Rada Ministrów na razie dotrzymała innego wymogu – 30 sierpnia przyjęła projekt wstępny, przekazywany do konsultacji Radzie Dialogu Społecznego (RDS). Realna ranga tego ustawowego organu nigdy nie była zbyt wysoka, ale pod rządami tzw. dobrej zmiany stał się on już całkowitą atrapą. Wersja, która formalnie wpłynie za miesiąc, będzie różniła się od obecnej najwyżej jakimiś drobnymi kwotowo przesunięciami, i to wprowadzonymi przez sam rząd, a nie na wniosek partnerów biznesowych czy związkowych z RDS.
W związku z tym praktycznie już można przyjrzeć się projektowi, który po 30 września stanie się drukiem sejmowym. Premier Mateusz Morawiecki oznajmił oczywistość, że wpływy i wydatki planowane na 2023 r. będą większe niż w bieżącym. Liczbowo oczywiście, no jak mogłyby nie być wyższe przy dwucyfrowej, w ujęciu rok do roku, inflacji. Projekt przewiduje, że przyszłoroczne wydatki wyniosą 669 mld zł, dochody 604,4 mld zł, zatem deficyt nie przekroczy 65 mld zł. Skoro jednak spirala inflacyjna absolutnie nie ma zamiaru się zwijać, to w perspektywie piątej kadencji rządów PiS – trzymam się doktryny tej partii, że władzy raz zdobytej nie oddaje się nigdy – spokojnie można sobie wyobrazić po obu stronach równania nominalne kwoty… biliona złotych. Przyszłoroczną inflację założenia budżetu zbijają do wielkości jednocyfrowej, konkretnie do 9,8 proc., przy czym średnioroczna w 2022 ma wynieść 13,5 proc. Generalnie budżet ma „bardzo wiele założeń i wydatków, które mają zapewnić bezpieczeństwo polskim rodzinom”. Ciekawie zapowiada się harmonogram najróżniejszych wypłat socjalnych, który musi się efektywnie wpisać w kalendarz wyborów – parlamentarne odbędą się w którąś z niedziel od 15 października do 5 listopada 2023 r.
Najsłabszym punktem projektu jest narastające z roku na rok kłamstwo deficytowe. Nominalny objęty ustawą deficyt budżetu państwa wyniesie około 4,2 – 4,4 proc. PKB, czyli księgowo wszystko będzie się zgadzało zarówno w stosunku do Konstytucji RP, jak też unijnych wymagań traktatowych. Deklarowane jest także księgowe dotrzymanie stabilizującej reguły wydatkowej. Niestety, budżetową prawdę obnażają coroczne bardzo precyzyjne analizy Najwyższej Izby Kontroli. Nie da się tego zrzucić na odwetową rozgrywkę prezesa Mariana Banasia, suche liczby nie pozostawiają wątpliwości. Deficyt objęty ustawą zaniżany jest kreatywną księgowością i sprytnymi chwytami ukrywającymi jego rzeczywiste rozmiary. Na wielką skalę zostało to zastosowane już w 2021 r. dla zwalczania skutków COVID-19 poprzez emisję obligacji za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju, czyli podmiotów formalnie nienależących do sektora finansów publicznych. Dziesiątki miliardów złotych wpompowane zostały i nadal są pompowane poza rachunkiem ustawowego deficytu, w tym roku może to być lekko pod 50 mld zł Ponadto minister finansów uprawia rozdawnictwo obligacji skarbu państwa coraz szerszemu kręgowi podmiotów, wśród których nieformalnym dziekanem są oczywiście tzw. media narodowe, a konkretnie Telewizja Polska zasilana corocznie kwotą blisko 2 mld zł, ale takich pieszczochów jest sporo. Strumień tych bocznych pieniędzy wzrasta z roku na rok, w 2022 nie będzie niespodzianką poziom 25 mld zł. Uprawiany przez władców proceder zdefiniowany w tytule wypacza prawdziwy wynik budżetu państwa. Bypass ma jednak wytrzymałość ograniczoną…


