Państwa UE zaakceptowały umowę handlową z blokiem krajów Ameryki Południowej, czyli Mercosurem (Brazylia, Argentyna, Paragwaj, Urugwaj). Przeciwko porozumieniu zagłosowały Polska, Węgry, Francja, Irlandia i Austria, natomiast Belgia wstrzymała się od głosu. Kolejnym krokiem jest wizyta przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen w Paragwaju, podczas której ma nastąpić podpisanie umowy.
Na ulicach Warszawy protestują polscy rolnicy, których zdaniem umowa ta skrajnie narusza interesy krajowych producentów. Obawiają się, że otwarcie unijnego rynku na produkty z Ameryki Południowej doprowadzi do zalewu taniej żywności i utraty konkurencyjności.
Stracimy rynek na rzecz Mercosuru
Teoretycznie taka umowa jest przykładem asymetrycznego szoku handlowego, w którym korzyści i koszty rozkładają się nierównomiernie. My, Polska — z relatywnie dużym znaczeniem rolnictwa w produkcji i eksporcie — patrzymy na to jak na zagrożenie. Przez ostatnie kilkanaście lat zbudowaliśmy bardzo silną pozycję na europejskim rynku. Nasze udziały w wewnątrzunijnym imporcie drobiu i wołowiny stanowią odpowiednio 35,1 i 13,1 proc. To bardzo dużo. Kraje Mercosuru, m.in. Brazylia i Argentyna, posiadają w tych sektorach bezwzględną przewagę kosztową, więc otwarcie granic grozi utratą udziałów w rynku, które polscy eksporterzy budowali przez 20 lat.
Warto jednak pamiętać, że rynek nie otwiera się bezwarunkowo. Wynegocjowane w bólach tzw. bezpieczniki (klauzule osłonowe) pozwalają UE na interwencję lub przywrócenie ceł w przypadku gwałtownego załamania cen lub nienaturalnego wzrostu importu. To istotnie mityguje ryzyko czarnego scenariusza dla naszych producentów, jednak efektywne działanie tych klauzul jest pewną niewiadomą.
Szanse nie tylko dla Niemiec
Niemcy natomiast — opierające gospodarkę na motoryzacji, chemii i maszynach — patrzą na Mercosur jak na wielką szansę w erze wojen handlowych. Umowa otwiera bowiem rynek z 260 mln konsumentów Ameryki Południowej na europejskie samochody i urządzenia. Jest to dla Berlina szansa na podtrzymanie eksportowego modelu rozwoju i wyjście z kilkuletniej stagnacji.
Mimo obaw rolników nie powinniśmy patrzeć na tę umowę wyłącznie przez pryzmat zagrożeń. Na dobrą sprawę otwarcie się Europy na południowoamerykański rynek może przynieść Polsce też wiele korzyści. Jakich?
Więcej zamówień w Polsce
Po pierwsze, polska gospodarka jest silnie sprzężona z niemieckim sektorem motoryzacyjnym. Zwiększony eksport niemieckich koncernów na rynki Ameryki Łacińskiej oznacza więcej zamówień dla polskich fabryk produkujących podzespoły, silniki czy fotele. Jesteśmy częścią tego łańcucha dostaw.
Po drugie, stoimy w obliczu wyzwania transformacji energetycznej, w której chcemy brać czynny udział, a w niektórych segmentach, np. akumulatorów litowo-jonowych, utrzymać pozycję europejskiego lidera. Kraje Mercosuru dysponują gigantycznymi zasobami litu i miedzi. Bezcłowy dostęp do tych surowców może okazać się kluczowy dla utrzymania konkurencyjności polskiego sektora high-tech wobec Chin i uniezależniania się od dostaw z Azji.
Perspektywa konsumenta
Po trzecie, spójrzmy na tę umowę z perspektywy konsumenta i producenta żywności przetworzonej. Tańszy import surowców rolnych obniża inflację i koszty życia, co poprawia dobrobyt. Niższe ceny wsadu, np. cukru czy pasz, zredukowałyby koszty dla polskiego przemysłu przetwórczego, podnosząc jego rentowność. Co więcej, umowa działa w dwie strony — chroni europejskie oznaczenia geograficzne (Geographical Indications). To szansa dla polskiej żywności premium, która będzie prawnie chroniona przed podróbkami na tamtejszym rynku, co buduje nową niszę eksportową.
Po czwarte, w długim okresie sztuczne podtrzymywanie rentowności w rolnictwie pierwotnym, gdzie wartość dodana jest relatywnie niska, hamuje rozwój. Być może to właśnie nadmierne dotowanie rolnictwa sprawiło, że w ostatnich kilkunastu latach transformacja struktury polskiej gospodarki nieco spowolniła.
Zauważmy, że łączny udział rolnictwa i przemysłu spożywczego w tworzonej wartości dodanej w zasadzie nie zmienia się od ponad 20 lat, oscylując w okolicach 6 proc. Presja konkurencyjna może wymusić szybszą transformację w kierunku bardziej zaawansowanego przetwórstwa i usług, gdzie tworzona wartość dla PKB jest znacznie wyższa. Zasoby ludzkie i kapitałowe szybciej trafią tam, gdzie mogą być najefektywniej wykorzystane.
Po piąte, dywersyfikacja i otwarcie na wolny handel to najlepsza możliwa reakcja na erę protekcjonizmu. W obliczu agresywnej polityki celnej USA pod rządami Donalda Trumpa i niepewności geopolitycznej Europa desperacko potrzebuje nowych rynków zbytu. Umowa z Mercosurem tworzy strefę handlu dla ponad 700 mln ludzi.
L. Rotunno i M. Ruta, ekonomiści MFW, w badaniu „Trade Partners' Responses to US Tariffs” pokazują, że pogłębianie integracji z innymi partnerami to jedyna strategia, która w odpowiedzi na amerykańskie cła nie tylko mityguje straty, ale wręcz przynosi korzyści. Dla UE (a więc pośrednio także dla Polski) integracja z innymi blokami handlowymi może trwale podnieść dochód realny o 1,1 proc. w stosunku do scenariusza bazowego.
