PZU i Poczta Polska rywalizują o rolników

Resort rolnictwa kończy prace nad stworzeniem narodowego ubezpieczyciela. Apetyt na ten status mają państwowe: ubezpieczyciel i… doręczyciel

Stworzenie państwowego ubezpieczyciela to oczko w głowie Krzysztofa Jurgiela, ministra rolnictwa. Zapowiada jego powstanie już od ponad roku. W listopadzie obiecał, że stworzone specjalnie dla rolników towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, które ma ubezpieczać cały ich majątek i uprawy, rozpocznie działalność w połowie tego roku. Z informacji „PB” wynika, że w tym celu nie powstanie nowy zakład — resort poszuka sojusznika. — W PZU trwają zaawansowane prace nad rozszerzeniem działalności zależnego od PZU TUW Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych (TUW PZUW) o ubezpieczenia rolnicze. W ten sposób ubezpieczyciel chce wyjść naprzeciw potrzebom resortu rolnictwa — mówi nam menedżer z branży.

Przemysław Sypniewski, prezes Poczty Polskiej i Michał
Krupiński, szef PZU
Zobacz więcej

Przemysław Sypniewski, prezes Poczty Polskiej i Michał Krupiński, szef PZU MW, ARC

Narodowa konkurencja

Ubezpieczeniowy gigant, który od ponad roku chętnie określa się mianem narodowego, ma jednak mocnego konkurenta — jest nim Poczta Polska. Zapowiada się więc ostra rywalizacja, bo do ugrania jest sporo. Narodowy doręczyciel jest właścicielem dwóch zakładów ubezpieczeniowych, a w usługach finansowych upatruje nowego źródła przychodów. Od kilku lat stara się mocniej zaistnieć w sprzedaży polis. Idzie mu to jednak dość opornie. Dlatego gdyby Poczcie Polskiej udało się założyć buty narodowego ubezpieczyciela rolników, to w szybkim tempie mogłaby zwiększyć udział na rynku ubezpieczeniowym. PZU natomiast jest liderem wartego rocznie około 1,2 mld zł rynku polis rolniczych. Ma w nim 60-procentowy udział. Z tego powodu powstanie nowego, państwowego, zakładu nie jest gigantowi na rękę — musiałby z nim konkurować, a z powodu zaangażowania resortu rolnictwa nie byłoby to proste. Dlatego też stara się przekonać ministra Jurgiela do ulokowania takiej działalności w zależnym od siebie TUW PZUW, co ma się wpisywać w ideę repolonizacji ubezpieczeń, którą gigant forsuje od roku.

Atuty rywali

Nasi rozmówcy z rynku ubezpieczeniowego twierdzą, że resort rolnictwa skłania się ku współpracy z wspieranym przez resort rozwoju PZU. W ramach należącego do giganta TUW PZUW powstałby związek wzajemności członkowskiej dla rolników, który miałby przedstawicieli w radzie nadzorczej zakładu. Inaczej sprawy przedstawiają pocztowcy. Według nich, to Poczta Polska jest faworytem w wyścigu o utworzenie miejsca, gdzie rolnicy będą ubezpieczać się pod auspicjami państwa. Podkreślają, że koncepcja stworzenia takiego podmiotu powstała właśnie w narodowym doręczycielu, a prace nad jej realizacją są o wiele bardziej zaawansowane niż w PZU. Ponadto od początku roku TUW Pocztowe ma w ofercie ubezpieczenia upraw dla rolników z dopłatami z budżetu państwa. PZU nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące współpracy z ministerstwem rolnictwa. Resort zapytany o współpracę z ubezpieczycielem ograniczył się do stwierdzenia, że będzie wspierał „rozwój rolniczego towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych, które zapewni tanią i możliwie pełną ochronę dla producentów rolnych”. Marcin Broda, analityk firmy Ogma, nie jest zdziwiony rywalizacją o status narodowego ubezpieczyciela rolników. Rolnicy to bardzo dobry klient zakładów ubezpieczeniowych, a ich wydatki na zakup polis będą rosły. Nie chodzi tylko o specjalistyczne ubezpieczenia rolne, a także o inne rodzaje ochrony, takie jak polisy komunikacyjne czy na życie. — Produkty rolne to jeden z najbardziej wymagających segmentów rynku ubezpieczeniowego.Bez szczegółowej wiedzy bardzo łatwo można stracić duże pieniądze. Szczególnie że w grę wchodzą różne rodzaje ryzyka katastroficznego — jedno z najpoważniejszych w Polsce to skutki przezimowania upraw. Z tego powodu w europejskich państwach ubezpieczeniem rolnictwa zajmują się wyspecjalizowane zakłady — mówi Marcin Broda.

Dziurawy system

Powołanie do życia narodowego ubezpieczyciela rolniczego to jeden z elementów naprawy systemu ubezpieczeń rolniczych, nad którym pracuje resort rolnictwa. Jest to skutek katastrofalnej w skutkach suszy z 2015 r., która spustoszyła w Polsce około 2 mln ha upraw. Mimo że od dekady istnieje obowiązek ich ubezpieczenia, a rolnicy mogą liczyć na budżetowe dopłaty, tylko znikomy ich odsetek wykupił polisy. W efekcie straty przekroczyły 1,6 mld zł i z pomocą musiało przyjść państwo. By w przyszłości nie zostawali na lodzie, resort rolnictwa ułatwił im dostęp do budżetowych dopłat do polis, na które mają iść coraz większe pieniądze. W ubiegłym roku było to 200 mln zł, w tym jest 918 mln zł, a docelowo ma być 1,6 mld zł rocznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu