny kosztuje około 1250 zł, czyli prawie 10 razy więcej niż zwykły taki zestaw w markecie budowlanym.
Bartłomiej Rabij



