Polska będzie zabiegała o przywrócenie dostaw surowca zza Buga. Rafinerie południowe czekają i szukają dostawców... krajowych.
W kwietniu Ukraina w trosce o własny bilans paliw zakazała eksportu ropy, zasilającej m.in. polskie rafinerie południowe. Od tej pory trwają zabiegi o jego przywrócenie. Nowa szansa pojawia się wraz z zapowiadaną na piątek wizytą ukraińskiej premier Julii Tymoszenko.
— Ministerstwo gospodarki prosiło Kancelarię Premiera i resort spraw zagranicznych o włączenie tego tematu do programu rozmów. Ma on być również poruszany w trakcie spotkania grupy polskich przedsiębiorców z panią premier — mówi Anna Skowrońska-Łuczyńska, radca ekonomiczny polskiej ambasady w Kijowie.
Działania doraźne
Od ropy ukraińskiej najbardziej uzależniona była Rafineria Czechowice należąca do grupy Lotos — to aż 33 proc. wykorzystywanego przez nią surowca.
— Firmie grozi nawet postój — twierdzi Piotr Liszek, wiceprezes spółki Petrox, jednego z importerów ukraińskiej ropy.
Zainteresowani uspokajają.
— Najczarniejszy scenariusz zakłada przestój najwyżej 1-2-dniowy. Cały czas prowadzimy rozmowy z dostawcami, którzy uzupełnią nam zaopatrzenie. Najdalej za dwa tygodnie będziemy mieli nowe umowy na dostawy m.in. od kontrahentów krajowych — mówi Wojciech Kowalczyk, wiceprezes Grupy Lotos odpowiedzialny za zakupy ropy.
Zakupy centralne
Gdyby Ukraina odwołała zakaz eksportu, Grupa Lotos chętnie wróciłaby do tego źródła.
— To bardzo dobra ropa. Teraz jednak musielibyśmy mieć gwarancje ciągłości dostaw — mówi wiceprezes Lotosu.
Dodaje, że od chwili przejęcia trzech rafinerii południowych przez grupę trwają prace nad centralizacją zakupów surowca.
— Da to naszemu koncernowi mocniejszą pozycję przetargową — mówi Wojciech Kowalczyk.