Raiffeisen: Dobre dane to za mało

Raiffeisen
opublikowano: 2009-09-02 09:32

Okres silnego spadku koniunktury gospodarczej zakończył się. Indeksy PMI opisujące nastroje menedżerów logistyki (i będące dobrze skorelowane z późniejszymi wskazaniami PKB) zaczynają wracać w okolice poziomu 50 pkt oddzielającego ekspansję gospodarczą od okresu dekoniunktury.

Opublikowane wczoraj wskazania wrześniowego PMI są bardzo optymistyczne. We Francji, Holandii i Szwajcarii PMI powróciły ponad poziom 50, w Niemczech – jest na poziomie 49,2.

W Polsce PMI wzrósł do poziomu 48,2, z poziomu 41,8 średnio w I półroczu. Taki poziom wskaźnika PMI sugeruje tylko nieznacznie spadki produkcji przemysłowej nie większe niż 5%.

Waluty

Przez większość dnia dolar umacniał się względem euro. Spadki kursu EUR/USD zostały jednak zatrzymane na poziomie 1,4290. Walnie przyczyniły się do tego dane z USA, opublikowane już pod koniec europejskich sesji. Znacznie lepszy, od oczekiwań (już i tak wysokich) ISM Manufacturing, utwierdził inwestorów w przekonaniu, że gospodarka amerykańska już niedługo ponownie wkroczy na ścieżkę wzrostu. Pozytywnie zostały też odebrane dane z tamtejszego rynku nieruchomości. Po raz kolejny dane z tego sektora wskazują przynajmniej na stabilizację.

Po danych eurodolar gwałtownie wyskoczył w górę i dotarł do poziomu 1,4350. Tutaj jednak pierwszy optymizm się skończył. Po pierwsze inwestorzy powoli przyzwyczajają się do tego, że wskaźniki wyprzedzające koniunkturę pozytywnie zaskakują. Po drugie być może na rynki wraca odrobina zdrowego rozsądku (o ile kiedykolwiek tu była), a fakt sprzedawania dolara po relatywnie dobrych danych z USA nieco kłoci się z wyżej wymienionym.

W dalszym ciągu uważamy, że awersja do ryzyka będzie głównym czynnikiem kształtującym kurs eurodolara. Na co dobitnie wskazuje zachowanie kursu EUR/USD po powrocie obaw o kondycję amerykańskiego sektora bankowego. Z czasem jednak dodatnia zależność między lepszymi danymi ekonomicznymi a siłą waluty danego kraju powinna powrócić.

Złoty wyraźnie osłabił się wczoraj już po godzinach aktywności polskich banków. Kurs eurozłotego wzrósł gwałtownie do poziomu 4,18 na fali powrotu obaw o amerykański sektor bankowy. Jeden z amerykańskich banków wstrzymał wypłatę odsetek od swoich obligacji podporządkowanych. Wśród inwestorów natychmiast obudził się strach przed powtórką scenariusza, który widzieliśmy po bankructwie Lehman Brothers. Zakłdamy nieznaczną korektę wczorajszego ruchu, ale generalnie złoty i inne waluty rynków wschodzących mogą pozostawać dzisiaj pod presją.

Giełdy

Po wyhamowaniu spadków w Chinach, które były główną przyczyną przeceny na europejskich i amerykańskich rynkach w poniedziałek, we wtorkowy poranek indeksy po obu stronach oceanu nieznacznie rosły. W dalszej części sesji była szansa na powiększenie wzrostów, po publikacji kolejnych wyższych niż miesiąc wcześniej i lepszych od oczekiwań wskaźników koniunktury PMI dla Strefy Euro jako całości, Polski i wielu innych krajów Starego Kontynentu. Wszak od marca coraz wyższe odczyty, tych stanowiących wskazanie przyszłej koniunktury gospodarczej danych, stymulowały giełdy do wzrostów. Wczoraj schemat ten nie został jednak podtrzymany, a sam fakt braku wzrostowej reakcji uaktywnił sprzedających, w efekcie czego indeksy poszybowały w dół.

W dalszej części sesji, po lekko wzrostowym otwarciu notowań w USA, indeksy w Polsce i Europie zaczęły mozolnie odrabiać straty, jednak po publikacji lepszego od oczekiwań indeksu koniunktury w amerykańskim przemyśle ISM Manufacturing inwestorzy zza oceanu powielili obserwowany wcześniej europejski schemat reakcji na dobre dane i tam także rozpoczęła się wyprzedaż. W efekcie S&P500 stracił ponad 2%.

Mało optymistyczną reakcję na przyzwoite informacje interpretujemy jako wyraz coraz powszechniejszych obaw, że ostatnie wzrosty na giełdach mogą okazać się zbyt szybkie w stosunku do wolniejszego od nich tempa poprawy sytuacji w realnej gospodarce. Na to w dniu wczorajszym nałożyły się niepokoje o kondycje sektora finansowego w Ameryce (subindeks S&P Financials spadł wczoraj o ponad 5%), który będzie musiał stawić czoła coraz większej liczbie nieregularnych kredytów konsumenckich.

Biuro Analiz Ekonomicznych Raiffeisen Banku Polska