Ratuj się, kto może!

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2016-08-23 22:00

Rewolucja cyfrowa w bankach doprowadzi do rzezi niewiniątek? Etaty analityków, programistów i specjalistów od obsługi zamożnych klientów jeszcze długo nie pójdą pod nóż

Widmo krąży nad finansami. Widmo zwolnień. Zanim jednak przedstawiciele tej branży stracą pracę, chcą ją wykonywać na swoich warunkach. A przy okazji rozwijać umiejętności, które pozwolą im zmienić specjalizację czy zawód, gdy przyjdzie na to czas. Jest też druga strona medalu: w najbliższych latach sektor finansowy wcale nie przestanie być poważnym pracodawcą. Przeciwnie. Rewolucja cyfrowa oznacza wysyp ofert zatrudnienia m.in. dla programistów, speców od sztucznej inteligencji i matematyków umiejących interpretować informacje tworzone przez systemy big data. Fachowcy ci znają swoją wartość, przez co ich wymagania wobec firm ciągle rosną. Jak zarządy banków, towarzystw ubezpieczeniowych i funduszy inwestycyjnych odpowiadają na oczekiwania tej grupy?

Robot przemysłowy, prototyp
Robot przemysłowy, prototyp
Bloomberg

Przetrwają najsprytniejsi

Kiedyś bankomaty wysłały na zieloną trawkę część bankowych kasjerów. Dziś zagrożone są także posady konsultantów. Powód jest oczywisty: zdolność kredytową klienta sprawdzą programy analityczne, a wirtualni doradcy odpowiedzą na jego pytania dotyczące produktów i usług. Cięciu etatów towarzyszy zamykanie oddziałów — w ubiegłym roku liczba stacjonarnych placówek zmniejszyła się w Polsce o 567, do 14,5 tysiąca. W tym roku też ubędzie kilkaset.

Agenci ubezpieczeniowi to kolejna grupa, którą sztuczna inteligencja być może kiedyś wytnie w pień. Komputerowe algorytmy wyliczają, na jakie świadczenie może liczyć klient i jaką składkę powinien płacić. Nie dość tego: dopasowują polisę do indywidualnych potrzeb, stylu życia, zdrowia i zamożności poszczególnych konsumentów. A informacje te czerpią z ogromnych zasobów danych dostępnych w sieci. Jak podkreśla Iwona Kozera, partner EY, banki i inne instytucje finansowe muszą przemyśleć, jak zrównoważyć udział nowych technologii i czynnika ludzkiego. Automatyzacja procesów — twierdzi — jest nieunikniona.

Innowacje cyfrowe są jednak nie tylko zagrożeniem dla miejsc pracy, ale też sposobem na poprawę produktywności. W przypadku skomplikowanych transakcji, jak zakup produktów inwestycyjnych, żadna nowinka IT jeszcze długo nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z doradcą. Ten zaś będzie bardziej efektywny, jeśli firma wyposaży go w sprzęt mobilny — tablet lub ultrabook pozwoli mu na szybszą sprzedaż i ograniczy liczbę papierowych dokumentów.

— Część stanowisk zniknie. Z drugiej strony, w dającej się przewidzieć przyszłości nie zabraknie ofert dla sprzedawców. Trudno też wyobrazić sobie redukcje kadrowe wśród pracowników, od których wymaga się zdolności interpersonalnych, z działu analiz, callcenter czy obsługi zamożnych klientów. Co więcej, będzie przybywać etatów dla osób wprowadzających nowe technologie — chodzi zarówno o programistów, jak i fachowców od sztucznej inteligencji — wymienia Iwona Kozera.

Konrad Wypchło, menedżer programu zarządzania danymi w ITMagination, do rozchwytywanych fachowców zalicza także statystyków, matematyków i analityków. Łączy to z coraz większym udziałem zaawansowanych analiz big data w spersonalizowanym marketingu. Bez tych ekspertów — zapewnia — banki nie byłyby w stanie szybko reagować na zmieniającą się sytuację rynkową, jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby klientów, przedstawiać im spersonalizowane oferty. — Na największe zarobki w IT mogli liczyć w ubiegłym roku analitycy, co nakazuje sądzić, że rynek z dużą konsekwencją będzie wchłaniał kolejnych specjalistów od nadawania ogromnym zbiorom nieuporządkowanych danych praktycznego, biznesowego wymiaru — przekonuje Konrad Wypchło.

Wyścig z maszynami

„Zwalniają, znaczy będą zatrudniać” — literackiego Lejzorka Rojsztwańca cytuje Jaromir Paszek z BPSC, który przestrzega przed demonizowaniem innowacji IT. Jego koronny argument brzmi: według czarnego scenariusza, kraje z najwyższymi wskaźnikami automatyzacji powinny mierzyć się z rosnącym bezrobociem, a tak nie jest.

— Rewolucja technologiczna — po pierwsze — przynajmniej częściowo rozwiązuje problemy demograficzne — w gospodarkach rozwiniętych mniej ludzi pojawia się na rynku pracy, niż go opuszcza. Po drugie — chociaż wszędzie coraz więcej elektroniki, wakatów wcale nie ubywa, a wojna o tzw. talenty ciągle się nasila — tłumaczy Jaromir Paszek.

Jak wynika z raportu EY, w 2007 r. co trzeci absolwent amerykańskiej Wharton School, jednej z najlepszych szkół biznesu na świecie, rozpoczynał pracę w banku, w 2015 r. już tylko co piąty. Wniosek: firmy te powinny otworzyć się na nowe uczelnie i kierunki, a w niektórych przypadkach zrezygnować z wymogu wyższego wykształcenia. Niejednemu prezesowi czy dyrektorowi HR sen z powiek spędza pozyskanie i zatrzymanie pracownika o pożądanych kwalifikacjach. A na tym ich zadanie się nie kończy.

Sukces ich instytucji zależy od tego, czy właściwie wykorzystają dostępne kompetencje w ramach różnorodnych zespołów. Przejawia się to m.in. w dopasowaniu obowiązków zawodowych i stylu pracy do oczekiwań różnych pokoleń. Jak zwykli mawiać Amerykanie, kwadratowe otwory zatyka się kwadratowymi kołkami, a okrągłe — okrągłymi.

— Doświadczeni pracownicy zazwyczaj umieją doradzać klientom, ale gorzej sobie radzą z nowinkami technologicznymi. Natomiast milenialsi w świecie internetu, mobilności i mediów społecznościowych czują się jak ryba w wodzie, tyle że często nie dysponują wystarczającą wiedzą i praktyką, żeby służyć pomocą klientom. Jeśli pierwszych przeciążymy cyfrowymi zadaniami, a drugich — analogowymi, będzie to marnowanie talentów — zaznacza Iwona Kozera.

Inna sprawa: nawet ponadprzeciętne kompetencje informatyczne nie gwarantują dożywotniego etatu w banku. Jest to jednak dobry punkt wyjścia do zmiany zawodu lub branży. Jeśli wierzyć futurologom, wyścig ze sztuczną inteligencją najczęściej będą wygrywać ci, którzy są za pan brat z technologiami IT.

Możesz zainteresować się również: