PSE SZUKA SPOSOBU NA KONTRAKTY
INICJATYWA: PSE, zarządzane przez Krzysztofa Żmijewskiego, zajęły się rozwiązywaniem problemu kontraktów, chcąc zapewnić sobie wpływ na decyzje w tej sprawie. fot. Grzegorz Kawecki
Już za dwa-trzy tygodnie PSE powinny rozstrzygnąć przetarg na firmę doradczą, która opracuje szczegółową koncepcję pozbycia się długoterminowych kontraktów na zakup energii elektrycznej. Jeśli w najbliższym czasie nie rozwiąże się przynajmniej części umów, ich udział w rynku energii przekroczy 80 proc.
Komisja przetargowa wyłoniła już firmy doradcze, które znalazły się na krótkiej liście. Zarząd PSE powinien zatwierdzić jej decyzję w przyszłym tygodniu. Na razie Polskie Sieci nie ujawniają nazw firm doradczych zakwalifikowanych do następnego etapu.
Kula u nogi
Długoterminowe kontrakty zobowiązują PSE do zakupu energii od producentów, po z góry ustalonej cenie. Kontrakty miały zagwarantować elektrowniom przychody umożliwiające spłatę kredytów inwestycyjnych. Poniewczasie okazało się, że rozwiązanie to ma trudne do przełknięcia skutki uboczne. Z powodu zakontraktowania energii, większość elektrowni nie może sprzedawać swoich produktów na wolnym rynku. Ponadto nie da się ograniczyć roli PSE do świadczenia usług przesyłowych.
Pożyczka na spłaty
W opinii Krzysztofa Żmijewskiego, prezesa PSE, najlepszym sposobem pozbycia się znacznej części kontraktów byłaby emisja euroobligacji o wartości 1-1,2 mld USD. Środki uzyskane ze sprzedaży papierów, PSE przeznaczyłyby na natychmiastową spłatę zobowiązań wynikających z umów.
Omijanie problemu
Jak twierdzi Jerzy Łatkowski, wicedyrektor Departamentu Energii w Ministerstwie Gospodarki, koncepcja PSE nie podoba się resortowi finansów. MF uważa, że emisja obligacji o takiej wartości mogłaby zachwiać polskim systemem finansowym. Resort przekonuje też, że emitentem papierów dłużnych nie powinien być operator sieci przesyłowej, lecz wyspecjalizowana instytucja finansowa. Dyrektor Łatkowski zapewnia, że MG skłania się ku opinii MF. MG proponuje też, by na początku pozbyć się umów elektrowni prywatyzowanych w pierwszej kolejności takich jak Połaniec czy Rybnik. Ich kontrakty możnaby rozwiązać, obligując inwestorów do spłaty kredytów. Koncepcja ta nie rozwiązuje jednak problemu dwóch najtrudniejszych kontraktów wiążących elektrownie Bełchatów i Opole. Pierwszy z producentów traci, sprzedając energię zbyt tanio. W efekcie nie jest w stanie zgromadzić środków na niezbędne w niedalekiej przyszłości inwestycje. Mimo to nie zanosi się na rozwiązanie niekorzystnej dla Bełchatowa umowy. Najtańszy kontrakt równoważy najdroższy — zawarty między PSE a Elektrownią Opole. Wysokie ceny energii (jakich firma nie ma szans uzyskać na wolnym rynku) to dla opolskiej spółki jedyna szansa na spłatę wielomiliardowego kredytu inwestycyjnego. Po cichu resort gospodarki ma nadzieję, że dla spółki uda się znaleźć inwestora, który przejmie ją wraz z długami i być może zechce co nieco dopłacić. Ostatnio swoje zainteresowanie prywatyzacją zadłużonej elektrowni deklaruje spółka hiszpańskiego koncernu energetycznego Endesa.