Rafinerie znalazły się w tarapatach

Paweł Janas
opublikowano: 2005-06-07 00:00

Polska będzie zabiegała o przywrócenie dostaw surowca zza Buga. Rafinerie południowe czekają i szukają dostawców... krajowych.

W kwietniu Ukraina w trosce o własny bilans paliw zakazała eksportu ropy, zasilającej m.in. polskie rafinerie południowe. Od tej pory trwają zabiegi o jego przywrócenie. Nowa szansa pojawia się wraz z zapowiadaną na piątek wizytą ukraińskiej premier Julii Tymoszenko.

— Ministerstwo gospodarki prosiło Kancelarię Premiera i resort spraw zagranicznych o włączenie tego tematu do programu rozmów. Ma on być również poruszany w trakcie spotkania grupy polskich przedsiębiorców z panią premier — mówi Anna Skowrońska-Łuczyńska, radca ekonomiczny polskiej ambasady w Kijowie.

Działania doraźne

Od ropy ukraińskiej najbardziej uzależniona była Rafineria Czechowice należąca do grupy Lotos — to aż 33 proc. wykorzystywanego przez nią surowca.

— Firmie grozi nawet postój — twierdzi Piotr Liszek, wiceprezes spółki Petrox, jednego z importerów ukraińskiej ropy.

Zainteresowani uspokajają.

— Najczarniejszy scenariusz zakłada przestój najwyżej 1-2-dniowy. Cały czas prowadzimy rozmowy z dostawcami, którzy uzupełnią nam zaopatrzenie. Najdalej za dwa tygodnie będziemy mieli nowe umowy na dostawy m.in. od kontrahentów krajowych — mówi Wojciech Kowalczyk, wiceprezes Grupy Lotos odpowiedzialny za zakupy ropy.

Zakupy centralne

Gdyby Ukraina odwołała zakaz eksportu, Grupa Lotos chętnie wróciłaby do tego źródła.

— To bardzo dobra ropa. Teraz jednak musielibyśmy mieć gwarancje ciągłości dostaw — mówi wiceprezes Lotosu.

Dodaje, że od chwili przejęcia trzech rafinerii południowych przez grupę trwają prace nad centralizacją zakupów surowca.

— Da to naszemu koncernowi mocniejszą pozycję przetargową — mówi Wojciech Kowalczyk.