Pudrowany budżet na rok wyborczy

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-08-30 20:00

Rząd przedstawił projekt budżetu państwa na 2023 r., który zawiera też przewidywania dotyczące sytuacji gospodarczej i kondycji całych finansów publicznych (oprócz budżetu państwa są to też samorządy, ubezpieczenia społeczne oraz różne agencje i fundusze). Obraz wyłaniający się z tego projektu jest taki, że choć ogólny stan finansów jest niezły, to całość spina się głównie dzięki wysokiej inflacji i pudrowaniu niektórych elementów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Oceniając sytuację finansów publicznych, zawsze warto zadać sobie dwa podstawowe pytania, które podchodzą do państwowej kasy z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze, czy budżet i całe finanse publiczne dobrze odpowiadają na wyzwania makroekonomiczne kraju związane ze wzrostem gospodarczym, bezrobociem, inflacją, bezpieczeństwem finansowym? Po drugie, czy budżet dobrze redystrybuuje dochody — czy podatki są zbierane w sposób optymalny i sprawiedliwy oraz czy wydatki są dobrze alokowane z punktu widzenia potrzeb kraju? Jak łatwo się domyślić, pierwsze pytanie ma charakter raczej czysto ekonomiczny, drugie znacznie bardziej wkracza w strefę polityki i wartości. Dlatego generalnie ekonomistom łatwiej jest opowiadać o ogólnych wydatkach, deficycie, długu niż o tym, czy pieniądze powinny iść na armię czy szkoły.

Główne założenia budżetu na 2023 r.

Dochody: 604 mld zł

Wydatki 669 mld zł

Deficyt 65 mld zł

Oznacza to wzrost wobec planu na bieżący rok odpowiednio o 21 proc. (o prawie 106 mld zł), 28 proc. (o niemal 148 mld zł) i 117 proc. (o 35 mld zł).

Jeżeli chodzi o aspekt czysto makroekonomiczny, to uwagę zwraca fakt, że utrzymujemy umiarkowanie wysoki deficyt całych finansów publicznych mimo bardzo wysokiego nominalnego wzrostu PKB i niskiego bezrobocia. W 2023 r. deficyt wyniesie 4,4 proc. PKB, czyli więcej niż średnio w ostatnich 10 latach, mimo że wzrost nominalny PKB wyniesie niemal 10 proc., czyli dużo więcej niż średnio w ostatniej dekadzie, a bezrobocie utrzyma się bez większych zmian na niskim poziomie (deficyt oznacza roczną różnicę między wydatkami a dochodami, dług zaś oznacza łączną wartość zobowiązań wobec wierzycieli). Mamy zatem budżet dość ekspansywny, wspierający popyt w gospodarce, mimo że inflacja już jest wysoka, bezrobocie niskie, a zakładane hamowanie gospodarki bardzo łagodne.

A ten budżet nie uwzględnia jeszcze kosztów związanych z obniżaniem cen energii lub rekompensatami związanymi z wysokimi cenami, które rząd poniesie i które niemal na pewno będą sięgały kilku procent PKB. Można więc powiedzieć, że ekspansywność polityki fiskalnej będzie jeszcze większa niż zakładana.

W takich warunkach fiskalnych obniżenie inflacji nie będzie łatwe. Jednocześnie całość finansów publicznych dzięki inflacji utrzymuje jako taką stabilność. Warto zauważyć, że mimo wysokiego deficytu i hamowania koniunktury wskaźnik długu publicznego (liczony według metody unijnej) prawie w ogóle ma nie rosnąć. Dlaczego? Bo mamy wysoki nominalny wzrost PKB i niskie realne stopy procentowe. Gdyby gospodarka miała wrócić na normalne tory, z około 3-4-procentowym wzrostem realnym i 5-7-procentowym wzrostem nominalnym, to spięcie finansów publicznych byłoby trudniejsze.

Podsumowując ocenę makroekonomiczną — mamy budżet, który nie wysadza stabilności kraju w powietrze, ale jest mocno oparty na wysokiej inflacji i tym samym będzie wymagał strukturalnych dostosowań w przyszłości.

Teraz druga część — czy dobrze wydajemy pieniądze? Na to pytanie odpowiedź jest trudniejsza. Raz, że w grę wchodzi ocena polityczna i społeczna, a dwa, że finanse publiczne są na tyle mało przejrzyste, iż z samego projektu ustawy trudno wyczytać w nich dokładną alokację wydatków.

Najważniejszym elementem jest wyraźny wzrost wydatków na obronę narodową — z 2 do 3 proc. PKB. To jest zrozumiałe. Kłopot polega na tym, że rząd nie za bardzo ma pomysł, jak połączyć rosnące wydatki na obronę narodową z podnoszeniem wydatków na ochronę zdrowia i inne usługi publiczne przy niższej stopie opodatkowania dochodów osobistych (obniżka PIT w 2021 r.). Dlatego widać różne zabiegi propagandowe, na przykład ogłoszenie wzrostu stopy wydatków na ochronę zdrowia do 6,3 proc. PKB, co dzieje się głównie dzięki zmienionej kilka lat temu metodzie ich liczenia. Liczy się je w relacji do PKB sprzed dwóch lat, co przy wysokim nominalnym wzroście PKB sprawia, że licznik (wydatki, które zawsze połączone są z bieżącymi kosztami świadczenia usług) naturalnie rośnie szybciej niż mianownik (opóźnione PKB, sprzed okresu inflacji).

Podsumowując — finanse publiczne spinają się z trudem i wymagają wielu zabiegów pudrowania, by można było przekazać, że rząd realizuje obietnice społeczne.