Coraz więcej faktów świadczy o trwających wewnątrz PZU przygotowaniach do wejścia na giełdę. Według prezesa Zdzisława Montkiewicza, temu służy głośna umowa z HSBC. Trwa też poprawianie prospektu emisyjnego. Ale i tak nie zanosi się na szybki przetarg na doradcę resortu skarbu.
Zarząd PZU, kierowany przez Zdzisława Montkiewicza, coraz intensywniej przygotowuje się do upublicznienia spółki i wprowadzenia jej akcji na Giełdę Papierów Wartościowych.
Niedawno dotarły do nas informacje o zleceniu przez zarząd zewnętrznym doradcom prac nad aktualizacją prospektu. Jedną z wymienianych firm był bank HSBC.
— Spółka dochowuje pełnej staranności w sprawach związanych z prospektem. Dokument, który powstał w 2001 r., zawierał ponad 500 błędów, wskazanych przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd. Pracujemy nad tym, by zostały one wyeliminowane, bo nie chcemy, by już wykonane prace zostały zmarnowane. Pracujemy też nad audytem za 2002 r. To też jest ważne w razie ewentualnego wejścia na giełdę. Od pewnego czasu szczególną uwagę przywiązujemy do dostosowania naszych standardów rachunkowości do tych, które obowiązują spółki giełdowe. We wszystkich tych działaniach korzystamy z doświadczeń renomowanych firm doradczych oraz znanych instytucji finansowych. PZU współpracuje m.in. z Bankiem Millennium, BPH PBK, Citibankiem, Deutsche Bankiem, HSBC, Ernst & Young, KPMG — mówi Zdzisław Montkiewicz.
Przygotowany w 2001 r. projekt prospektu miał 1042 strony.
Prezes PZU zapewnia też, że z przygotowaniami do upublicznienia PZU związana była umowa z bankiem HSBC, której istnienie ujawniła pod koniec ubiegłego tygodnia agencja Dow Jones Newswires. Według niej, HSBC miało prawo do rozmów z mniejszościowymi akcjonariuszami w sprawie skupu akcji, a w przyszłości miało być doradcą PZU przy publicznej ofercie akcji spółki.
— Podstawowym celem umowy z HSBC nie jest skupowanie akcji, ale doradztwo finansowe, także przy zakupie przez spółkę akcji własnych. W momencie ewentualnej emisji publicznej konieczny będzie szereg działań. Nie można wykluczyć konieczności skupowania akcji od mniejszościowych akcjonariuszy — twierdzi Zdzisław Montkiewicz.
Prezes PZU podkreśla, że pod pojęciem akcjonariuszy mniejszościowych rozumie nie inwestorów strategicznych, czyli Eureko i Bank Millennium, tylko posiadaczy akcji pracowniczych i samych pracowników.
Prezes PZU zastrzega jednak, że to nie od niego należy decyzja o debiucie.
— Termin upublicznienia zależy od decyzji ministra skarbu. Spółka będzie przygotowana w każdym terminie wskazanym przez MSP — twierdzi prezes PZU.
Tymczasem wstępem do upublicznienia musi być wybór doradcy ministra skarbu przy prywatyzacji PZU. Ministerstwo odmówiło jednak odpowiedzi na pytanie, kiedy może zostać ogłoszony przetarg na doradcę. Od jednego z urzędników resortu udało nam się jednak dowiedzieć, że nie wydarzy się to na pewno „w ciągu najbliższych dwóch-trzech, a może nawet więcej tygodni”.
— Zlecenie przez zarząd prac nad prospektem nie jest sprzeczne z obowiązkiem wyboru przez MSP doradców. Gdy Zygmunt Kostkiewicz był prezesem PZU, funkcję doradcy zarządu pełniło CA IB — twierdzi pracownik wysokiego szczebla grupy PZU.
Niedawno Andrzej Sopoćko, wiceminister finansów, stwierdził, że z powodów technicznych upublicznienie PZU w 2003 r. może być niemożliwe. Sprawa jest jednak przedmiotem arbitrażu przed trybunałem w Sztokholmie, gdzie Eureko skarży rząd Polski właśnie o opóźnianie debiutu giełdowego. W chwili publicznej oferty Eureko ma uzyskać prawo do zakupu kontrolnego pakietu akcji PZU.



