Niebezpieczne rozmiary psucia prawa

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-01-27 20:00

Chaos prawny jest na najwyższym poziomie od lat. Widać to w miesięcznych badaniach GUS dotyczących barier rozwoju. Psucie prawa zaczyna przybierać niebezpieczne rozmiary.

Wygląda na to, że mamy namacalne dowody, iż chaos prawny związany ze zmianami podatkowymi jest nie tylko rzeczywistością medialną, ale również czynnikiem faktycznie zaburzającym działalność przedsiębiorstw. Z comiesięcznego badania koniunktury wynika, że skokowo wzrósł odsetek firm, dla których niepewność regulacyjna stanowi barierę rozwoju. Nie sądzę, by był to czynnik, który może w krótkim okresie wyrządzić istotne szkody makroekonomiczne, tym bardziej że dużo potężniejsze zjawiska czają się na horyzoncie. Jest to jednak przejaw zaskakującej dysfunkcji administracji, która na poziomie mikro może być w wielu dziedzinach bardzo szkodliwa.

Odsetek firm, które raportują niepewność regulacyjną jako barierę rozwoju, przekroczył 50 proc. we wszystkich istotnych sektorach gospodarki. Na wykresie pokazuję, że wzrost tego odsetka w ostatnich miesiącach jest ogromny, a największy ruch nastąpił styczniu.

Styczeń często przynosi nieoczekiwane wahania w badaniu GUS, bo zmianom ulegają próby statystyczne. Jednoczesny ruch wskaźnika we wszystkich sektorach sugeruje jednak, że jakiś problem faktycznie ciąży firmom. Oczywistym kandydatem są zmiany podatkowe wprowadzone m.in. w ramach tzw. Polskiego Ładu. Zostały wprowadzone w sposób chaotyczny i zawierający wiele luk prawnych. Chaos był na tyle duży, że premier Mateusz Morawiecki zdążył już obiecać, że część podatników będzie mogła rozliczać się na starych zasadach.

Moim zdaniem problem trzeba podzielić na trzy części. Z jednej strony zmiany wysokości stawek podatkowych, które dla większości pracowników są korzystne, ale dla osób zarabiających powyżej 12-13 tys. zł brutto niekorzystne. Jest to czysta redystrybucja, która może wywoływać kontrowersje polityczne, ale z ekonomicznego punktu widzenia powinna mieć neutralny wpływ na działalność firm. Rozumiem oczywiście frustrację osób o ponadprzeciętnych dochodach, ale nie sądzę, by był to czynnik, który można serio potraktować jako barierę rozwoju.

Z drugiej strony mamy efekty fiskalne, które są ewidentnie niekorzystne dla dużych miast rządzonych przez partie opozycyjne. Rząd przerzucił koszty reformy na samorządy, które mają znacznie mniejsze zdolności zadłużania niż budżet centralny, więc jest to ruch bardzo kontrowersyjny. Tym bardziej że nie towarzyszy mu żadna głębsza i usystematyzowana reforma finansowania samorządów. To też nie jest jednak bieżący problem biznesowy.

Mamy wreszcie problem chaosu prawnego. I to jest, jak sądzę, problem najpoważniejszy. Przyjęcie ustaw, które wymagają notorycznego naprawiania, tworzy nie tylko problemy operacyjne dla firm, które nie wiedzą, w jaki sposób rozliczać wynagrodzenia pracowników, ale przede wszystkim podważa zaufanie do prawodawcy, do procesu legislacyjnego, do uczciwości administracji publicznej. Zmiany podatkowe są właściwie kulminacją procesu psucia prawa, o którym pisałem trzy lata temu. Ustawy przyjmowane są coraz szybciej, bez należytych analiz, bez refleksji. Państwo staje się jedynie maszynką pomocniczą partii rządzącej. Rola prawa jako systemu ochrony obywateli i regulacji życia społecznego właściwie zanika. Prawo staje się tylko instrumentem bieżącego transferowania pieniędzy do elektoratu i zarządzania poparciem.

Jeżeli ktoś sądzi, że takie państwo będzie umiało identyfikować zagrożenia, tworzyć plany reakcji, identyfikować szanse czy budować strategie, to jest w bardzo dużym błędzie. Myślę, że co do tej konkluzji możemy się wszyscy zgodzić, bez względu na poglądy polityczne.